Początki Unii Monetarnej sięgają czasu utworzenia w marcu 1979 r. Europejskiego Systemu Walutowego i wprowadzenia ecu, jako przelicznika walutowego w relacjach handlowych wewnątrz ówczesnej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Ecu nie było pieniądzem, lecz przyjęło formę przelicznika, którego celem było zmniejszenie ryzyka kursowego w różnego rodzaju operacjach zarówno o charakterze handlowym, jak i w rozliczeniach bankowych. Ecu było oparte na tzw. koszyku walut narodowych, skonstruowanym na zasadzie proporcjonalności do potencjałów gospodarczych państw uczestniczących.
Do 1989 r. w koszyku walutowym znalazło się 12 walut państw należących do Wspólnoty. Następnie Traktat z Maastricht zdecydował o zastąpieniu przelicznika ecu pieniądzem, zwanym euro. Zastąpienie miało miejsce w stosunku 1:1. Wprowadzenie euro nie było „gwałtowne”, lecz przebiegało raczej w formie procesu. Od operacji przeliczeniowych wewnątrz Wspólnoty, poprzez współobecność na rynku począwszy od 1 stycznia 2002 r. (wynikającą z obowiązku ustalania wszystkich cen w tej walucie, obok cen wyrażonych w sposób dotychczasowy) aż do stopniowego zastępowania w okresie od 4 tygodni do 2 miesięcy, w zależności od kraju, z rynku walut krajowych i tym samym uzyskania statusu waluty wyłącznej w 12 krajach Unii Europejskiej. Tym samym euro stało się prawnie obowiązującym środkiem płatniczym dla około 300 milionów osób z Unii Europejskiej - trzeciej na świecie potęgi gospodarczej (po USA i Japonii).
Kilka słów o EMU
W skład unii walutowej - oficjalna nazwa brzmi Unia Gospodarcza i Walutowa (UGiW ang. Economic and Monetarny Union, EMU) - weszły kraje, które były zainteresowane przyjęciem wspólnej waluty i spełniły 5 tzw. kryteriów konwergencji ( lub zbieżności). Faktem godnym uwagi jest to, że do UGiW nie weszły 4 kraje członkowskie UE: Wielka Brytania i Dania - przeciwne temu, aby ich waluty narodowe zostały zastąpione przez euro - oraz Szwecja i Grecja, które wówczas nie spełniały kryteriów konwergencji. Ta ostatnia została dwunastym członkiem UGiW 1 stycznia 2001 r.
Szwecja opracowała program konwergencji, w którym jednym z ważnych celów było określone przez rząd dążenie do wzmocnienia korony. Jednak 7 grudnia 1997 r. Riksdag przyjął, na podstawie propozycji rządu, deklarację w sprawie nieuczestniczenia Szwecji w strefie euro od 01.01.1999 r. Rząd argumentował swoje stanowisko badaniami opinii społecznej (jesienią 1997 r. 56 proc. społeczeństwa szwedzkiego było przeciw przystąpieniu do strefy euro). Komisja Europejska oświadczyła, że Szwecja, w związku z tym, że nie posiada tak jak Wielka Brytania i Dania tzw. prawa `opt-outs' zapisanego w protokole stanowiącym aneks do Traktatu z Maastricht, który zwalnia te kraje z obowiązku wejścia do trzeciego etapu UGiW (jednakże daje tym krajom prawo wyboru), będzie musiała przystąpić do strefy euro po spełnieniu kryteriów konwergencji. Odpowiedzią na to była reforma ustawodawstwa dotycząca banku centralnego Szwecji. Reformy te zostały przeprowadzone w ten sposób, że nie uwzględniły wymogów włączenia banku centralnego Szwecji do ESBC, w szczególności przepisy regulujące kompetencje banku w zakresie polityki monetarnej nie uwzględniły kompetencji ESBC w tej dziedzinie, a przepisy mówiące o uchyleniu wyłącznego prawa banku centralnego Szwecji do emitowania banknotów nie zostały nawet uwzględnione w propozycji rządowej. W ten sposób Szwecja nie spełniając warunków Traktatu z Maastricht wciąż posiada odrębność walutową.
Przypadek Szwecji jest bardzo interesujący dla Polski, ponieważ nasz kraj, tak jak i reszta krajów kandydujących nie posiada prawa `opt-outs', lecz wchodząc do wspólnoty niejako w drodze „adhezji” przyjmuje wszystkie warunki Traktatu, w szczególności art. 2 i wynikające z niego art. 98 - 124 Traktatu z Maastricht (dawne art.102a - 109m), kreujące politykę gospodarczą i monetarną.
