Iran wystrzelił we wtorek salwę pocisków balistycznych na Izrael; w całym kraju ogłoszono alarm. Armia poinformowała, że zestrzeliła "dużą część" ze 180 rakiet lecących w kierunku Izraela. Nie odnotowano ofiar. Iran ogłosił, że nalot był zemstą za zabicie przez Izrael przywódców Hamasu i Hezbollahu. Izrael zapowiedział odpowiedź.


Wybuchy były słyszane w różnych częściach kraju, w tym w Tel Awiwie i w Jerozolimie. Po ok. godzinie od rozpoczęcia nalotu wojsko ogłosiło, że nie ma dalszego zagrożenia i wycofało alarm.
Irańska Gwardia Rewolucyjna przekazała, że ostrzał Izrael to odwet za śmierć lidera Hamasu Ismaila Hanijego, szefa Hezbollahu Hasana Nasrallaha i irańskiego generała Abbasa Nilforuszana. Zagroziła "miażdżącymi atakami" w razie zbrojnej odpowiedzi Izraela.
- To poważny atak, który będzie miał konsekwencje - zapowiedział rzecznik Sił Obronnych Izraela kadm. Daniel Hagari.
Armia poinformowała, że obrona powietrzna działała skutecznie, a w obronie kraju pomogły wojska amerykańskie, zarówno przez namierzanie pocisków, jak i - w niektórych przypadkach - ich zestrzeliwanie.
W mediach krążą nagrania pocisków przechwytujących zestrzeliwujących irańskie rakiety nad Jerozolimą.
Around 180 ballistic missiles were launched by Iran onto Israel on Tuesday night, triggering 1,800 rocket sirens nationwide. Read more: https://t.co/3wFF26n3mY
— The Jerusalem Post (@Jerusalem_Post) October 1, 2024
🎥 Anadolu Agency via Reuters Connect pic.twitter.com/qxwR1etLr5
Zamknięto przestrzeń lotniczą nad Izraelem, a także wstrzymano ruch na lotnisku Ben Guriona - głównym porcie lotniczym kraju.
Służby ratunkowe poinformowały o dwóch osobach w Tel Awiwie, które doznały lekkich obrażeń. Dziennik "Haarec" podał, że w Jerychu na okupowanym Zachodnim Brzegu w wyniku ostrzału zginął jeden Palestyńczyk.
Biały Dom: Biden nakazał armii pomoc Izraelowi w zestrzeleniu irańskich rakiet
Prezydent USA Joe Biden nakazał amerykańskiej armii wsparcie Izraela w obronie przed rakietami wystrzelonymi z Iranu w kierunku państwa żydowskiego - poinformowała we wtorek wieczorem Rada Bezpieczeństwa Narodowego.
Biden i wiceprezydentka Kamala Harris monitorują atak z pokoju dowodzenia Białego Domu i otrzymują regularne aktualizacje - dodał rzecznik Rady Sean Savett w poście na X.
.@POTUS & @VP are monitoring the Iranian attack against Israel from the White House Situation Room & receiving regular updates from their national security team. @POTUS directed the US military to aid Israel’s defense against Iranian attacks & shoot down missiles targeting Israel
— Sean Savett (@NSC_Spox) October 1, 2024
Ambasada USA nakazała pracownikom pozostanie w domach
Amerykańska ambasada w Izraelu wezwała we wtorek swoich pracowników oraz ich rodziny, by do odwołania pozostali w domach i przygotowali się do wejścia do schronów. Informacja została zamieszczona na stronie internetowej placówki.
Ambasada przypomniała też amerykańskim obywatelom o potrzebie zachowania ostrożności. "Ostrzał moździerzowy i rakietowy (terytoriów Izraela) oraz wtargnięcia bezzałogowych systemów lotniczych często mają miejsce bez ostrzeżenia" - podkreślono.
Wcześniej źródła amerykańskie poinformowały, że atak Iranu na Izrael wydaje się "nieuchronny", i dodały, że USA "aktywnie wspierają przygotowania obronne Izraela". Ostrzegł, że bezpośredni atak Iranu na Izrael będzie miał "poważne konsekwencje dla Teheranu".
Rzecznik armii izraelskiej kadm. Daniel Hagari przekazał, że systemy obrony powietrznej są w pełni gotowe na jakikolwiek atak ze strony Iranu, jednak dotąd nie zidentyfikowano żadnego zagrożenia. Podczas telewizyjnego briefingu podkreślił, że Izrael i jego sojusznicy są w stanie wysokiej gotowości, zaś atak ze strony Iranu "spowodowałby reperkusje". Hagari dodał, że Izrael "radził sobie już z tego typu zagrożeniem i poradzi sobie z nim także teraz".
