Dłużnicy ukryli się za tarczą

2020-08-18 07:06
publikacja
2020-08-18 07:06
fot. alphaspirit / Shutterstock

W I półroczu 2020 r. komornicy zlicytowali o 52 proc. mniej nieruchomości niż rok wcześniej. Wyegzekwowali też o 30 proc. mniej z wynagrodzeń. Przyczyn tego zjazdu komornicy upatrują nie tyle w gorszej sytuacji ekonomicznej dłużników, ile w przepisach ustawy o tarczy 3.0 - pisze wtorkowy "DGP".

Jak wskazuje gazeta, chodzi o wprowadzony tą ustawą zakaz przeprowadzania licytacji nieruchomości, które służą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych dłużnika (choć już wcześniej obowiązywał zakaz eksmisji). "W efekcie dłużnikom, którym nie grozi już odebranie mieszkania, brakuje motywacji do spłaty zadłużenia" - czytamy.

"Wcześniej nierzadko zdarzało się, że po wszczęciu egzekucji lub po dokonaniu opisu i oszacowania wartości np. lokalu albo nawet krótko przed samą licytacją, dłużnicy spłacali jednak całe zadłużenie, nie chcąc dopuścić do licytacji. Teraz, skoro takiego zagrożenia brak, często nie są zainteresowani spłatą" – przyznaje cytowany przez dziennik dr Rafał Łyszczek, prezes Krajowej Rady Komorniczej.

"DGP" zwraca uwagę, że ustawa zwiększyła też kwotę wolną od zajęcia przy egzekucji długów z wynagrodzenia za pracę. "Co do zasady wynosi ona ok. 1920 zł. Jednak jeśli w związku z COVID-19 pracownikowi obniżono pensję, wówczas kwota wolna rośnie o 25 proc. na każdego niepracującego członka rodziny" - podkreśla gazeta.

Jak mówi gazecie prezes KRK, przepisy te, zwłaszcza w małych firmach, są bardzo często nadużywane "wyłącznie w celu pokrzywdzenia wierzycieli". "Są przypadki, gdy pracodawca obniża wynagrodzenie pracownikowi o 5 zł brutto i już kwota wolna rośnie" - dodaje.

Efekty, jak przekonuje "DGP", już są widoczne. O ile w I połowie 2019 r. komornicy wyegzekwowali dla wierzycieli 1,35 mld zł z wynagrodzenia za pracę, o tyle w ostatnim półroczu o 30 proc. mniej. "I to mimo że łagodniejsze dla dłużników przepisy można było stosować tylko do wynagrodzeń za maj i czerwiec" - zaznacza dziennik.

Wszystko to powoduje, że skuteczność egzekucji spada. "Co prawda zarówno w tym półroczu, jak i w analogicznym okresie ubiegłego roku wyegzekwowano 4,4 mld zł, ale przed rokiem do zwindykowania zgłoszono 26,5 mld zł, podczas gdy w tym - już 32,5 mld" - zaznacza dziennik. (PAP)

maja/ pat/

Źródło:PAP
Tematy
Jak zyskać do 160 zł za otwarcie konta osobistego?

Jak zyskać do 160 zł za otwarcie konta osobistego?

Komentarze (11)

dodaj komentarz
wiktoria007
@wonsz a od kiedy długi biorą się jedynie z pożyczek?
wonsz
Oczywiście długi biorą się też z innych tytułów. Są np. alimenciarze - ale tu już niewiele jest do zrobienia (poza może wprowadzeniem tortur), egzekwować na alimenty można praktycznie wszystko, można trafić do paki za niepłacenie, a i tak ich nie chce ubywać. Są długi januszy biznesu - ale oni i tak nic nie mają,Oczywiście długi biorą się też z innych tytułów. Są np. alimenciarze - ale tu już niewiele jest do zrobienia (poza może wprowadzeniem tortur), egzekwować na alimenty można praktycznie wszystko, można trafić do paki za niepłacenie, a i tak ich nie chce ubywać. Są długi januszy biznesu - ale oni i tak nic nie mają, willa na matkę, BMW na ojca, nowa firma na żonę, komornicy byli i są bezradni niezależnie od tarczy.
Inne długi to, z mojego doświadczenia, raczej margines - może ty znasz jakieś kategorie dłużników, których pominąłem?
wiktoria007 odpowiada wonsz
Czyli nie znam się, ale wypowiem się? Trochę brutalnie - nikogo nie interesuje Twoje (czy moje) doświadczenie. Liczy się statystyka.

Nieopłacone faktury za prąd, gaz, telefon itp., zadośćuczynienia, odszkodowania, wszelkiego rodzaju naprawianie szkód (zalanie mieszkania, zniszczenie samochodu itp.), podatki, ZUS,
Czyli nie znam się, ale wypowiem się? Trochę brutalnie - nikogo nie interesuje Twoje (czy moje) doświadczenie. Liczy się statystyka.

