Prezydent USA Donald Trump głosi, że zamierza przejąć kontrolę nad Grenlandią; Europa ma dwa realne sposoby jej obrony, ale największą szansą Europejczyków jest to, że zajęcie wyspy wymagałoby długotrwałych, skomplikowanych przygotowań i zabiegów, a prezydent USA lubi „łatwe zwycięstwa” - ocenia „Economist”.


Brytyjski tygodnik pisze na wstępie, że Europejczycy mogliby rozważać nawet trzy opcje obrony Grenlandii, z których pierwszą byłoby argumentowanie, że powody, jakie prezydent wymienia, tłumacząc potrzebę jej zawłaszczenia, nie mają uzasadnienia.
Wyspie nie zagrażają Rosja i Chiny - wbrew temu, co twierdzi Trump - a obecne umowy pozwalają USA na dowolne zwiększenie obecności wojskowej na Grenlandii. Ponadto znajduje się ona pod parasolem NATO. To neutralizuje argument prezydenta dotyczący konieczności zagarnięcia wyspy ze względu na bezpieczeństwo Ameryki.
Z drugiej strony, nie broni się teza Trumpa, że USA potrzebują grenlandzkich surowców; ich wydobycie byłoby tak drogie, że właściwie nieopłacalne, a amerykańskie firmy, które mógłby zawrzeć kontrakty na ich eksploatację, jakoś nie mają na to ochoty.
Problem w tym, że argumenty te nie przekonują prezydenta - podkreśla tygodnik.
Były amerykański dyplomata wyjaśnia, że wola zagarnięcia Grenlandii jest przede wszystkim podyktowana „obsesją (Trumpa) dotyczącą jego dziedzictwa” historycznego - relacjonuje „Economist”.
Dwie opcje Europejczyków
W tej sytuacji - konstatuje tygodnik - Europie pozostają, tak naprawdę, dwie opcje. Pierwsza to odstraszanie. Ekspert think tanku Europejska Rada Stosunków Zagranicznych (European Council on Foreign Relations) Jeremy Shapiro uważa, że powinno to polegać na podejmowaniu kroków, które wpłyną na „opłacalność” decyzji o próbie zajęcia wyspy. Byłyby to np. rotacyjna obecność europejskich wojsk na Grenlandii, zagrożenie sankcjami amerykańskim firmom i lobbowanie u przyjaźnie nastawionych Republikanów.
Tutaj jednak pojawia się problem związany z Ukrainą; jeśli postępowanie Europejczyków zirytuje administrację Trumpa, można się obawiać, że wycofa ona wstępne obietnice dostarczenia gwarancji bezpieczeństwa Kijowowi - zauważa „Economist”.
Europie pozostaje więc ostatnia opcja: liczyć na to, że coś rozproszy uwagę Trumpa i prezydent straci cierpliwość do zajmowania się Grenlandią - sugeruje tygodnik.
Każda rozważana przez administrację forma zawłaszczenia wyspy wymagałaby starannego, długiego planowania, a potem cierpliwej realizacji. „To nie są mocne strony prezydenta” - konstatuje „Economist”.
Ma on teraz wiele na głowie, od Wenezueli po Iran, czekają go też wybory środka kadencji prezydenckiej, a tylko 4 proc. Amerykanów popiera zajęcie Grenlandii siłą. Trump zaś ceni najbardziej „łatwe zwycięstwa” - podsumowuje tygodnik.
Tydzień wcześniej „Economist” ostrzegł, że należy poważnie brać pod uwagę scenariusz, iż Trump zamierza przejąć kontrolę nad Grenlandią. Wyjaśnił też, że administracja USA rozważa różne warianty takiego zawłaszczenia: pierwszy polegałby na wzmocnieniu ruchu niepodległościowego na wyspie i podsycaniu niechęci do Danii; drugi - na zaoferowaniu grenlandzkim władzom porozumienia przy całkowitym pominięciu duńskiego rządu; jest też powtarzana przez Trumpa groźba użycia siły.
Tygodnik podał, że CIA i Agencja Bezpieczeństwa Krajowego (NSA) miały nasilić operacje wywiadowcze dotyczące grenlandzkiego ruchu niepodległościowego i otrzymały zadanie identyfikowania mieszkańców wyspy „życzliwych Ameryce”. (PAP)
fit/ rtt/























































