Światowy kryzys finansowy pokazał znaczenie mediów oraz ich wpływ nie tylko na kondycję instytucji finansowych, ale wręcz całej gospodarki. Tempo tworzenia informacji, szybkość jej powielania oraz przekazywania może stworzyć realne zagrożenie zarówno wobec poszczególnych instytucji czy gospodarek krajów, jak i nawet regionów.
Nie ulega wątpliwości, że kryzys finansowy w wielu krajach zmienił stosunek do banków. Jednak w Polsce, gdzie nie było ani kryzysu na rynkach finansowych, ani nie doszło do poważnego kryzysu gospodarczego – utrata zaufania opinii publicznej do instytucji finansowych jest efektem wykreowanego przez media obrazu destabilizacji gospodarki.
Sensacja przede wszystkim
Problemy krajowego systemu finansowego oraz osłabienie tempa rozwoju gospodarczego Polski były pochodną wydarzeń na rynkach międzynarodowych. Tymczasem media wskazywały krajowe instytucje finansowe jako winnych tej sytuacji.
Skąd to wspólne uderzenie na banki i instytucje finansowe? Według medioznawcy, prof. Władysława Godzica – media nie próbują wgłębiać się w problem, dlatego zazwyczaj szukają najprostszych rozwiązań. A przy tym kierują się instynktem stadnym, gdyż łatwiej jest przyłączyć się do większej grupy, niż stać w opozycji do opinii powszechnej. – Skoro wszędzie mówi się o kryzysie, to o wiele łatwiej jest potwierdzić taką teorię. Kryzys jest bardzo wygodnym tematem dla mediów. To hasło w prosty sposób tłumaczy wiele sensacyjnych zachowań stanowiących pożywkę dla dziennikarzy. Jednak medialne dywagacje o tym, czy jest kryzys, czy go nie ma – sprowadzał się do dość płytkich doniesień. Nikt, z wyjątkiem prasy specjalistycznej, nie próbował analizować istoty problemu oraz skali kryzysu. Media postępują według pewnych reguł i zasad, które nie zawsze na pierwszym miejscu stawiają docieranie do prawdy, a bardziej opierają się na przyciągnięciu uwagi i zaciekawieniu odbiorcy. Wiele problemów i zagadnień ekonomicznych zostało uproszczonych, a właśnie prostota w tłumaczeniu często dość skomplikowanych ekonomicznych pojęć jest źródłem błędów i wypaczeń – tłumaczy prof. Godzic. Potrzeba przyciągnięcia czytelnika w sposób szczególny uwidacznia się w tytułach stawiających na sensacyjność zdarzenia, choć tezy postawione w tekście nie zawsze potwierdzają jego zasadność. Zdarza się nawet, że mu przeczą. Jednak to nośne tytuły sprzedają gazety.
Fakty nieważne
Jak wygląda mechanizm sensacyjnego tworzenia tekstów? Wystarczy dobry pretekst, fakty są mniej istotne.
![]() | Zaprenumeruj miesięcznik finansowy BANK |
Jak najbardziej wiarygodne
Polski sektor bankowy od początku transformacji wyróżniał się wysokim poziomem stabilizacji. Właśnie zrównoważonym rozwojem można tłumaczyć stosunkowo wysoki poziom zaufania, jakim był obdarzony. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez GfK Custom Research (GfK Trust Index Fall) przed kryzysem w roku 2007 zaufanie do pracowników banków w Polsce znacznie przewyższało średni poziom zaufania w innych krajach Europy. Mniejszym niż banki poziomem zaufania cieszyli się między innymi sędziowie czy związki zawodowe.
Obecnie, chociaż nie tak dramatycznie, jak prezentuje to badanie firmy Edelman, zaufanie do sektora finansowego zmniejszyło się. Widać to m.in. w Diagnozie Społecznej 2009, w której nie ma śladu – z jednym wyjątkiem – skutków kryzysu finansowego w warunkach życia gospodarstw domowych. Poprawie uległa większość wskaźników dobrobytu materialnego, dobrostanu psychicznego, stanu zdrowia, spadło nasilenie stresu życiowego, wzrosło zadowolenie z większości ważnych dla obywateli spraw. „Zmniejszeniu uległo jedynie zaufanie do instytucji finansowych. Oznacza to, że Polacy uwierzyli w pół roku po upadku banku Lehman Brothers, że jest kryzys na poziomie instytucjonalnym, ale nie zauważyli jego skutków w swoim własnym życiu” – czytamy w Diagnozie. Banki jednak nadal cieszą się najwyższym zaufaniem wśród instytucji finansowych.
Według badania przeprowadzonego przez CBOS w połowie zeszłego roku, a więc już w trakcie kryzysu, ponad połowa Polaków (56 proc.) pozytywnie oceniała działalność banków w naszym kraju. „Mimo trudnych czasów liczba ocen pozytywnych jest taka sama jak w listopadzie 2008 r., i tylko nieco mniejsza (o 5 punktów procentowych) niż w okresie prosperity, w kwietniu 2006 r. Niespełna jedna trzecia ankietowanych (30 proc.) ma złe zdanie o pracy banków, choć w ogromnej mierze są to opinie umiarkowanie negatywne” – podkreślają autorzy opracowania.
Nie tylko media
Można zadać sobie pytanie, na ile jest to spowodowane realnym pogorszeniem się relacji między konsumentami a instytucjami finansowymi, a na ile jest to wpływ codziennych doniesień prasowych, w których instytucje finansowe, bez znaczenia czy krajowe, czy zagraniczne, stały się źródłem wszelkiego zła.
Częściową odpowiedź można znaleźć w tym samym raporcie. „Banki mają złą prasę nie tylko w związku ze wzrostem utrudnień w dostępie do pieniądza, wprowadzaniem dodatkowych, często ukrytych opłat za korzystanie z ich usług, czy próbami renegocjacji zawartych już umów, ale także z powodu polityki finansowej wobec firm, prowadzonej w okresie wzrostu jeszcze przed pojawieniem się wyraźnych oznak kryzysu. Chodzi przede wszystkim o tzw. opcje walutowe…”.
– Bez wątpienia winą banków jest to, że nie zawsze właściwie dbały o informowanie klientów. Jakość komunikatów mogłaby być lepsza. Banki powinny zainwestować w edukację ekonomiczną klienta, a nie tylko w działania marketingowe. Sprawa opcji jednak dotyczyła głównie firm i powiem szczerze, że dziwię się przedsiębiorcom, których stać na analityków i powinni mieć intuicję. Tymczasem oni budzili się z ręką w nocniku i krzyczeli, że zostali oszukani. To pokazuje jakość naszych biznesmenów – ocenia socjolog dr Grzegorz Makowski. – Media podchwyciły tę sprawę i wykorzystały do swoich celów. Problem został sztucznie rozdmuchany, a banki stały się dla mediów ucieleśnieniem chciwości. A kiedy sprawa została już wyeksploatowana i przestała budzić emocje u czytelników, problem nagle znikł nie tylko z czołówek, ale i z dalszych stron. Dziś już praktycznie nikt nie pamięta, o co chodziło z tymi opcjami.
Do zmniejszenia zaufania wobec banków– w ocenie dr. Makowskiego – przyczynili się również politycy. – Oni wyczuli tu temat dla siebie. Proszę sobie przypomnieć, że najgłośniej w tej sprawie wypowiadał się PSL, którego lider stoi na czele Ministerstwa Gospodarki. Uderzenie w opcje i banki było dla nich sposobem na podbudowanie poparcia i zdobycie nowego elektoratu.
Życie sobie, prasa sobie
Duża część zachowań konsumentów w Polsce mogła być sprowokowana przez media, które informowały o kryzysie na rynkach finansowych bez konieczności głębszych analiz jego źródła, które prosto tłumaczyłyby wszystkie negatywne zjawiska. Nadal – mimo poprawy koniunktury – dziennikarze opisują zjawiska ekonomiczne, odnosząc się do kryzysu finansowego. W roku 2007 w artykułach poświęconych bankowości słowo „kryzys” pojawiło się niespełna 2000 razy, w roku 2008 w 8,5 tys. artykułach, a w roku ubiegłym w prawie 15 tys. doniesień prasowych. Pierwsze dwa miesiące roku 2010, mimo że kryzys na światowych rynkach finansowych wydaje się być zażegnany, wskazują na utrzymanie wzrostu częstotliwości powtarzania słowa „kryzys”. To może zniechęcać konsumentów do jakichkolwiek działań. A w efekcie osłabiać gospodarkę.
Przy tak częstym powoływaniu się na kryzys finansowy w artykułach poświęconych wydarzeniom gospodarczym niemożliwa wydaje się budowa stabilnych relacji między instytucjami finansowymi a ich klientami. Jak długo kryzys będzie narzędziem do opisywania krajowej gospodarki, tak długo zaufanie do sektora bankowego będzie maleć – i to bez względu na kondycję samych instytucji finansowych.
Paweł Minkina, Jan Osiecki




























