Konieczność nie wybór
Mogą pojawić się w najbliższym czasie opinie wyrażające pogląd, jakoby mimo obowiązku uczestnictwa Polski w Unii Gospodarczej i Walutowej, teoretycznie, można odkładać to zobowiązanie w nieskończoność, wzorując się na Szwecji. Nie zapominajmy jednak, że Szwedzi mają prawo powoływać się na deklarację negocjatorów szwedzkich, złożoną podczas negocjacji akcesyjnych i odnotowaną w oficjalnym protokole z negocjacji, na podstawie której decyzję o uczestnictwie Szwecji w trzecim etapie UGiW podejmie Riksdag. Polska nie ma już takiej możliwości. Tak więc wydaje się bezsporne, że przystąpienie Polski do UGiW, a co za tym idzie zastąpienie polskiego złotego przez euro, jest koniecznością, a nie wyborem.
Po przystąpieniu do UE, kraje nowo przyjęte (w tym Polska) będą w tzw. okresie przejściowym, teoretycznie dysponowały pięcioma opcjami, w zakresie polityki monetarnej:
1. „Stary styl”: przystąpić do ERM2 w dniu akcesji i pracować w kierunku spełnienia kryteriów konwergencji, dążąc do wejścia do strefy euro tak szybko jak to możliwe.
2. „Rozwaga”: czekać do czasu, kiedy dany kraj dojrzeje do przystąpienia do ERM2, w międzyczasie adoptując „brytyjski model wahania kursów” (zastosowanie bowiem „kursu płynnego” jest wyłączone przez art. 124 (dawny art. 109m) Traktatu z Maastricht, który stanowi, że „każde Państwo Członkowskie traktuje swoją politykę kursową, jako przedmiot wspólnego zainteresowania”). Jak twierdzą przedstawiciele Centre for Economic Policy Research (CEPR) w tym wypadku pod pewnymi warunkami istniałaby możliwość członkostwa w strefie euro bez poprzedniego formalnego członkostwa w ERM2.
3. „Twarda linia”: trzymać obecny stabilny kurs (currency board lub wąska rozpiętość kursów jak na Węgrzech lub nawet bez rozpiętości, jak na Łotwie) i dążyć do przyłączenia do strefy euro w ciągu dwóch lat, chyba, że pod pewnymi warunkami będzie to możliwe szybciej.
4. „Jednostronna, szybka”: przyjąć euro tuż po wejściu do UE przez jednostronną euroizację. Wówczas ubiegać się o członkostwo w strefie euro i przejść przez wymagany dwuletni okres.
5. „Jednostronna, powolna”: przyjąć „brytyjski model wahania kursów” dopóki nie będzie się gotowym do jednostronnej euroizacji i dopiero potem ubiegać się o wejście do strefy euro.
Różne scenariusze
Słabością opcji 1 i 3 jest ich skłonność do ryzyka wystąpienia kryzysu na rynku finansowym. Mimo, że istnieją możliwości zapobiegania podobnym zjawiskom, to przy wyborze tego rodzaju polityk wyeliminowanie ryzyka kryzysu jest bardzo trudne do osiągnięcia. Należy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że wystąpienie tego niepożądanego zdarzenia „wykolei” pociąg zmierzający do strefy euro, a szansa na przyjęcie wspólnej waluty może zostać utracona na długi czas. Kryzysy finansowe charakteryzują się bowiem wysokimi makroekonomicznymi kosztami z jednej i utratą reputacji z drugiej strony. A reputację jest zawsze trudno odbudować.
Opcja 2 nie jest podatna na zagrożenia poprzednich punktów dzięki utrzymywaniu elastycznego kursu dewizowego. Jednak czytając obecną wersję Traktatu z Maastricht, wybór tego rozwiązania może okazać się „ślepą ulicą”, która nie doprowadzi kraju aplikującego do członkostwa w strefie euro.
Opcje 4 i 5 także unikają zawirowań na rynku finansowym, poprzez natychmiastowe przyjęcie euro jako środka płatniczego. Kraje, które wybiorą te ścieżki muszą jednak aprobować to, że jednostronna euroizacja nie pociąga za sobą jakiegokolwiek zobowiązania ze strony krajów będących członkami strefy euro lub Eurosystemu. Kraje, które zdecydują się na jednostronną euroizację nie mogą oczekiwać także, że będą uczestnikami systemu płatniczego strefy euro, bądź że będą miały dostęp do bezpośrednich kredytów z EBC. Będą one natomiast zobowiązane do złożenia aplikacji do strefy euro i do przejścia przez procedury oceniające ich konwergencję na tych samych zasadach, co inne kraje.
