Szef MSZ Iranu Abbas Aragczi rozmawiał ze swoimi odpowiednikami z Turcji, Egiptu i Pakistanu, ostrzegając przed „destabilizującymi i eskalującymi” działaniami USA i Izraela - przekazały w czwartek media państwowe. Obie strony wojny na Bliskim Wschodzie zintensyfikowały ataki na infrastrukturę energetyczną.


Izrael zaatakował w środę wieczorem irańskie pole gazowe South Pars, największe znane złoża gazu na świecie. Iran odpowiedział nalotami na obiekty energetyczne w państwach Zatoki Perskiej, uderzając m.in. w kompleks Ras Laffan w Katarze, jeden z głównych światowych zakładów produkujących gaz LNG.
Aragczi w osobnych rozmowach z ministrami z Turcji, Egiptu i Pakistanu przekazał, że amerykańskie i izraelskie ataki na irańską infrastrukturę mają na celu wzrost napięcia w regionie i jego destabilizację - podały irańskie media.
Dodano, że szef irańskiej dyplomacji zaapelował do swoich odpowiedników o „czujność i koordynację działań w regionie” w reakcji na to zagrożenie.
ReklamaZobacz także
Irańskie wojsko określiło wcześniej te ataki jako „nowy etap” trwającej od 28 lutego wojny USA i Izraela z Iranem. Rzecznik dowództwa sił zbrojnych Ebrahim Zolfakari zagroził, że jeżeli uderzenia na irańską infrastrukturę energetyczną się powtórzą, Teheran odpowie znacznie większymi atakami, które doprowadzą do całkowitego zniszczenia analogicznych celów w państwach sprzymierzonych z USA.
Prezydent USA Donald Trump zapewnił, że nie wiedział o izraelskich nalotach na South Pars. Zapowiedział jednocześnie, że jeśli Iran jeszcze raz uderzy w katarskie obiekty LNG, to USA wysadzą w powietrze całe złoże South Pars.
Od kiedy USA i Izrael atakują Iran, ten w odpowiedzi uderza w Izrael i państwa Zatoki Perskiej, biorąc na cel nie tylko znajdujące się tam amerykańskie bazy, ale i obiekty cywilne, w tym infrastrukturę energetyczną. (PAP)
adj/ ap/
























































