Po 7 dniach strajków, które sparaliżowały Brazylię, a niektóre miasta postawiły w stan wyjątkowy, prezydent kraju Michel Temer ogłosił tymczasową niższą cenę oleju napędowego.
Obniżka akcyzy o 46 centavos (ok. 46 groszy), około 12 proc. ceny detalicznej, będzie obowiązywała przez dwa miesiące, a następnie będzie co miesiąc dostosowywana. Wśród innych uzgodnień pojawiły się minimalna stawka za kurs dla kierowców, gwarantowana liczba rządowych umów dostaw, oraz nieobciążenie kierowców opłatami za tylne osie, gdy ciężarówka jest niezaładowana.
Kierowcy protestowali od zeszłego poniedziałku, żądając od sprawujących władzę spełnienia obietnicy obniżenia akcyzy na paliwo. Ceny oleju napędowego od 2016 roku wzrosły niemal dwukrotnie.
Według słów prezydenta Brazylii koszt porozumienia ma wynosić 10 miliardów reali (2,7 miliarda dolarów).
Blokady na drogach w całym kraju sparaliżowały Brazylię, brak dostaw doprowadził do braków zapasów w szpitalach, sklepach, zamknięcia zakładów produkcyjnych, szkół i braku paliw na stacjach benzynowych czy lotniskach.

Protest przyszedł w momencie, gdy kraj próbuje odrodzić się po recesji. Zeszłego czerwca państwowa spółka naftowa Petrobras postanowiła dostosowywać ceny paliwa w stosunku do dziennych zmian na światowych rynkach. Początkowo nie stanowiło to dla kierowców problemu, ale od tej chwili real osłabił się w stosunku do dolara o 12 proc., a cena ropy wzrosła o 57 proc.
Wydawało się, że kryzys uda się zażegnać w czwartek, gdy osiągnięto porozumienie między rządem a kierowcami o zawieszeniu protestów na 15 dni. Na to nie zgodził się jednak Brazylijski Związek Kierowców Ciężarówek, reprezentujący 600 tys. kierowców. W piątek do dostarczania paliwa do najważniejszych miejsc zostało zaangażowane wojsko, lecz większość kierowców i tak nie wróciła do pracy, utrzymując zagrożenie niedoborów nad krajem.
Jakub Krześnicki




























































