Kryzysy naftowe, które wstrząsnęły światem

Adam Torchała2019-09-23 06:00, akt.2020-03-09 14:54redaktor Bankier.pl
publikacja
2019-09-23 06:00
aktualizacja
2020-03-09 14:54
Bankier.pl

Uzależnienie wielkich gospodarek od ropy naftowej już nie raz sprawiało, że zawirowania na tym surowcu powodowały solidne globalne perturbacje, a nawet odmieniały bieg historii. Zawirowania na cenach “czarnego złota” potrafiły budować imperia, obalać je, a także doprowadzać do krachów na światowych rynkach. Oto krótka historia krachów na ropie.

W związku z najmocniejszymi spadkami cen ropy od 1991 roku przypominamy ubiegłoroczny tekst o tym, jak gwałtowne ruchy na cenach ropy zmieniały historę świata. Tekst pochodzi z września 2019 roku, nadal pozostaje jednak aktualny

Ludzkość nie pierwszy raz musi mierzyć się z naftowym problemem. Choć ropę zaczęliśmy uzyskiwać dopiero w połowie XIX wieku, to jednak przez te niecałe 170 lat wyrobiła sobie ona w gospodarce pozycję, której nie można lekceważyć. To na ropie naftowej wyrosła cała ogromna gałąź przemysłu, a przez przekształcenie “czarnego złota” w surowiec będący jedną z podstaw transportu i energetyki jego cena odbija się de facto na każdym aspekcie naszego życia. Bo nawet jeżeli jakaś gałąź przemysłu nie ma z ropą żadnych bezpośrednich związków, to jednak potrzeba przetransportowania produktu od producenta do odbiorcy oraz zasilenia zakład sprawia, że ceny paliw grają mniejszą lub większą rolę w niemal każdym łańcuszku gospodarczym.

Od śmierdzącej mazi do “czarnego złota”

Za symboliczny początek historii przemysłu naftowego powszechnie uznaje się rok 1853, gdy po raz pierwszy zapłonęła lampa naftowa. Jak wynika z podania Pawła Dunickiego, wcześniej młody pracownik galicyjskiej apteki usłyszał od pewnego chłopa historię o czarnej mazi, która czasem wypływała w okolicy Drohiczyna z ziemi. Miejscowi stosowali ją m.in. do smarowania wozów czy maszyn rolniczych, a co bardziej rzutcy próbowali uzyskać z niej nawet spirytus. To zainspirowało młodego aptekarza, który rozpoczął swoje badania i próbował okiełznać maź na własną rękę.

Galicyjskie złoża eksploatowano jeszcze długo po śmierci Łukasiewicza. Na zdjęciu Borysław w 1918 roku. Po I WŚ miasto znalazło się w woj. lwowskim. W 1928 roku z pobliskiego zagłębia wydobywano 84% ówczesnego polskiego wydobycia ropy / FORUM

Ów aptekarz to oczywiście Ignacy Łukasiewicz. Celem eksperymentów było zastosowanie mazi w farmacji, początkowe rezultaty były jednak rozczarowaniem. Dopiero dodanie kwasu siarkowego i roztworu sodu sprawiły, że maź zaczęła się dzielić na frakcje o różnych właściwościach - od lekkiej benzyny na wierzchu, do ciężkiego asfaltu na dnie. Nauka, nawet ta XIX-wieczna, ma jednak to do siebie, że od odkrycia do komercjalizacji droga daleka.

Otrzymane związki były czymś zupełnie nowym i trzeba było znaleźć dla nich zastosowanie. Nafta, którą po udanych eksperymentach próbował sprzedawać Łukasiewicz, początkowo była względnie droga i dla ówczesnych klientów apteki wydawała się zbędnym wynalazkiem o brzydkim zapachu. W końcu Ignacy wpadł na pomysł, by użyć jej jako paliwa do lampy. To był przełom, towar zaczął odnosić sukces, a Galicja przeżyła małą gorączkę złota - czarnego złota. Sam Łukasiewicz na ropie dorobił się sporego majątku, choć kilkukrotnie w biznesie wiał mu silny wiatr w twarz. Zapamiętany został jednak nie tylko jako ojciec przemysłu naftowego, ale i wielki filantrop, który potrafił się swoim majątkiem mądrze dzielić.