Zdaniem amerykańskich urzędników potencjalny atak ze strony Iranu "byłby podobny do ataku przeprowadzonego przez Teheran wiosną" - przekazał portal CNN, przypominając, że w kwietniu Iran wystrzelił na Izrael ponad 300 rakiet i dronów. Niemal wszystkie pociski zostały zestrzelone przez Izrael, USA oraz zachodnich i arabskich sojuszników.
"Nadal współpracujemy z siłami zbrojnymi i władzami Izraela, aby ocenić skutki ataku, ale w tej chwili - podkreślam: w tej chwili - nie wiemy o żadnych ofiarach śmiertelnych w Izraelu (...) Nie wiemy o żadnych uszkodzeniach samolotów lub strategicznych zasobów wojskowych w Izraelu" - powiedział Sullivan podczas briefingu w Białym Domu.
"Krótko mówiąc, na podstawie tego, co wiemy w tym momencie, wydaje się, że atak skutecznie udaremniono" - dodał.
Sullivan uznał irański atak rakietowy na Izrael za "znaczącą eskalację". Mimo uprzednich gróźb prezydenta USA Joe Bidena o "poważnych konsekwencjach" dla Iranu, jeśli zdecyduje się na ostrzał Izraela, Sullivan nie określił, jaka będzie odpowiedź na ten atak. Dodał, że będzie to przedmiotem rozmów władz Izraela i USA w najbliższym czasie. Przekazał też, że USA obecnie nie zamierzają ewakuować swoich obywateli przebywających w Libanie.
Podobnie skutki irańskiego ataku ocenił szef dyplomacji USA Antony Blinken na początku spotkania ze swoim indyjskim odpowiednikiem Subrahmanyamem Jaishankarem.
"Wstępne doniesienia sugerują, że Izrael, przy aktywnym wsparciu Stanów Zjednoczonych i innych partnerów, skutecznie poskromił ten atak. Pokazaliśmy po raz kolejny nasze zaangażowanie w obronę Izraela i pozostajemy w bardzo bliskim kontakcie z Izraelem" - poinformował Blinken.
Rzecznik Pentagonu gen. Pat Ryder poinformował z kolei, że amerykańskie niszczyciele wystrzeliły podczas ataku kilkanaście rakiet przechwytujących. Ocenił też, że irańskie rakiety spowodowały "minimalne szkody" w Izraelu. Wszystkie z ok. 200 irańskich pocisków balistycznych miały zostać wystrzelone z terytorium Iranu.
Ryder podał też, że szef Pentagonu Lloyd Austin odbył rozmowę z izraelskim ministrem obrony Joawem Galantem zarówno przed atakiem, jak i po nim. "Minister Austin powiedział, że jeśli Iran, jego partnerzy lub wspólnicy wykorzystają ten moment, aby zaatakować żołnierzy lub interesy USA w regionie, Stany Zjednoczone podejmą wszelkie niezbędne działania w celu obrony swojego narodu" - ostrzegł Ryder.
Kraje Zachodu potępiają atak Iranu na Izrael. Hamas chwali
Sekretarz stanu USA Blinken uznał atak za "absolutnie niedopuszczalny". Świat powinien go potępić - powiedział.
Szefowa dyplomacji Niemiec Annalena Boerbock oświadczyła, że ostrzegła Iran, iż jest to niebezpieczna eskalacja sytuacji, która może pchnąć region „na skraj przepaści”.
Także premier Francji Michel Barnier wyraził zaniepokojenie eskalacją konfliktu, oceniając sytuację jako „skrajnie niebezpieczną”.
Kancelaria premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera oznajmiła, że kraj ten „absolutnie potępia działania Iranu” i apeluje o deeskalację w regionie.
Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres potępił „rozszerzanie się konfliktu na Bliskim Wschodzie”, gdzie następuje „eskalacja po eskalacji”. „To się musi skończyć. Bezwzględnie potrzebujemy zawieszenia broni” – podkreślił.
Palestyńska organizacja Hamas wydała oświadczenie, w którym z uznaniem przyjęła „heroiczny” atak Iranu na „duże obszary terenów okupowanych” (tj. Izrael).
Libańska agencja prasowa podała zaś, że na południowych przedmieściach Bejrutu słychać było wystrzały na wiwat. Także korespondent AFP słyszał wystrzały na południowych obrzeżach miasta, które są bastionem szyickiej organizacji terrorystycznej Hezbollah.
Ekspert: Izrael poważnie osłabił Hezbollah i zagroził całej strategii Iranu
Izrael poważnie osłabił zdolności bojowe Hezbollahu i zniszczył jego dowództwo, co zagroziło całej strategii Iranu, polegającej na zbrojeniu antyizraelskich grup w regionie – ocenił we wtorek Matthew Levitt, ekspert ośrodka Washington Institute for Near East Policy.