Nieopłacone faktury za prąd, gaz, telefon itp., zadośćuczynienia, odszkodowania, wszelkiego rodzaju naprawianie szkód (zalanie mieszkania, zniszczenie samochodu itp.), podatki, ZUS, opłaty czynszowe, wspomniane alimenty itd.

Długi biorące się z rzeczywistej a nie tylko wydumanej lichwy to promil zadłużenia Polaków.

Nieściągalność długów to problem dla wszystkich - więcej zapłacisz za produkty i usługi.

wonsz odpowiada wiktoria007
To to podaj mi, proszę, statystykę. Podyskutujemy. Niewykluczone, że się mylę. Ile % zadłużenia Polaków przypada na kredyty bankowe i zobowiązania wobec firm pożyczkowych, a ile na inne źródła? Weź też pod uwagę, że pewna część długu, o którym ty piszesz to w sensie ekonomicznym kredyt - nawet jeśli w statystykach To to podaj mi, proszę, statystykę. Podyskutujemy. Niewykluczone, że się mylę. Ile % zadłużenia Polaków przypada na kredyty bankowe i zobowiązania wobec firm pożyczkowych, a ile na inne źródła? Weź też pod uwagę, że pewna część długu, o którym ty piszesz to w sensie ekonomicznym kredyt - nawet jeśli w statystykach figuruje jako co innego (np. wypas komóra "za złotówkę", której cena wliczona jest w abonament płatny przez następne 2-3 lata to po prostu sprzedaż na raty, nie usługi telekomunikacyjne). I nie, nie interesuje nas KRD czy inne big - ale całość długu, także tego obsługiwanego terminowo.

Zadośćuczynienia i odszkodowania - problem nie istnieje, ubezpieczyciele są wypłacalni a nad nimi jest jeszcze parasol w postaci UFG. Sprawy odszkodowawcze i zadośćuczynieniowe między osobami fizycznymi to już nie margines, a margines marginesu, nawet jeśli media doniesieniami o to, że jedna świnia u koryta pozwała drugą świnię u koryta kreują inny obraz. No chyba że masz jakąś odmienną statystykę na to?
Podatki i ZUS - czyli janusze biznesu. Goli, weseli i nieegzekwowalni od dekad - nawet jeśli na co dzień żyją w willach, przed którymi parkują samochody warte po 100.000 i więcej.
Opłaty czynszowe, prąd, woda, gaz - zazwyczaj też goli i weseli, na zasiłku albo niepodlegającej zajęciu rencie/emeryturze/minimalnym za pracę. Nieegzekwowalni i w praktyce nieeksmitowalni odkąd pamiętam, też żadna tarcza tego nie zmienia. Ot, kasta nietykalnych - nawet jak jakimś cudem coś jeszcze mają i da się to zlicytować i wyeksmitować, to i tak dostaną na koszt normalnych ludzi lokal z mediami od gminy, gdzie też nie będą płacić za media.

Mówisz, że będę płacić więcej? Oczywiście, że będę. Ba, nawet już płacę więcej. W każdą cenę absolutnie wszystkiego, od wafelka w sklepie, przez komórkę w markecie, po koszt budowy i eksploatacji miejsca zamieszkania mam wliczone to, że jakaś część masy nie płaci i dlatego ja do spółki z innymi płacącymi musimy pokryć koszty z tego wynikające. Nie sądzisz, że mogłoby być lepiej, gdyby dostawcy dóbr i usług uważniej weryfikowali to, komu je powierzają, zamiast dawać każdemu jak leci, opierając się na modelu "wypłacalni płacą za niewypłacalnych"?




wiktoria007 odpowiada wonsz
Myślę, że za bardzo chciałbyś decydować za innych. Nic mnie nie obchodzi czy sąsiad korzysta z Apple, Samsunga czy Xiaomi. Tak jak nie odchodzi mnie co stoi u niego na parkingu i jak na to zarobił.

Powielasz stereotypy pisząc o "Januszach biznesu". A już całkowicie bezpodstawne jest uznawanie z automatu,
Myślę, że za bardzo chciałbyś decydować za innych. Nic mnie nie obchodzi czy sąsiad korzysta z Apple, Samsunga czy Xiaomi. Tak jak nie odchodzi mnie co stoi u niego na parkingu i jak na to zarobił.

Powielasz stereotypy pisząc o "Januszach biznesu". A już całkowicie bezpodstawne jest uznawanie z automatu, że faktura za niezapłacony prąd dotyczy z pewnością ludzi żyjących z socjalu.

Kolejne stereotypy z Twoich wypowiedzi - dawanie pożyczek każdemu kto o nie prosi. Otóż tak nie jest, klienci są weryfikowani.

Powielasz głównie zasłyszane opinie, niekoniecznie mające cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.