Ropa stała się potężnym narzędziem. Świetnie obrazuje to zresztą wykres ceny tego surowca / Bankier.pl

Ciemna, lepka maź wypływała nie tylko w Galicji. Dzikim wydobyciem w połowie XIX wieku trudnili się także m.in. i Amerykanie. To tam opracowano też w 1859 roku technologię odwiertowego pozyskiwania ropy. Wkrótce po Galicji gorączka „czarnego złota” wybuchła i w Pensylwanii. Dla ropy i jej pochodnych zaczęto wynajdować też coraz to nowe zastosowania m.in. w transporcie. Tutaj początkowo rządził silnik parowy i węgiel, szybko zaczęto szukać jednak nowych źródeł.

Gdy na przełomie XIX i XX wieku pojazdy zjechały z szyn i raczkowała era automobili popularne były wyścigi, w których konstruktorzy starali się udowodnić, że to ich koncepcja jest najlepsza. W szranki stawały m.in. samochody parowe, elektryczne i spalinowe. Każde miały swoje ograniczenia, w końcu jednak konstrukcja spalinowa zaczęła zyskiwać przewagę i ropa stała się nie tylko istotna dla przemysłu samego w sobie, ale i dla transportu, a w konsekwencji i dla armii. W międzyczasie w oparciu o ropę wyrosły wielkie fortuny m.in. Standard Oil Johna Rockefellera (USA) czy azerbejdżański majątek braci Noblów (“upaństwowiony” po rewolucji komunistycznej).

Naftowy problem Hitlera

Wojny, przy całym zniszczeniu, które niosą, prowadzą także do wyścigu technologicznego. Po dość stacjonarnej I wojnie światowej, gdzie główną rolę odgrywały zasieki, gazy bojowe i - niestety - ludzka “masa”, w II wojnie kluczowe stały się napędzane ropą czołgi i samoloty. Niemcy Adolfa Hitlera chciały mieć mobilną armię, miały jednak problem ze złożami ropy. Klęska pomysłu budowy kolonialnej potęgi sprawiła, że benzynę zaczęto uzyskiwać syntetycznie - z węgla. Prym wiodło Zagłębie Ruhry, ale produkcja odbywała się m.in. i w Policach. Niemcy wkrótce stały się chemiczną potęgą, przemysł ten miał jednak swoje ograniczenia. W 1939 roku Rzesza samodzielnie zaspokajała tylko 25 proc. swoich potrzeb paliwowych, resztę importowała z ZSRR oraz… od amerykańskich spółek (Texaco, Standard Oil), w których Hitler - nawet po ataku na Polskę - cieszył się sporą sympatią. Dyktatora popierali także m.in. Henry Ford (ojciec masowej motoryzacji) czy Sir Henri Deterding (przedwojenny szef Shella zwany Naftowym Napoleonem).

Sojusze jednak się zmieniły, Stalin stał się głównym rywalem i przestał być źródłem paliwa. Rosła też świadomość Amerykanów, czego przykładem był m.in. bojkot produktów Standard Oil po udostępnieniu przez firmę III Rzeszy amerykańskich technologii rafinacji wysokooktanowej benzyny lotniczej i produkcji syntetycznego kauczuku. Fiaskiem zakończył się specjalny wariant tzw. Fall Blau, który zakładał zdobycie przez Niemcy kaukaskich złóż “czarnego złota”. Nie pomogło nawet przejęcie kontroli nad rumuńskimi złożami i rafinerią w Ploeszti (które po przejęciu pokrywały 25 proc. zapotrzebowania Niemiec na ropę), w niemieckiej armii niedobory paliwa stawały się coraz istotniejszą przeszkodą.