Działająca w Libanie szyicka organizacja Hezbollah, która przez lata stanowiła najbardziej bezpośrednie i strategiczne zagrożenie dla Izraela, stała się "cieniem samej siebie" – napisał analityk w komentarzu opublikowanym na stronie internetowej ośrodka.
"W ciągu kilku dni spektakularna seria izraelskich posunięć wywiadowczych i wojskowych poważnie osłabiła zdolności bojowe Hezbollahu i rozbroiła jego kadrę dowódczą" – ocenił Levitt.
Jego zdaniem po zbombardowaniu ośrodka dowodzenia tej organizacji i zabiciu jej przywódcy Hasana Nasrallaha "nie jest przesadą stwierdzenie, że Hezbollah sprzed dwóch tygodni już nie istnieje".
"A ponieważ Hezbollah był kręgosłupem sieci zastępczych bojówek Iranu, tzw. Osi Oporu, strategia tego kraju, polegająca na zbrojeniu i rozmieszczaniu grup zastępczych w regionie, również stała się nagle zagrożona" – napisał analityk.
Według niego izraelska operacja zaskoczyła dowództwo Hezbollahu, które błędnie kalkulowało, że arsenał rakietowy będzie odstraszał Izrael od atakowania sił tej organizacji w Libanie. Sam Nasrallah groził Izraelowi w ubiegłym roku, że w przypadku ataku "zostanie cofnięty do epoki kamienia".
Jednak, jak ocenił Levitt, decyzja o podjęciu działań przeciwko Hezbollahowi nie powinna zaskakiwać, ponieważ od najazdu palestyńskiego Hamasu z 7 października 2023 roku izraelskie społeczeństwo coraz bardziej skłaniało się do opinii, że sytuacja na północy kraju i ciągłe ostrzały z terytorium Libanu nie mogą być dłużej tolerowane.
Izraelczycy "stracili cierpliwość" wobec ataków rakietowych Hezbollahu, a Nasrallah popełnił błąd, głęboko wierząc w od lat powtarzane przez siebie twierdzenie, że Izrael jest "słabszy od pajęczej sieci".
"Jeszcze w tym miesiącu, po eksplozji pagerów i krótkofalówek Hezbollahu, Nasrallah pojawił się na kanale satelitarnej stacji telewizyjnej tej grupy i spokojnie zapewnił, że +rozliczenie nadejdzie+. Tak się stało, tyle że w przypadku Nasrallaha i organizacji, której przewodził" – skonkludował Levitt.
Izrael ogłosił, że w wyniku ataków z powietrza zlikwidował dużą część potencjału bojowego Hezbollahu i zabił niemal wszystkich wyższych rangą dowódców tej grupy. W poniedziałek izraelskie siły zbrojne poinformowały o rozpoczęciu operacji lądowej przeciwko Hezbollahowi na południu Libanu.
Wojska izraelskie wkroczyły na teren tego państwa po raz pierwszy od trwającej nieco ponad miesiąc wojny z Hezbollahem latem 2006 roku. Izrael okupował południowy Liban w latach 1982-2000.
"NYT": Celem irańskiego ataku będą trzy bazy izraelskiego lotnictwa i położona na północ od Tel Awiwu kwatera główna wywiadu
Iran przygotowywał się do przeprowadzenia ataku z użyciem rakiet balistycznych przeciwko Izraelowi - ostrzegł we wtorek wysoki rangą przedstawiciel Białego Domu, cytowany przez amerykańskie media. Zapowiedział jednocześnie, że jeśli do tego dojdzie, spotka się to z "poważnymi konsekwencjami" dla Teheranu.
W kwietniu Iran przypuścił pierwszy bezpośredni atak z użyciem setek rakiet i dronów oraz groził kolejnym po zabiciu przez Izrael przywódcy Hamasu w Teheranie, lecz ostatecznie do niego nie doszło. Nowy atak miałby być odpowiedzią na ataki Izraela na wspierany przez Iran libański Hezbollah - w tym zabicie jego przywódcy - i wkroczenie izraelskich wojsk do przygranicznych rejonów Libanu.
USA kierowały w kwietniu międzynarodową koalicją, która pomogła Izraelowi w obronie przed salwą Iranu. Z pomocą m.in. USA, Wielkiej Brytanii, Francji i sunnickich państw arabskich zestrzelono wówczas większość pocisków.
Atak Iranu na Izrael mógłby łatwo doprowadzić do wybuchu "większej regionalnej wojny", ponieważ odpowiedź Izraela byłaby prawdopodobnie znacznie mocniejsza niż w kwietniu - powiedział stacji CNN Behnam Ben Taleblu z waszyngtońskiego think tanku Fundacja Obrony Demokracji.
