Stojąc w zatłoczonych sklepowych kolejkach tuż przed świętami, wielu zauważyło, że wypchane portfele to nie tylko ich atrybut, lecz także sąsiadów. Niektórzy twierdzą, że 2006 rok należał do najbardziej udanych od czasów... Edwarda Gierka. Faktem jest, że w ubiegłym roku doczekaliśmy się ponad 5-procentowego wzrostu PKB. I tak też, z małymi odchyleniami, będzie w najbliższej przyszłości.
ZDROŻEJĄ BENZYNA, GAZ I ŻYWNOŚĆ
W tym roku w górę pójdzie jednak nie tylko PKB. Kuba Lutyk z biura prasowego Ministerstwa Finansów przypomina, że od tego roku wraca stawka akcyzy na benzynę bezołowiową obowiązująca w 2005 roku. W efekcie akcyza wzrośnie, w stosunku do tej z 2006 roku, o 25 groszy na litrze. W minionym roku została ona czasowo obniżona z uwagi na bardzo duży wówczas wzrost cen benzyny. – Obecnie ceny unormowały się i dlatego możliwy jest powrót do poprzedniej akcyzy – twierdzi Lutyk.
Prawdopodobnie w połowie tego roku możemy też spodziewać się wyższej akcyzy na olej opałowy używany do celów grzewczych i na gaz płynny stosowany jako paliwo do samochodów. Nad stosowną ustawą pracuje obecnie Sejm. Prawdopodobna podwyżka stawki akcyzy na gaz płynny będzie wynosić 17 groszy na litrze. Nie stanie się to jednak wcześniej niż w następnym sezonie grzewczym, czyli we wrześniu.
Maciej Krzak, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, zwraca uwagę, że w pierwszej połowie tego roku mogą wzrosnąć też ceny żywności. Zdaniem ekonomisty nie jest wykluczone, że skutki ubiegłorocznej suszy ujawnią się ponownie na przednówku i że odczujemy wyższy wzrost cen zbóż. Także spodziewane uchylenie embarga na eksport naszego mięsa do Rosji może wpłynąć na jego wyższe ceny.
INFLACJA W GÓRĘ
Na ceny żywności rzutować też może wzrastająca inflacja. Ekonomista Lewiatana twierdzi, że w 2006 roku wzmacniający się wobec walut złoty powstrzymywał co prawda inflację, ale nie ma pewności, jaki będzie kurs naszej waluty w tym roku. Jedną z przyczyn umocnienia się złotego wobec innych walut w minionym roku były dobra kondycja polskiej gospodarki i pozytywne nastroje wśród inwestorów finansowych. Inną, bardziej znaczącą, przyczyną były środki napływające z budżetu Unii Europejskiej. A zatem, biorąc pod uwagę fakt, że Polska spodziewa się znacznie większego strumienia unijnych pieniędzy (w latach 2007–2013, łącznie z transferami do rolnictwa, będzie to w sumie blisko 86 mld euro), można prognozować – na przekór obawom Macieja Krzaka – dalsze umocnienie polskiej waluty.
Podobnie myśli większość ekonomistów. Najbardziej optymistyczna z dostępnych prognoz, wyrażona przez analityków banku HSBC z Londynu, mówi o umocnieniu się naszej waluty do poziomu 3,5 zł za euro (z 3,8 zł obecnie). Maciej Krzak zwraca jednak uwagę, że w tym roku niekorzystnie na ceny może wpłynąć presja płacowa. – Rosnący popyt może spowodować szybszy wzrost cen – twierdzi ekonomista.
Na ryzyko przyspieszenia procesów inflacyjnych zwraca też uwagę Rada Polityki Pieniężnej (RPP). Na razie inflacja jest jeszcze poniżej celu, do którego dąży RPP, czyli 2,5 proc., a nawet przedziału dopuszczalnych wahań, czyli 1,5–3,5 proc. W listopadzie roczna inflacja wyniosła 1,4 proc., ale ekonomiści nie wykluczają, że w tym roku przekroczy ona poziom 2,5 proc. – Przekroczenie tego poziomu może zmienić postrzeganie procesów inflacyjnych, zarówno przez RPP, jak i rząd, oraz wywołać podwyżki stóp procentowych – mówi Ryszard Petru, ekonomista Banku BPH. Od marca zeszłego roku główna stopa procentowa NBP wynosi 4 proc., a ekonomiści spodziewają się, że na koniec 2007 roku wyniesie już 4,5 proc.
LEPIEJ CZY GORZEJ Z INWESTYCJAMI?
Ubiegły rok przyniósł też wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce, których wartość, według szacunków resortu gospodarki, przekroczy poziom 10 mld dolarów. – Patrząc w ujęciu historycznym, to wysoki poziom, ale w ujęciu na mieszkańca już nie wypadamy tak różowo. Nasza zdolność do przyciągania inwestorów, w zestawieniu z mniejszymi sąsiednimi gospodarkami, nie jest duża – mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Obawy może budzić także fakt, że rząd tymczasem wydaje na lewo i prawo. Wprawdzie rządzący podkreślają przywiązanie do 30 mld zł deficytu budżetowego, czyli tzw. kotwicy budżetowej, ale nie zmienia to faktu, że na koniec października 2006 roku zadłużenie Skarbu Państwa wynosiło 477 mld zł.