Podczas operacji Tidal Wave (sierpień 1943) Alianci zbombardowali rafinerię w Ploeszti. Ataki na niemiecki przemysł chamiczno-paliwowy były jednym z gwoździ do trumny III Rzeszy / Wikimedia Commons

Niemieckie samochody zaczęły jeździć na gaz ziemny, a potem na destylowany z drewna metanol. Ten był jednak zbyt mało kaloryczny, by napędzić czołgi i samoloty. Dodatkowo 12 maja 1944 roku alianci przeprowadzili zmasowany atak lotniczy na położone w Zagłębiu Ruhry fabryki paliwa syntetycznego. - Po pierwszych nalotach dzienna produkcja paliwa w III Rzeszy spadła o 14 proc. z 5850 do 4820 ton dziennie - pisał w książce “Krew cywilizacji. Biografia ropy naftowej” Andrzej Krajewski. - Tego dnia rozstrzygnięta została wojna techniczna - zanotował z kolei Albert Speer, architekt Hitlera. Tak oto ropa naftowa stała się jednym z elementów, które zadecydowały o wyniku największego konfliktu zbrojnego w dziejach ludzkości.

Mocarstwa dzielą bliskowschodni tort

Wojny światowe zmieniały układ sił w Europie, ale także i na Bliskim Wschodzie, który szybko stał się kluczem do naftowej dominacji. Francuscy badacze donosili o korzystnym dla ropy układzie skał już pod koniec XIX wieku, jednak nie przywiązywano do tych raportów należytej wagi. Zmianę perspektywy przyniosła I wojna światowa, gdy stało się jasne, że dzięki ropie można zyskać przewagę na polu walki. Po zakończeniu konfliktu jednym z priorytetów dla mocarstw stało się zabezpieczenie wpływów w regionie. Wiedziano bowiem, że nie wiąże się to nie tylko z prestiżem i korzyściami strategicznymi, ale i sporym zapleczem surowcowym. Sprawę dodatkowo ułatwił upadek Imperium Osmańskiego.

W walce o podział naftowego tortu karty rozdawali obecni od dawna w regionie i napędzani przez zafascynowanego ropą i nowymi technologiami Winstona Churchilla Anglicy. Przypadł im monopol w Iranie (Anglo-Persian Oil Company - późniejsze BP), a także największa część irackiego giganta naftowego - spadku po Turkach. Część spółki przypadła także Francuzom (Compagnie Française des Pétroles - późniejszy Total) i współdzielonemu między Anglikami i Holendrami Royal Dutch/Shell. Amerykanom przypadła najbiedniejsza podówczas część regionu - pokryta niemal w całości przez pustynię Arabia Saudyjska i jej okolice. Tam wkrótce powstało Arabian-American Oil Company, z którego następnie wykluło się Aramco (upaństwowione przez Saudów) - największa obecnie giełdowa spółka na świecie.

Zbiorniki Anglo-Persian Oil Company (późniejsze BP) na Bliskim Wschodzie, 1931 rok / FORUM

II wojna światowa i kres ery kolonializmu zmieniły jednak układ sił. Lokalni władcy coraz mocniej upominali się o swoje i zaczęli żądać korzystniejszego podziału naftowych wpływów. Wcześniej mocarstwa rzucały ochłapy rządzącej rodzinie (dla której to i tak było wiele) i nie przejmowały się zbytnio lokalnymi sprawami. Świadomość jednak rosła, Iran tuż po wojnie zażądał podziału pół na pół pod groźbą wyrzucenia Anglików. Ci w odwecie planowali nawet interwencję militarną, ostatecznie jednak skończyło się jedynie na wojnie wywiadowczej/ Zamieszanie ucichło i w 1953 roku irańska ropa wróciła na rynek. Tyle, że Anglicy czerpali z niej już tylko 40 proc. zysków. Podobne problemy w Arabii Saudyjskiej mieli Amerykanie, im wystarczyło jednak przekupienie króla dodatkowymi subsydiami.