"NYT" napisał wcześniej we wtorek, że zachodni dyplomaci ostrzegli Iran, że jeżeli zaatakuje Izrael, może się to spotkać z silną odpowiedzią tego państwa, w tym z atakami na cele strategiczne związane m.in. z programem nuklearnym czy przemysłem naftowym.
Wiele libańskich rodzin ucieka przed izraelskim atakiem do Afryki Zachodniej
Rodziny libańskie po raz kolejny, uciekając przed wojną, szukają schronienia w krajach Afryki Zachodniej, w tym w Liberii, Wybrzeżu Kości Słoniowej czy Senegalu. Każdego tygodnia przybywają nowi uchodźcy.
Afryka Zachodnia już kilka razy stała się azylem dla uchodźców z bliskowschodniego kraju. Pierwsza duża fala migrantów pojawiła się w latach 70. ubiegłego stulecia, gdy w Libanie wybuchła wojna domowa między muzułmanami a chrześcijanami.
Kolejny raz Libańczycy skorzystali z gościnności afrykańskich krajów, gdy Izrael rozpoczął swą operację "Pokój dla Galilei". Wówczas, w latach 1982-85, Izrael, podobnie jak obecnie, wkroczył na południe Libanu, zmuszając tysiące osób do opuszczenia tego państwa.
Uciekinierzy zamieszkali m.in. w Senegalu, Gambii, Sierra Leone, Liberii i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Liban ma jedną z największych diaspor na świecie, liczącą około 12 mln osób, czyli cztery razy więcej, niż liczy jego populacja. W Afryce żyje ich obecnie co najmniej 250 tys.
Dla Libańczyków wyprawa do Afryki jest łatwiejsza niż do USA czy Europy, bo zwykle wystarczy zaproszenie od już przebywającego tam członka rodziny, a z racji wielkości diaspory, wiele rodzin ma na tym kontynencie jakiegoś krewnego.
Do niewielkiej Liberii w latach 70. XX wieku przybyło niemal 17 tys. uchodźców, którzy szybko zaaklimatyzowali się, by wkrótce niemal całkowicie przejąć handel i usługi. Wojny domowe, które całkowicie zniszczyły Liberię w latach 1987-2003, sprawiły, że wielu zamożnych Libańczyków uciekło do bezpieczniejszych krajów, ale gdy tylko ustały walki, zaczęli wracać.
Dzisiaj nikt nie wie, ilu Libańczyków żyje w Liberii. Rząd ostrożnie mówi o 5 tys., a oni sami o 25 tys. Niezależnie od liczby, są najbardziej widoczną mniejszością. To oni prowadzą w Monrowii trzy najdroższe hotele, jedyne w kraju supermarkety, restauracje, kasyna, salony sprzedaży i warsztaty napraw samochodów. W Liberii, ale też w sąsiednim Wybrzeżu Kości Słoniowej, gdzie jest ich najwięcej w całej Afryce Zachodniej, Libańczycy zapewniają, że jeśli nie da się czegoś załatwić, to należy się zgłosić do nich. Choć nie mają praw wyborczych, są niezwykle wpływowi w pośredni sposób.
Słynący z zaradności w prowadzeniu biznesów Libańczycy radzą sobie doskonale w kraju, którego konstytucja zezwala na przyznanie obywatelstwa tylko osobom czarnym. Choć podobnie jak m.in. biali nie mogą też nabyć praw do posiadania nieruchomości, to i tak dzierżawią większość najbardziej okazałych budynków i nadmorskich ośrodków wypoczynkowych.
Wykształceni Libańczycy żyjący na afrykańskim wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego lubią mówić, że Zachodnią Afrykę mają w swoim DNA i przypominają, że ich przodkowie odwiedzili te ziemie w czasach, gdy przodkom wszystkich późniejszych białych kolonizatorów nie śniło się, że istnieje Afryka. Odwołują się do wyprawy Kartagińczyka Hanno, a więc potomka Fenicjan, których uważają za swych protoplastów. Hanno prawdopodobnie w V w. p.n.e. opłynął zachodnie wybrzeże Afryki, opisał spotkanie z gorylami, charakterystyczne skaliste wyniesienie okolic dzisiejszej Monrowii w Liberii, ujście rzeki Douobe na pograniczu Liberii i Wybrzeża Kości Słoniowej oraz wybuch wulkanu u brzegów dzisiejszego Kamerunu.
Z Monrowii Tadeusz Brzozowski
Jerzy Adamiak, z Waszyngtonu Oskar Górzyński
/ mw/ akl/ wia/ szm/
























