Ryzyka pięciu opcji
| Kraje kandydujące | Kraje członkowskie | |
| 1 | Wysokie | umiarkowane |
| 2 | Umiarkowane | zerowe |
| 3 | Wysokie | umiarkowane |
| 4 | Umiarkowane | zerowe |
| 5 | Niskie | zerowe |
Czysto akademickie rozważania
Oficjalne oświadczenia czynników władz UE sugerują, że jakakolwiek opcja jednostronnej euroizacji nie jest brana pod uwagę jako niezgodna z logiką i duchem Traktatu Unii Europejskiej (Komisja Europejska, 2000; ECOFIN, 2001; Rada Unii Europejskiej, 2000). Powoduje to, że opcja 2 pozostaje jako najbezpieczniejsza zarówno dla obecnych członków, jak i państw kandydujących. Jeżeli, obydwie strony tak uznają, to wówczas kraje będące już w strefie euro będą potrzebowały stworzyć tę opcję bardziej atrakcyjną, nie wykluczając nawet zmian w Traktacie z Maastricht, ponieważ z perspektywy kandydatów ta możliwość pociąga za sobą poważne ryzyko. A mianowicie, kandydaci wciąż są zobowiązani do dwu letniego przebywania w ERM2, co staje się niebezpiecznym okresem.
Należy jednak uświadomić sobie, że na nowelizację Traktatu z Maastricht nie mamy co liczyć, jeżeli wierzyć słowom wiceprezesa EBC Pana Christiana Noyera „Będziemy stosowali kryteria z Maastricht wobec nowych, wchodzących do strefy euro państw, w taki sam sposób, w jaki stosowaliśmy je wobec poprzednich”.
Szkoda, że większość omawianych przeze mnie opcji polityki monetarnej w okresie przejściowym pozostaje w sferze rozważań czysto akademickich. Szkoda też, że Eurosytem nie był bezpośrednio stroną negocjacji przedakcesyjnych, a ludzie czujący się odpowiedzialnymi za polski rynek finansowy, przede wszystkim politycy (bo jest to przecież także wybór polityczny) nie poświęcili tej ważnej problematyce odpowiedniej ilości swojego jakże cennego czasu. Niedobrze także stało się, że publicznie rozważano takie kwestie jak np. podróżowanie bez paszportu, czy legalna praca przy zbiorze owoców i warzyw w krajach Eurolandu, a nie przedstawiono dostatecznie na forum publicznym problemów związanych z naszą drogą do euro, która jest bezpośrednim następstwem wejścia Polski do Unii Europejskiej (oczywiście po pozytywnym wyniku referendum). Szkoda wreszcie, że warunki wejścia Polski do trzeciego etapu UGiW będą wynikiem negocjacji poakcesyjnych, w których ciężko sobie wyobrazić Polskę jako silniejszą stronę. Takie negocjacje przypominają mi negocjacje pośrednika, który doprowadził do spotkania dwie zainteresowane strony, a dopiero potem negocjuje swoje wynagrodzenie i co więcej ma nadzieję, że będzie czerpał profity, ze wszystkich późniejszych kontaktów między tymi stronami.
Zgodnie z narodowym interesem
O ile przystąpienie Polski do Unii Europejskiej może być różnie oceniane z punktu widzenia politycznego (problematyka niepodległości, suwerenności, najrozmaitszych uprzedzeń historycznych, zastrzeżeń dotyczących problematyki prawnej, jak i obyczajowej i moralnej) o tyle kwestia wejścia Polski do strefy euro wydaje się być w przypadku członkostwa Polski w Unii Europejskiej zgodna z Polskim interesem narodowym.
Wydaje się także już dziś kwestią pewną, że nie da się ominąć, ani skrócić okresu, w jakim będziemy przebywać w ERM2, co oznacza, że nasz kurs walutowy będzie musiał być utrzymywany w paśmie nie większym niż +/-15 proc. (oczywiście formalnie musimy dopiero wynegocjować 15 proc. przedział), wokół tzw. kursu centralnego złotego, którego wysokość będzie wynikiem negocjacji z Europejskim Bankiem Centralnym na podstawie kursu referencyjnego w pewnym okresie przed przystąpieniem do ERM2. Okres ten będzie szczególnie niebezpieczny dla krajowego systemu walutowego, ze względu na groźbę ataków spekulacyjnych na polskiego złotego. Ryzyko takich działań będzie wówczas duże, bowiem złoty będzie musiał utrzymać się w ustalonym korytarzu. W efekcie takich działań polskie władze będą musiały podjąć interwencję na rzecz osłabienia (bądź wzmocnienia) polskiej waluty, co może doprowadzić do wzrostu inflacji, chyba, że Unia raczej będzie namawiać nas na rewaluację kursu centralnego, byśmy zmieścili się w uzgodnionym korytarzu (np. Grecja zrewaloryzowała drachmę wewnątrz ERM2). Należy także pamiętać, że Polska będzie wówczas już atrakcyjnym krajem co do takich działań, przecież niewiele będzie już walut do spekulacji. Wydaje się, że okres wspólnego mechanizmu kursowego nie powinien trwać zbyt długo, a nawet być może narażając się na słowa krytyki, lepiej powiedzieć: „im krócej tym lepiej”.
Łukasz Paszkiewicz
Warszawska Grupa Inwestycyjna S.A.


























