Chciałbyś decydować co się komu należy. Ludzie mają być wolni, decydować za siebie. Chcesz nową lodówkę na raty? Ok, bank zweryfikuje jakie jest ryzyko udzielenia kredytu ratalnego. Jeśli jest dla banku akceptowalne, to lodówkę na raty dostaniesz. Co jeśli nie będziesz płacił? Windykacja. I to wszystko jest już przez bank skalkulowane i policzone w momencie udzielania kredytu ratalnego. Problem zaczyna się robić w chwili, gdy ktoś zmienia system prawny. Oczywiście banki skalkulują na nowo ryzyko, większa ilość ryzykownych klientów nie otrzyma lodówki na raty. Biznes będzie kręcił się dalej. Powstanie jednak dziura na starych klientach, tych którzy oceniani byli kilka lat temu, ale obecnie z jakiś względów nie można ich zwindykować.

Analogicznie z dostawcami prądu (ryzykowni mają liczniki przedpłacone), firmami telekomunikacyjnymi itp.
wonsz odpowiada wiktoria007
"Nieściągalność długów to problem dla wszystkich - więcej zapłacisz za produkty i usługi."

"Myślę, że za bardzo chciałbyś decydować za innych. Nic mnie nie obchodzi czy sąsiad korzysta z Apple, Samsunga czy Xiaomi. Tak jak nie odchodzi mnie co stoi u niego na parkingu i jak na to zarobił."

I
"Nieściągalność długów to problem dla wszystkich - więcej zapłacisz za produkty i usługi."

"Myślę, że za bardzo chciałbyś decydować za innych. Nic mnie nie obchodzi czy sąsiad korzysta z Apple, Samsunga czy Xiaomi. Tak jak nie odchodzi mnie co stoi u niego na parkingu i jak na to zarobił."

I to jest moment, w którym stwierdzam, że nie mam z kim gadać. Jeśli kogoś najpierw zad boli, że więcej zapłaci za człowieka, z którego nie ma jak długów ściągnąć, a chwilę później oznajmia, że w ogóle go nie obchodzi, co i skąd taki nieściągalny dłużnik ma - to ja wysiadam. Pozdrawiam i dobrego dnia życzę.
wiktoria007 odpowiada wonsz
Mylisz nieściągalność spowodowaną czynnikami losowymi od nieściągalności spowodowanej ingerencją ustawodawcy. Otwórz umysł, zrozumiesz.
wonsz
Pierwszy odruch jest taki, że nóż się w kieszeni otwiera na myśl o bezkarnych cwaniaczkach mających gotówkę za darmo. Najchętniej zobaczyłbym takich w łachmanach w łagrze, odpracowujących dług po stawce minimalnej godzinowej (oczywiście minus koszty ubrania, wyżywienia, utrzymania zaszczurzonego baraku i pensji klawisza Pierwszy odruch jest taki, że nóż się w kieszeni otwiera na myśl o bezkarnych cwaniaczkach mających gotówkę za darmo. Najchętniej zobaczyłbym takich w łachmanach w łagrze, odpracowujących dług po stawce minimalnej godzinowej (oczywiście minus koszty ubrania, wyżywienia, utrzymania zaszczurzonego baraku i pensji klawisza z pastuchem elektrycznym).

Potem jednak nadchodzi refleksja - jakie mogą być długofalowe skutki takich rozwiązań? Ano takie, że skończy się pożyczanie emerytom na "godne święta" czy "komunię wnusia", madkom 500+ na "wakacje dla dzieci", studenciakom na śmieciówkach "na ajfonka", gołodupcom po studiach na "niezapomniane wesele". Plebs przestanie żyć ponad stan, lichwiarze zwiną manatki, spadnie durna konsumpcja, na luksus trzeba będzie zapracować. Może więc nie jest to takie głupie?
m00zyk
To nie tylko nie jest głupie, ale jest słuszne!
wonsz odpowiada m00zyk
Prawdopodobnie się nie dogadaliśmy, napisałem nieprecyzyjnie.

W tym zdaniu:
"Potem jednak nadchodzi refleksja - jakie mogą być długofalowe skutki takich rozwiązań?"
słowo "takich" oznacza "takich jak w artykule opisano" a nie "takich, jak w pierwszym akapicie mojego posta".
Prawdopodobnie się nie dogadaliśmy, napisałem nieprecyzyjnie.

W tym zdaniu:
"Potem jednak nadchodzi refleksja - jakie mogą być długofalowe skutki takich rozwiązań?"
słowo "takich" oznacza "takich jak w artykule opisano" a nie "takich, jak w pierwszym akapicie mojego posta".
Chodzi mi o to, że jeśli zabronimy egzekwowania długów od dłużników, to rynek sam się wyreguluje z korzyścią dla ogółu (bo nikt nie pożyczy nic człowiekowi bez dużego majątku czy stałego, stabilnego dochodu) - a nie o to, żeby dłużników bezwzględnie egzekwować.
Więc jeśli ten jeden plusik jest od ciebie, to chyba w wyniku nieporozumienia ;)

Powiązane: Tarcza antykryzysowa - komentarze

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki