
Galopujące ceny ropy. Zmiany w zarządach. Obawy przed rosyjskim prymatem. W nafcie było jak w filmach Hitchcocka - zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rosło. Do pierwszych ważnych wydarzeń w branży doszło już na początku roku. Jak zwykle, zaczęło się od zmian w zarządach.
- Otrzymałem informacje tylko o odwołaniu, bez uzasadnienia - przyznał Chalupec
Miotła w Orlenie
Ten mało elegancki sposób rezygnacji z bardzo dobrego menedżera wywołał spore zdziwienie w branży i na parkiecie warszawskiej giełdy, gdzie akcje Orlenu są notowane. Za Chalupcem przemawiały nie tylko rewelacyjne wyniki finansowe, ale przede wszystkim fakt, że dał spółce nowy impuls. Najlepszym tego wyrazem był zakup litewskiej rafinerii Możejki. Co więcej, gdyby miejsce Chalupca zajął fachowiec, rynek by jakoś to zrozumiał.
Tymczasem na szefa zarządu został wybrany ówczesny wiceprezes ds. audytu i regulacji Piotr Kownacki. Złośliwi tłumaczyli, że jego jedyną zasługą jest bliska znajomość z prezydentem Lechem Kaczyńskim, jeszcze z okresu pracy w NIK. - Kownacki jest bez wątpienia sympatycznym człowiekiem, ale raczej nie ma przygotowania do zarządzania tak wielką i skomplikowaną maszynerią, jaką jest PKN Orlen - komentowali analitycy.
Rychło okazało się, że miotła PiS wstrzymała pracę tylko na 60 dni. Niemal dokładnie w dwa miesiące po Chalupcu z zarządu zostali odwołani wiceprezes ds. zarządzania kosztami Jan Maciejewicz oraz wiceprezes ds. inwestycji kapitałowych Cezary Smorszczewski.
Jak poinformowało biuro prasowe płockiego koncernu, odwołanie Maciejewicza nastąpiło na jego prośbę, natomiast odwołanie Smorszczewskiego - na wniosek prezesa spółki Piotra Kownackiego. Gdy zapytaliśmy o powody odwołania wiceprezesa Smorszczewskiego, podobnie jak prezes Chalupec nie potrafił nam wyjaśnić, po prostu powodów nie przedstawiono.
Czyszczenie zarządu Orlenu zakończyło się w lipcu. Z firmy musiał odejść odpowiedzialny za finanse Paweł Szymański.
Decyzje rady krytykowali analitycy. - Nie jest to dla spółki dobra informacja, bo Paweł Szymański, ze względu na swoje doświadczenie jako szef biura maklerskiego dobrze sprawdzał się, jeśli chodzi o kontakty z inwestorami - oceniał Flawiusz Pawluk, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.
Reasumując, z ekipy Igora Chalupca ostał się jedynie wiceprezes Wojciech Heydel. W spółce odpowiada za handel detaliczny. Być może znacząca poprawa wyników tego segmentu zaważyła, że pozostał. Nie jest tajemnicą i to, że na krajowym rynku w tym segmencie brakuje dobrych menedżerów.
Burza nad Lotosem, Norweg na pokładzie
Bez zmian kadrowych nie obeszło się także w Lotosie. Jednak i tak można mówić o ich stosunkowo małej skali w porównaniu z Orlenem. Co prawda podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy wydawało się, że przesądzony jest już los prezesa nadmorskiej spółki Pawła Olechnowicza. Mimo że to w znacznym stopniu jego zasługą jest obecna pozycja Lotosu, to z pracy menedżera nie byli zadowoleni politycy PiS. Co o tym decydowało? Nie wiadomo.
Pojawiały się spekulacje, że może chodzić o przeciwstawianie się wypłacie dywidendy, bo spółka ma ogromne wydatki. Sugerowano, że to kara za niechęć do fuzji z Orlenem. Chyba w kategoriach żartu należy traktować informacje o tym, że odwołanie mogłoby być efektem "zbyt małego" zaangażowania się Lotosu w spieranie lokalnego sportu - czytaj brak sponsoringu piłki nożnej.
Na szczęście Olechnowicz na stanowisku prezesa pozostał. Jest to tym bardziej ważne, że spółkę czeka ogromny, rozpoczęty właśnie program inwestycyjny 10 plus. Jego finalnym efektem ma być zwiększenie zdolności przerobowych Lotosu z obecnych 6,5 do 10,5 mln ton.
Co ważniejsze, dzięki najnowszym instalacjom projektowanym m.in. przez inżynierów z biur projektowych Lurgi i Fluora poprawi się jakość paliw. Będą one spełniały normy ekologiczne, jakie obowiązywać będą dopiero za kilka lat. Kosztująca kilka miliardów złotych inwestycja zostanie uruchomiona najprawdopodobniej w 2010 roku.
W sferze personalnej najważniejszą zmianą było odwołanie w połowie listopada wiceprezesa ds. handlowych Jarosława Kryńskiego. Oficjalnym powodem była utrata zaufania przez radę nadzorczą. Faktycznie mogą się za tym kryć dziesiątki powodów. Zarówno szefowie rady, jak i sami zainteresowani o powodach odwołania Kryńskiego nie chcą mówić.
Sporym wydarzeniem personalnym jest także pozyskanie przez Lotos Henrika Carlsena. Ten 61-letni Norweg pokieruje nowo tworzonym przedsięwzięciem Grupy Lotos, związanym z poszukiwaniami i wydobyciem ropy naftowej na szelfie norweskim. Przemawia za nim ogromne doświadczenie - w latach 1999-2004 pracował jako wiceprezes Norweskiego Szelfu Kontynentalnego. W tym czasie dokonał razem ze Statoilem 20 odkryć pól naftowych, z których cztery zaczęto eksploatować. Brał udział w projekcie Snohvit dotyczącym zagospodarowania złóż ropy naftowej i gazu na Morzu Barentsa. W realizację projektu zaangażowanych było ponad 30 tys. pracowników Statoila i firm podwykonawczych.
Rosjanie tuż, tuż...
Zmiany w zarządach naftowych spółek to, niestety, coś normalnego po zmianie władzy. A, jak się okazało, premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi i jego następcy Jarosławowi Kaczyńskiemu - razem wcale nie po drodze. Publiczne ogłoszenie, że Rosjanie chcą wrogo przejąć Orlen, było jednak pewnym novum.
Latem z pałacu prezydenckiego oraz od zwierzchników służb specjalnych popłynęły sygnały o tym, że Orlen jest zagrożony. Aby przeciwdziałać zakusom Rosjan, postanowiono Orlen połączyć z Lotosem.
A dowody na poparcie tezy o wrogim przejęciu? Żadne. Osoby rzekomo je posiadające zasłaniały się tajemnicą państwową. Minister koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann mówił jedynie, że podejmowane są środki zaradcze. Jakie - też nie wiadomo.
- W tej branży nie praktykuje się wrogich przejęć. Z kilku prozaicznych przyczyn. Po pierwsze, państwo, które nakłada podatki, może w każdej chwili wykończyć niechcianą firmę. Po drugie, trzeba mieć kadry, aby móc objąć we władanie tak dużą spółkę, jak Orlen. Po trzecie, trzeba mieć koncepcję wykorzystania przejęcia. Dla mnie Orlen nie jest zagrożony wrogim przejęciem - mówi menedżer związany do niedawna z płocką spółką.
Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego z Centrum im. Adama Smitha, nawet jeśliby doszło do przejęcia, to czy faktycznie coś zmieniłoby się na rynku? - Przecież Rosjanie wydając kilka miliardów euro chcieliby zarabiać na inwestycji. Trudno przypuszczać, że np. wstrzymaliby produkcję i dostawy paliw - uważa specjalista.
Czy od ogłoszenia o zagrożeniu Orlenu coś się zmieniło? Nic na razie nie wskazuje, aby proroctwa polityków PiS miały się ziścić.
Nowy minister skarbu Aleksander Grad jest przeciwny propozycji połączenia obu największych polskich firm naftowych jako odpowiedzi na domniemane zakusy Rosjan. - To musi być decyzja biznesowa jednej i drugiej spółki, musi wynikać z potrzeb rynkowych, a nie z jakiejś presji - mówi minister.
Więcej niż dziesięć
O ile wokół zmian politycznych jest zawsze dużo szumu, to ważniejsze dla zwykłych ludzi są zmiany w zakładach. A tu także sporo się dzieje.
Najważniejsze jest rozpoczęcie przez Grupę Lotos (o czym była mowa wyżej) programu "10 plus" (wcześniej znanego jako "program kompleksowego rozwoju technicznego").
- Nową nazwę programu wprowadziliśmy przede wszystkim z myślą o rynku. Zależy nam, aby była bardziej zwięzła, trafiała bezpośrednio w sedno sprawy, przez co stała się jeszcze bardziej rozpoznawalna - tłumaczy prezes Olechnowicz.
W skrócie program to: po 2010 roku pełna eksploatacja nowych instalacji, ponad 10 milionów ton rocznego potencjału przerobu ropy naftowej, ponad 10 procent własnego wydobycia ropy naftowej, ponad 10 procent udziału w rynku detalicznym paliw i kapitalizacja firmy przekraczająca 10 mld zł. Jeśli program zakończy się sukcesem, to nad Bałtykiem będzie działała jedna z najnowocześniejszych na świecie rafinerii.
Stosunkowo blado na tle Lotosu wypada PKN. Spółka jest jednak w nieco innej sytuacji. Po pierwsze, po ubiegłorocznym pożarze trwa kosztowna odbudowa zdolności przerobowych rafinerii w Możejkach. Po drugie, firma w tym roku przeprowadzała (niektóre wciąż trwają) remonty. Oczywiście, pojawiły się inwestycje, ale raczej w mniejszej skali, np. w produkcję paraksylenu oraz na rynku detalicznym. Zwłaszcza ten ostatni segment pochłania duże kwoty, bo w ostatnim okresie ceny robocizny i materiałów na tym specyficznym rynku znacznie poszły w górę.
Kłopotliwe zapasy
Szerokim echem w branży odbiły się problemy z wydobywaniem ropy z kawern solnych należących do IKS Solino, gdzie składowane są strategiczne rezerwy surowca. - Wynikały prawdopodobnie z zaniedbań przy nadzorze technologicznym podziemnych zbiorników - ocenia Arkadiusz Siwko, prezes Operator Logistyczny Paliw Płynnych.
Jednak należy podkreślić, że od września ubiegłego roku (kiedy to powstał OLPP o znacznie szerszym zakresie zadań od Naftobaz) sporo się zmieniło. Budowane są liczne zbiorniki. Powstają spójne plany dotyczące logistyki paliw.
Ukoronowaniem dobrej sytuacji mogłyby być decyzje w sprawie ropociągu, chociaż w części uniezależniającego nas od dostaw z Rosji. Na to się jednak nie zanosi, bo też moc sprawcza polskich firm i rządu jest chyba zbyt mała.
Najlepiej dokumentuje naszą słabą pozycję przetargową wiosenny szczyt prezydencki dotyczący surowców energetycznych. Faktycznie zakończył się on fiaskiem. O sukcesie nie może być bowiem mowy, skoro nie pojawił się najbardziej wyczekiwany gość (bo jego kraj dysponuje dużą ilością gazu i ropy) - prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew. Chyba najlepiej puentuje zabiegi PiS to, że w tym samym czasie, gdy odbywał się szczyt w Krakowie, Nazarbajew spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.
Dariusz Malinowski

























