– Nie jest to poziom szczególnie wysoki. Inwestorzy patrzą raczej na tendencje niż na poziom nominalny. Jednak bez ograniczenia wydatków i wprowadzenia reformy podatkowej oraz obniżki kosztów pracy trudne będzie ustabilizowanie długu na poziomie 51–52 proc. PKB, jak planuje Ministerstwo Finansów – mówi Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.
Rządowe prognozy na koniec 2006 roku szacowały, że dług w relacji do PKB ma osiągnąć poziom 49,2 proc., a 50 proc. jest pierwszym z tzw. progów ostrożnościowych zapisanych w „Ustawie o finansach publicznych”. Poziom deficytu budżetowego nie jest więc jedynym elementem pokazującym problemy fiskalne kraju. – To mistyfikacja roku. Udało się ludziom wmówić, że tyle wynosi deficyt, choć rzeczywisty jest zdecydowanie wyższy. Utrzymanie tego poziomu nie gwarantuje w dłuższym okresie zahamowania przyrostu długu w stosunku do PKB. Ten poziom nie rozwiązuje problemów Polski, bo 30 mld zł przy niższym wzroście PKB może grozić problemami – mówi Ryszard Petru.
PROGNOZY
Jak zwykle w okresach pomyślnej koniunktury pojawiają się pytania o to, jak długo ona potrwa i z jakimi zagrożeniami powinniśmy się liczyć. W poprzednich latach te obawy dotyczyły głównie ewentualnych niekorzystnych skutków bliźniaczego deficytu w Stanach Zjednoczonych, czyli niedoboru w amerykańskim budżecie i na rachunku bieżącym. Teraz te obawy niemal znikły, pojawiły się jednak inne – między innymi te dotyczące wpływu spadku cen nieruchomości w USA na tamtejszy rynek konsumpcyjny. Przez kilka lat, gdy ceny domów szły w górę, Amerykanie masowo zapożyczali się (zabezpieczając kredyty na nieruchomościach) i wydawali pieniądze na zakupy. Jeśli w tym roku znacznie ograniczą konsumpcyjne apetyty, oznaczać to będzie nie tylko wolniejszy wzrost w USA, ale i na świecie, bo dla wielu krajów żyjących z eksportu Stany Zjednoczone są głównym albo co najmniej istotnym rynkiem zbytu.
Tak jednak być nie musi. Zdaniem części ekonomistów niewykluczone, że korekta na amerykańskim rynku nieruchomości dobiega już końca, a nastroje konsumentów poprawiła ubiegłoroczna, sięgająca 25 proc., obniżka cen benzyny. W efekcie wkrótce znów ruszą oni na zakupy. Dalszego spadku cen paliw w tej skali nie mogą już jednak oczekiwać, bo światowe notowania ropy naftowej będą wprawdzie niższe od ubiegłorocznych, ale nadal wysokie. Dziś za jej baryłkę płaci się około 60 dolarów, w nadchodzących miesiącach nie powinna ona kosztować dużo więcej. Oczywiście pod warunkiem, że nie pojawią się konflikty polityczne angażujące jej producentów. Pozostałe najważniejsze surowce będą natomiast – jak się przewiduje – tanieć. I to pomimo wciąż szybkiego rozwoju gospodarki chińskiej, który poprzednio powodował wzrost ich cen.
Prognozy światowego handlu są szczególnie istotne dla krajów europejskich, których gospodarka – dotyczy to zwłaszcza Niemiec – jest bardzo uzależniona od eksportu. Tegoroczne prognozy wzrostu dla krajów strefy euro są dość optymistyczne (od 1,8 do 2,2 proc.), zwłaszcza że w wielu z nich poprawiły się nastroje konsumentów, a inflacja jest raczej niska. Obawy budzi jednak możliwość spadku popytu w Niemczech na skutek podwyżki stawki VAT. Komisja Europejska przewiduje, że PKB zwiększy się w tym kraju o 1,2 proc., czyli w tempie o połowę mniejszym niż w ubiegłym roku. Wolniej będą się również rozwijać Włochy (wzrost o 1,4 proc. wobec 1,7 proc. w 2006 roku), natomiast w Wielkiej Brytanii i Francji tempo wzrostu będzie zbliżone do ubiegłorocznego (czyli 2,2 oraz 2,7 proc.). Sytuacja w krajach UE będzie mieć wpływ również na polską gospodarkę, coraz bardziej związaną z unijną.
Kiedy więc skończy się dobra passa polskiej gospodarki? Niektórzy ekonomiści sądzą, że pierwsze oznaki słabnięcia koniunktury pojawią się w drugiej połowie 2007 roku. Większość jednak uważa, że nastąpi to dopiero w 2008 roku.
Igor Stokłosa























