Opór przeciwko mocarstwom jednak rósł i by zwiększyć swoje szanse, skłócone do tej pory kraje arabskie postanowiły połączyć siły. W 1960 w Bagdadzie premier Iraku wraz z przedstawicielami Iranu, Arabii Saudyjskiej, Iranu, Kuwejtu oraz Wenezueli zawiązał Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową - OPEC. W sumie kraje OPEC odpowiadały za przeszło 80 proc. dostaw na światowym rynku ropy. Na prawdziwy pokaz siły nowej organizacji przyszło Amerykanom poczekać jednak jeszcze 13 lat.

Żydzi, Muzułmanie i pierwsza naftowa panika

Przy podziale bliskowschodniego tortu coś dla siebie chcieli uzyskać i Żydzi. Jeszcze w trakcie I wojny światowej Wielka Brytania obiecywała, że na terenach Ziemi Obiecanej powstanie państwo żydowskie, po zakończeniu konfliktu wykręcano się jednak ze wcześniejszych deklaracji. Ostatecznie wybrano rozwiązanie pośrednie, powstał jednak specjalny Brytyjski Mandat Palestyny i rozrzuceni po świecie Żydzi zaczęli masowo napływać na tereny utraconej przed laty ojczyzny. Te zamieszkane były już jednak przez muzułmanów, narastały więc konflikty. Muzułmanie urządzali pogromy, Żydzi formowali bojówki i region stał się bardzo niestabilny. Po II wojnie światowej ostatecznie uformowało się państwo izraelskie, co jednak napięć nie ugasiło. Wręcz przeciwnie.

W 1967 roku w konsekwencji wielu mniejszych konfliktów doszło do otwartej wojny (tzw. wojna sześciodniowa) pomiędzy Izraelem a krajami arabskimi. Żydzi wygrali i przejęli m.in. kontrolę nad Synajem i Wzgórzami Golan. Sześć lat później Egipt i Syria chciały się zrewanżować i rozpoczęła się wojna Jom Kipur. Izrael, po otrząśnięciu się z zaskoczenia, znów przejmował inicjatywę. Było to możliwe m.in. dzięki militarnej pomocy USA. To nie podobało się z kolei Arabii Saudyjskiej. Czarę goryczy przelało zlekceważenie saudyjskich dyplomatów przez Richarda Nixona. 20 października 1973 roku król Arabii Saudyjskiej ściął wydobycie i zablokował eksport do krajów wspierających Izrael. Wkrótce bojkot zyskał poparcie OPEC i embargiem objęty został cały Zachód. Kraje arabskie miały nadzieję, że w ten sposób wykurzą Izrael z okupowanych terenów. Cios był przemyślany, Amerykanie, choć mieli własne złoża, aż 40 proc. ropy musieli importować. W jeszcze gorszej sytuacji były kraje europejskie, które zaczęły głośno sprzeciwiać się amerykańskiej polityce i m.in. nie dawały pozwoleń na międzylądowania z transportami broni dla Izraela.

Kryzys naftowy w 1973 roku - tabliczki informujące o braku paliwa na stacji benzynowej / FORUM

Po ledwie trzech tygodniach Izrael wojnę wygrał i rozpoczął się proces pokojowy. Konsekwencje embarga były jednak długotrwałe i sięgały daleko poza Bliski Wschód. Cena ropy szybko skoczyła czterokrotnie. Nawet w państwach z silnym zapleczem naftowym (Anglia i Holandia) wprowadziły specjalne środki. U pierwszych pojawiły się kartki paliwowe, u drugich zabroniono korzystania z aut w niedzielę. Podobne zakazy pojawiały się i w innych krajach Europy, a w niektórych za nieprzestrzeganie zasad racjonowania energii groziła nawet kara więzienia.

Koniec epoki taniego paliwa

Skutki embarga zaczęła odczuwać cała gospodarka. - Tania energia umożliwiła po II Wojnie Światowej gwałtowny rozwój ekonomiczny całego świata trwający nieprzerwanie przez dwie dekady, W latach 60-tych powszechnie nazywano to zjawisko “drugą rewolucją przemysłową” – pisał Krajewski. Teraz niedobory energii sprawiały, że skracano czas pracy, a niektóre fabryki w ogóle zaprzestawały pracować.

Grudzień 1973 - kolejka do stacji benzynowej w Hendron, Anglia. Takie widoki podczas kryzysu naftowego były stałym elementem krajobrazu na Zachodzie / FORUM

Gorąco zrobiło się i w Stanach Zjednoczonych, gdzie w listopadzie 1973 roku na stacjach zaczęły pojawiać się wywieszki informujące o braku benzyny. To był prawdziwy szok, po dziesięcioleciach tankowania śmiesznie taniego i powszechnie dostępnego paliwa, nagle stało się ono drogie i deficytowe. Amerykanie szybko zweryfikowali swoje upodobania, nagle zaczęli doceniać małolitrażowe samochody, do których wcześniej odnoszono się z pogardą, w górę poszły też ceny mieszkań w centrach miast.

Kryzys naftowy oznaczał braki paliwa. Szukano więc alternatyw, jak np. w Weilheim (Niemcy), gdzie do ciągnięcia Volkswagena zaangażowano konie / FORUM

Warto dodać, że wówczas w amerykańskiej gospodarce dominowała doktryna Keynesa, w efekcie naftowego kryzysu pojawiła się jednak przecząca jej stagflacja. Inflacja rosła o ponad 10 proc. nawet mimo znaczących spadków produkcji przemysłowej i wzrostu bezrobocia. Pojawiły się też zawirowania na walutach (chwilę wcześniej, w 1971 roku, Amerykanie odcięli oparcie dolara w złocie), a Dow Jones w dwa lata stracił niemal 50 proc. wartości. Choć mijały tygodnie, miesiące i lata od zakończenia wojny Jom Kipur, ropa nie chciała tanieć. Nie pomogło nawet zwiększenie wydobycia i zdejmowania embarga na kolejne kraje (np. za cenę deklaracji poparcia dla Palestyny). Pod koniec dekady wzrosty zaś jeszcze przyspieszyły, wybuchł bowiem kolejny kryzys naftowy.

Irańska rewolucja na amerykańskich stacjach

Wzrost cen ropy po wojnie Jom Kipur sprawił, że na Bliski Wschód zaczęła płynąć rzeka petrodolarów. Druga dekada lat 70. to boom konsumpcyjny i przewidywania, że rejon ten stanie się kolejnym supermocarstwem. Nagły dopływ pieniędzy spowodował jednak także powiększenie się przepaści między bogatymi i biednymi, rosły i niepokoje społeczne. Szczególnie gorąco zaczęło się robić w Iranie, gdzie autokratyczne rządy i rosnąca w siłę tajna policja budziły opór nawet zachodnich organizacji. Wkrótce irańskie meczety stały się miejscem protestu i symbolem oporu. W lutym 1979 roku wybuchła rewolucja, w konsekwencji której powstańcy szybko przejęli władzę. Ich lider i duchowy przywódca, Ruhollah Chomejni, miał zadeklarować: „nie będziemy sprzedawali naszych skarbów wrogom islamu”.

Antyamerykańskie napisy na murach w trakcie irańskiej rewolucji 1979 roku / FORUM

Zachód był wówczas świeżo po pierwszym kryzysie naftowym. I choć np. Amerykanie szybko zapomnieli o oszczędnościowym podejściu do paliw, to jednak wydarzenia w Iranie przywołały wspomnienie zamkniętych stacji i racjonowania energii. Panikę podsycały media i spółki naftowe. Szczególnie w historii zapisało się BP, które uległo namowom rządu i, by zabezpieczyć brytyjskie interesy, ograniczyło dostawy do innych odbiorców. Na efekty nie trzeba było długo czekać, w samym tylko 1979 roku cena ropy się podwoiła. Wówczas szansę na dodatkowy zysk zwęszyły inne kraje arabskie, które zaczęły zrywać umowy z Zachodem, proponując nowe, z wyższą ceną. W maju 1980 roku ropa była już trzykrotnie droższa niż na początku 1979 roku i aż dziesięciokrotnie droższa niż przed wojną Jom Kipur. Na niektórych stacjach znów pojawiły się tabliczki „paliwa brak”, a na pozostałych klienci musieli liczyć się z ogromnymi podwyżkami.

Zużycie energii pierwotnej w USA według źródeł pochodzenia energii. Od góry: zielony - OZE, pomarańczowy - jądrówki, czerwony - ropa naftowa, niebieski - gaz, fioletowy - węgiel. Widać wpływ kryzysów naftowych na ograniczenie produkcji z ropy / EIA

Co ciekawe ostatecznie eksport na Zachód wstrzymał tylko Iran, w pozostałych krajach ruch był w przeciwną stronę. Wyższe ceny spowodowały zwiększenie wydobycia i wkrótce na rynku ropy było więcej niż przed rewolucją irańską. Słynne wyliczenia dr Joachima W. Koeniga wskazują nawet, że o żadnym naftowym kryzysie nie było mowy, zadziałała czysta psychologia i świeże wspomnienie roku 1973.  Wzrosty cen wyhamowały w 1980 roku, a kraje zachodnie wkrótce zaczęły przywiązywać większą rolę do zapasów (które zapobiegły kryzysowi np. podczas akcji Pustynna Burza), jeszcze większy nacisk położono także na alternatywne źródła energii (węgla, elektrownie jądrowe). W świetle wojny iracko-irańskiej urosła także rola Arabii Saudyjskiej, jako głównego sojusznika USA w regionie.

Regan i saudyjski cios w „Imperium Zła”

Po szalonych latach 70. przyszła dekada, która nauczyła, że nie tylko drogi surowiec może być zaczątkiem kryzysu. Rajd cen ropy naftowej był wodą na młyn dla sowieckiego imperium. Gospodarka centralnie planowana bazowała w dużej mierze na wydobyciu surowców, a ich sprzedaż była cennym źródłem dewiz. Droga ropa oznaczała wyższe wpływy do budżetu, dodatkowo Kreml zaczął coraz mocniej pracować nad uzależnieniem od swoich źródeł paliw sąsiadów zza żelaznej kurtyny. W efekcie w latach 70. ZSSR przeżywało prawdziwy renesans, dobrobyt skapnął nawet i na obywateli, którym hojnie fundowano np. wczasy pod gruszą, a w miastach czerwonej części Europy ruszyły wielkie projekty infrastrukturalne i mieszkaniowe. Kreml zyskał także nowe argumenty na arenie międzynarodowej i coraz aktywniej zaczął pracować nad powiększeniem swojej strefy wpływów. Symbolem tych dążeń jest Afganistan, do którego Sowieci weszli w 1979 roku. Górzysty kraj, choć pozbawiony bogactw, miał być bramą do Indii, okazał się jednak gwoździem do trumny imperium powstałego po rewolucji październikowej.

Plan Regana zakładał obniżkę cen ropy (mniejszy budżet ZSRR) oraz zwiększenie kosztów czerwonego imperium, poprzez "gwiezdne wojny" oraz podtrzymywanie wojny w Afganistanie. Amerykanie wysyłali Mudżahedinom sprzęt oraz doszkalali ich na terytorium Pakistanu. Zdjęcie z 1987 roku przedstawia afgańskiego wojownika, który pełni posterunek przy jednym z takich obozów szkoleniowych / FORUM

Po pierwsze Amerykanie wyciągnęli wnioski ze swoich porażek. W Waszyngtonie wygrało podejście, by uczynić Rosjanom Afganistan tym, czym Wietnam był dla USA (ZSSR podczas wojny wietnamskiej nie tylko wspierało bojówki, ale i finansowało ruchy pacyfistyczne w Stanach Zjednoczonych). Amerykanie zaczęli więc dozbrajać Mudżahedinów, by wojna trwała jak najdłużej, a Kreml topił w niej jak najwięcej pieniędzy (strategia ta odbiła się Amerykanom czkawką, gdy sami weszli do Afganistanu, a dodatkowo szkoleni przez nich mudżahedini dali zaczątek organizacjom terrorystycznym, na krótką metę odniosła jednak oczekiwany efekt). Po drugie wystartowały tzw. gwiezdne wojny, czyli wyścig zbrojeń, w którym nie obyło się bez blefów. Kreml, by dotrzymać kroku, musiał jednak pompować gigantyczne pieniądze w wojsko. Po trzecie planowano osłabić fundament, na którym stała rosyjska gospodarka. I tu dochodzimy do ropy naftowej. Skoro surowiec ten był tak kluczowy dla budżetu Moskwy, należało zadbać, by nie drożał, albo nawet taniał.

Do realizacji tego celu zaangażowano amerykańskiego sojusznika - Arabię Saudyjską. Choć działał już wtedy globalny kartel krajów naftowych (OPEC), który poprzez ograniczanie podaży miał dbać o wysokie ceny ropy, Saudowie zwiększyli wydobycie z 2 mln baryłek dziennie do 9 mln. Ropa, której cena w 1980 roku dochodziła do 40 dolarów za baryłkę, w 1986 roku kosztowała już niecałe 10 dolarów. – Wedle obliczeń CIA dochody ZSRR z eksportu zmalały o ponad 10 mld dolarów, co stanowiło prawdziwą tragedię, bo oznaczało, że do budżetu wpłynęło o mniej więcej 30 proc. dewiz niż w roku poprzednim – pisał Krajewski w „Krwi Cywilizacji…”. - Obniżka cen ropy była rujnująca, po prostu rujnująca. Była to katastrofa – zapisał zaś Jewgienij Nowikow, członek Komitetu Centralnego KPZR.

Cios ten, w połączeniu z konsekwentną realizacją dwóch pierwszych punktów planu kompletnie rozmontował budżet „Imperium Zła” (takim mianem Związek Radziecki określał Regan). Moskwie nie sprzyjało także szczęście, następcy Breżniewa – Antropow i Czernienko - byli miałcy i schorowani. Gdy już wybrano stanowiącego ich przeciwieństwo Gorbaczowa, po drodze “trafił się” Czarnobyl. Budżetowa ruina sprawiła, że młodemu sekretarzowi nie pozostało nic, jak tylko w 1991 roku zrzec się władzy i oficjalnie przyklepać rozpad Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Czy czeka nas powtórka naftowej paniki?

Historia pokazuje, że kryzysy naftowe już nie raz trzęsły światem, warto jednak pamiętać, że czasy się zmieniają. Choć usilne twierdzenie, że “teraz będzie inaczej” bywa zgubne, to jednak panujący obecnie układ sił jest zupełnie inny niż w XX wieku. Amerykanie posiadają bowiem w swoich rękach silne narzędzie stabilizacyjne.

Import netto ropy (czerwona) i produktów ropopochodnych (zielony) przez USA. Widać wpływ kryzysów lat 70-tych i pobudzenia w latach 80-tych. Po 2005 roku widać zaś silny wpływ rewolucji łupkowej / EIA

Rewolucja łupkowa sprawiła, że Stany Zjednoczone znacząco zwiększyły swój potencjał paliwowy. Problemem są koszty wydobycia, jeszcze w latach 2014-15 szacowano je na 50-75 dolarów, czyli 3 razy więcej niż Bliskim Wschodzie. Wzrost cen sprawia jednak, że interes staje się dużo bardziej opłacalny. Długie utrzymywanie się niskich cen dla amerykańskich nafciarzy jest więc nie na rękę, z drugiej strony sami mogą oni zwiekszyć produkcję, jeżeli chcą zbić ceny.

Ropa wciąż trzęsie światem

Osobną kwestią pozostaje Rosja. Choć od czasów Breżniewa minęło już 40 lat, pewne mechanizmy się nie zmieniły. Afganistan, a w ostatnich latach Ukraina, czy Gruzja udowodniły, że Moskwa, gdy poczuje, że naftowe wiatry jej sprzyjają, potrafi przekuwać swoje mocarstwowe ambicje w czyny. Apetyt już zresztą rosły i przy drogiej ropie na przełomie 2019 i 2020 roku, gdy Putin coraz mocniej naciskał na „integrację” z Białorusią. Tło stanowiła, a jakże, umowa gazowa. Z drugiej strony rosjanie wyciągnęli też pewne wnioski i starają się budować budżet tak, by był bezdeficytowy nawet przy cenie ropy na poziomie 40 dolarów. Dodatkowo działa specjalny fundusz, w którym gromadzone są zyski osiągane podczas okresów ponadprzeciętnych cen "czarnego złota". Ropa jednak nadal rządzi w rosyjskim budżecie i od jej niskich, bądź wysokich cen zależy międzynarodowa pozycja tego kraju.

Rewolucja łupkowa wysunęła USA na czoło peletonu naftowo-łupkowego, choć warto pamiętać, że kraj ten jest też największym konsumentem paliw. Jednocześnie spada udział krajów OPEC w światowej produkcji - w 2018 roku było to 41,5 proc. / BP Statistical Review of World Energy 2019

Choć zatem w ostatnich latach robi się wiele, by uniezależnić świat od paliw kopalnych, ropa wciąż pozostaje politycznym narzędziem, które może wpływać na globalną gospodarkę. To jej zasoby nadal decydują o tym, kto ma silniejsze karty w walce o wpływy. Polska, niestety choć jest kolebką tej gałęzi przemysłu, na naftowej mapie znaczy niewiele. Obecnie nasz kraj pozostaje uzależniona od importu zarówno gazu, jak i ropy. I choć terminal w Świnoujściu pozwolił nam na dywersyfikację dostaw, to jednak w przypadku wybuchu kryzysu naftowego wciąż będziemy na łasce naszych dostawców i sojuszników. Stąd też warto myśleć o tym jak lepiej wykorzystać własne zasoby, niż np. rozwijać energetykę opartą na gazie, którego i bez tego musimy sporo importować.

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Pożyczka Konsolidacyjna z RRSO 10,59%

Pożyczka Konsolidacyjna z RRSO 10,59%

Komentarze (5)

dodaj komentarz
sel
Cudowny zachód i zgniły wschód, jakby zapomina się ,że całe działanie zachodu od wielu lat zawsze prowadziło do przejęcia kontroli wyzysku i uzależnienia wschodu dla własnych zysków, a reszta to w zasadzie przykrywka tych działań.
adam211
W artykule razi tylko to, że autor wyrokuje kto dokonał zbombardowania saudyjskich rafinerii we wrześniu. Chętnie zapoznałbym się z dowodami na podstawie których wysnuł Pan ten wniosek. Bo z tego co wiem, amerykanie z przedstawieniem dowodów mają problem.
marcin321
Ciekawy artykuł. Dzięki panie Adamie.

Powiązane: Paliwa

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki