Niektórzy z nich poszukują rynków prawdziwie niezależnych od koniunktury gospodarczej i oczywiście giełdowej. Inni zaś szukają miejsca, gdzie mogliby bezpiecznie zdeponować posiadane bogactwa. Zapewnić im ponadczasową wartość, której nie mogą dać akcje najlepszych nawet przedsiębiorstw, aby zapewnić sobie w ten sposób dożywotnią – lub obliczoną na pokolenia – niezależność finansową. Oczywiście i oni chętnie zarobią przy okazji, ale nie zawsze zysk jest na pierwszym miejscu.
Diamenty to już przemysł
Poszukiwania świętego Graala inwestycyjnego muszą rozpocząć się – lub wcześniej czy później do nich dotrzeć – od najstarszych i najrzadziej spotykanych minerałów. Od wieków diamenty budziły pożądanie i były symbolem władzy. Od wieków były kosztownym zbytkiem, ale zawsze pożądanym i zawsze wysoko cenionym. Wojna czy pokój, zaraza czy dostatek – nie było takich czasów, w których diamentami by wzgardzono. A to właśnie czyni z nich ponadczasowy i uniwersalny symbol bogactwa. A zatem także i doskonałą lokatę. Ta lokata może także przynieść spory zysk. Zależy jak się do tego zabrać.
Jest mnóstwo miejsca na zarabianie na diamentach. Od momentu, gdy grudę “diamentowej rudy” wykopie górnik, jej wartość wzrasta z kilku dolarów, do nawet kilkuset tysięcy gdy spocznie ona – już oczyszczona, oszlifowana i przemieniona w brylant – na serdecznym palcu wybranki serca, powiedzmy, prezesa spółki giełdowej. Można by tutaj dodać, że rynek jest bardzo chłonny – diamentów na świecie nie przybywa, a w ciągu całego życia połowa z miliarda Amerykanów i Europejczyków kupi co najmniej jeden pierścionek z brylantem, zaś druga połowa skwapliwie go nałoży…
Rozsądek nakazywałby zatem poszukać możliwości zarabiania na diamentach już na wstępnym etapie ich wydobycia. Należałoby zatem stać się posiadaczem owego kawałka rudy diamentowej, kryjącej być może skarb olbrzymiej wartości. Niestety romantyczne czasy, gdy wystarczyło pojechać do Afryki i szukać w zaroślach utajnionego wejścia do kopalni diamentów, dawno minęły, o ile kiedykolwiek istniały. Dziś wydobycie diamentów to prawdziwy przemysł. Główne złoża światowe znajdują się południowej Afryce, w Australii, Południowej Ameryce, w Rosji (Syberia, Jakucja) i w Kandadzie.
Niestety wszystkie kopalnie są bardzo odległe od miejsca zamieszkania czytelnika “PB”, a także świetnie strzeżone. Indywidualny inwestor nie ma szans na samodzielny handel z kopalniami, ponieważ są one zwykle częścią wielkich koncernów, które nie tylko wyrywają Ziemi jej prastare bogactwo, ale także obrabiają je i kierują na rynek hurtowy, lub nawet do własnych sieci salonów jubilerskich.
Akcje to nie to samo
Pewnym rozwiązaniem problemu jest nabycie akcji kopalń diamentów. Są one notowane na giełdach na całym świecie. Dla przykładu najbardziej nowoczesna kopalnia diamentów Diavik w północnej Kanadzie, która eksploruje złoża dopiero od 2003 r., to spółka joint venture dwóch partnerów. Jednym jest kanadyjska spółka Aber, której akcje notowane są na giełdzie w Toronto i na Nasdaq. Aber ma 40 proc. udziałów w przedsięwzięciu i swoją własną sieć jubilerską (Harry Winston). Nabycie jej akcji nie stanowi żadnego problemu – wystarczy kontakt z biurem maklerskim oferującym dostęp do rynków zagranicznych.
Akcje Aber od 2001 do 2004 roku podrożały z 10 do 50 dolarów, od tego jednak czasu wahają się między 35 i 50 dolarów. W kwartale (kończonym nie wiedzieć czemu 30 kwietnia) Aber miało 19 proc. wyższe przychody niż przed rokiem, a marża operacyjna wyniosła... 50 proc. Niestety zysk netto spadł z 41 do 6 centów na akcję, na czym zaważyły operacje podatkowe, złe notowania dolara kanadyjskiego do amerykańskiego i inne obiektywne trudności, które zwykle podaje się w tym miejscu, by jakoś się wykręcić przed akcjonariuszami. Co przypomina, że posiadanie akcji kopalni, to jednak nie to samo co diamentów. Diamenty nie strajkują, nie chcą więcej zarabiać, nie psują się, nie zależą od kursu CAD/USD.
Aber to zresztą i tak świetny przykład pośredniej inwestycji w diamenty, bo firma koncentruje się na swoim diamentowym biznesie, co wcale nie jest regułą. Kolejne 60 proc. kopalni Diavik należy do koncernu Rio Tinto – notowanego na giełdzie w Londynie i w Australii. Ci chłopcy to dopiero lubią grzebać w ziemi – grupa wydobywa miedź, złoto, minerały przemysłowe (łącznie z solą), rudy żelaza. I diamenty, które stanowią zaledwie 3 proc. przychodów holdingu – wliczając w to sprzedaż pod własną siecią detaliczną. Rio działa na wszystkich kontynentach i we wszystkich krajach, w których można dostać koncesje na wiercenie w gruncie.
Trochę wiedzy o diamentach |
|
|
- Diamenty są kryształem węgla powstałym na głębokości 100-200 kilometrów pod powierzchnią ziemi. Stamtąd transportowane były przez niewielkie wulkany lub w ramach ruchów kształtowanych skał, na powierzchnię ziemi lub tuż pod nią (obecnie złoża eksplorowane są na głębokości 400-1200 metrów). Obecnie na 5000 kominów dawnych wulkanów tylko 23 zawierają diamentowe złoża wystarczająco duże, by je eksplorować. - Przez kilka tysięcy lat diamenty wydobywano wyłącznie w Indiach, których złoża wyczerpały się w XVII wieku (wówczas przy ich wydobyciu pracowało 60 tys. ludzi). - Skład chemiczny diamentu jest identyczny ze składem grafitu. Drugiego z minerałów używa się obecnie przy produkcji diamentów syntetycznych. Produkcja diamentów syntetycznych jest wielokrotnie wyższa niż wydobycie “oryginału”. - Tylko 20 proc. wydobywanych diamentów trafia do branży jubilerskiej. Większość wykorzystywana jest przemysłowo. Zwykle w postaci pyłu diamentowego, którym powlekane są najrozmaitsze piły i ostrza (na przykład skalpeli). |
Diamenty na światowy rynek dostarcza także kopalnia Alrosa należąca do rosyjskiego rządu, a która znana jest internautom ze zdjęć “największej dziury w ziemii”. Możliwość nabycia akcji wyłącznie kopalni diamentów jest więc mocno ograniczona. Warto tutaj dodać, że kanadyjskie diamenty uzyskują – jeśli mają porównywalne parametry – wyższe ceny niż afrykańskie, ponieważ uważane są za tzw. “blood free” – ich wydobycie nie wiązało się z wyrządzeniem jakiejkolwiek krzywdy jakiejkolwiek osobie i jako takie są chętniej kupowane przez świadomych istnienia problemu konsumentów.
Nieodzowna podróż
Na szczęście akcje kopalń nie wyczerpują możliwości inwestowania w diamenty jako takie. Jednym z najprostszych, lecz także bardzo kosztownych, rozwiązań byłoby rozpoczęcie inwestycji od wizyty u jubilera. Kupując pierścionek ozdobiony brylantem płacimy jednak nie tylko za surowce i pracę sztukmistrzów, ale również za wynagrodzenie sprzedawców i czynsz za powierzchnię handlową. A także całą masę podatków. Kupiony u jubilera pierścionek z diamentem będzie wart o dwie trzecie mniej w lombardzie naprzeciwko. To nie ta droga.
Niestety, ta właściwa wymaga odbycia podróży – nie tak znowu odległej. Wieczorny pociąg z Warszawy już rano jest w Brukseli, skąd można złapać przesiadkę do Antwerpii – światowego centrum handlu diamentami. Znajdziemy tam cztery giełdy diamentowe – Antwerp Diamond Bourse, Diamond Club, Vrijediamanthandel i Diamant Kring. Są to giełdy – a nie bazary. Nie można sobie tak po prostu wejść i popatrzeć na diamenty, które zjechały tam z całego świata.
Potrzebna jest specjalna licencja członkowska, która jest tak droga, że w zasadzie jej wyrobienie opłaca się tylko wówczas, jeśli zamierzamy stale dokonywać transakcji. Jeśli zaś bardziej zależy nam na jednorazowej inwestycji, lepiej dokonać jej za pośrednictwem akredytowanego członka giełdy. Najłatwiej trafić do Antwerp Diamond Bourse – to tylko sto metrów od dworca kolejowego. Giełda istnieje od 500 lat i zrzesza 1500 członków oraz 250 firm szlifierskich.
Gdyby chodziło tylko o wybranie kawałka surowego diamentu za 5 tys. euro, zaniesienie go do szlifierza i odebranie brylantu o wartości kilkukrotnie większej, ten tekst wcale by nie powstał – od rana siedziałbym na schodach giełdy, czekając na dostawców. Nie do końca o to w tym wszystkim chodzi – zwłaszcza, że robi się interesy z ludźmi, którzy od pokoleń siedzą w diamentowym biznesie i znają się na tym co robią. Owszem jest możliwość kupienia 3-karatowego diamentu za dajmy na to 4 tys. euro (chodzi o proporcje nie o ceny), oddanie go do szlifierza i uzyskanie jednokaratowego brylantu o wartości 6 tys. euro. Ale efekt jest mniej więcej ten sam, co kupienie już wypieszczonego kamyka, a odpada ryzyko kupienia diamentu z wadą (rysą), jego złego oszlifowania, nie mówiąc już o fałszerstwach (syntetyczne diamenty od prawdziwych mogą odróżnić tylko specjaliści).
Kluczową decyzją jest zamiana gotówki na brylanty i cierpliwe czekanie na wzrost ich wartości, nawet przez pokolenia. Szacuje się, że średnioroczny wzrost cen diamentów może sięgać nawet 10 proc. w czasach globalnej prosperity (więcej nabywców), przy czym szybciej drożeją brylanty od trzech karatów w górę – jest ich mniej (wobec czego są trudniejsze do upłynnienia), więc i jako dobra unikalne mają tendencje do szybszego wzrostu ceny.
Przez Internet najłatwiej
Jak kupić akcje kopalni diamentów? |
|
| Tylko niektóre polskie biura maklerskie umożliwiają składanie zleceń na giełdach zagranicznych. Z największych są to CDM Pekao i DI BRE. Wymagane jest otworzenie odrębnego rachunku, którego obsługa kosztuje 40 PLN rocznie w CDM i 25 PLN za 6 miesięcy w DI BRE. Za ich pośrednictwem można kupić akcje na największych giełdach w Europie i w USA. Prowizje wynoszą 0,8 proc. w CDM i 0,6 proc. w DI BRE, ale nie mniej niż 50 USD w CDM i nie mniej niż 60 USD w DI BRE. Oznacza to, że aby prowizja rzeczywiście wyniosła 0,6 proc. należałoby złożyć zlecenie o wartości co najmniej 10 tys. dolarów. |
Jeśli zatem ktoś uważa, że nadszedł dobry czas na zrealizowanie giełdowych zysków i zastanawia się nad sposobem reinwestycji pozyskanych środków, diamenty – czy też raczej brylanty – dają taką bezpieczną alternatywę. Ich wartość rośnie bowiem bez względu na koniunkturę gospodarczą – zawsze znajdą się chętni do kupna brylantów choćby wśród przyszłych nowożeńców.
Jak kupić diamenty
Najłatwiej zrobić to w Anwerpii, która jest po prostu miastem diamentów. Nie natknąć się na sklep z diamentami jest tam równie trudno jak nie trafić nad kanał w Wenecji. Dzielnica diamentowa jest położona na południowy wschód od dworca kolejowego. W kieszeni warto mieć kilka tysięcy euro, lub kartę o odpowiednim limicie – za trzy i pół tysiąca euro uda się kupić np. półkaratowy brylant niemal doskonale przezroczysty i o wysokiej klasie czystości z doskonałym szlifem. Drobinkę o masie 0,05 karata uda się kupić już za równowartość 100 euro.
Diamenty można także kupić na stronach internetowych. Jeden z większych znajdziemy pod adresem: http://www.antwerpdiamondhouse.be/, gdzie łatwo dostępnych jest około 100 okazów, inne można zamawiać. Można także umówić się z właścicielem tego sklepu w Antwerpii, który zapewnia nocleg w hotelu Hilton (od 360 euro za noc). Szukając na własną rękę, pokoje w mniej reprezentacyjnych hotelach znajdziemy już od 35 euro za noc.
Jak wyceniane są diamenty
Trochę wiedzy o diamentach |
|
|
- Diamenty można także znaleźć w miejscach uderzeń meteorytów. Wytwarzane przez meteoryty ciśnienie (dochodzi do miliona atmosfer) przy uderzeniu w ziemię to sprzyjające warunki do powstawania tego minerału (wystarczy 100 tys. atmosfer). - Najbardziej znanym brylantem świata jest Gwiazda Afryki – kamień o masie 530 karatów zdobi brytyjskie berło. W zasadzie nie wiadomo jaka jest jego wartość – król Anglii dostał go w prezencie. Uzyskano go z diamentu Cullinan znalezionego w RPA w 1905 roku, który ważył 621 gram (3106 karatów). Wykonano z niego 105 brylantów (aż 102 trafiło do szlifierzy w charakterze zapłaty za obróbkę) tracąc 65 proc. pierwotnej masy kamienia (to standardowa wielkość “strat”). - Diamenty nie są najdroższymi kamieniami szlachetnymi. Są nimi rubiny birmańskie o kolorze “gołębiej krwi” – są one dwa razy droższe od brylantów. Diamenty to jednak 96 proc. wydobycia kamieni szlachetnych na świecie. - W rejonach wydobycia – pół karata na tonę przeszukiwanej ziemii jest diamentem. To jedno na 10 mln ziaren. Ponieważ takie znalezisko łatwo przeoczyć, “przesiewaniem” ziemi zajmują się specjalnie zaprojektowane maszyny, które rozpoznają diamenty po wadze.. - W rejonach wydobycia – pół karata na tonę przeszukiwanej ziemii jest diamentem. To jedno na 10 mln ziaren. Ponieważ takie znalezisko łatwo przeoczyć, “przesiewaniem” ziemi zajmują się specjalnie zaprojektowane maszyny, które rozpoznają diamenty po wadze. |
Uwaga – karat jako określenie masy nie ma nic wspólnego z karatem służącym jako określenie zawartości czystego złota w stopie. Im większy diament, tym jego cena rośnie w tempie geometrycznym. Dla przykładu brylant jednokaratowy może kosztować 27 tys. dolarów, a trzykaratowy już 200 tys. dolarów.
Drugim czynnikiem jest barwa diamentu – im bardziej przezroczysty, tym droższy. Im większa zawartość koloru, tym kamień jest tańszy. Cena jednokaratowego brylantu może wahać się – tylko ze względu na kolor od 27 tys. do 5,5 tys. dolarów. Jubilerzy dla oznaczeń barwy diamentów używają liter od D do M, gdzie D jest najczystszym kolorem, a w zasadzie jego brakiem. Trzecim z kolei czynnikiem jest czystość diamentu. Te najczystsze pojawiają się bardzo rzadko.
A cena może wahać się bardzo mocno. Jednokaratowy diament o najwyższej klasie czystości może być wart 27 tys. dolarów. O najniższej już tylko 2,3 tys. Czwarty jest wreszcie szlif, będący zresztą tematem niekończących się sporów między jubilerami, co do tego który jest idealny. Przyjmuje się, że najbliższy ideału jest szlif Tolkowskiego. Co ciekawe, Tolkowski nie był nigdy szlifierzem, lecz matematykiem. Określił on idealne proporcje, które powinny cechować brylant, w ten sposób godząc szlifierzy. Ci z Antwerpii czasem forsują jednak wersję, że najlepszy jest ich szlif, nazywany po prostu antwerpskim.
Od tych czynników może wiele zależeć. Trzykaratowy brylant o idealnej barwie, czystości i szlifie może być wart 200 tys. dolarów. Ale ten o najgorszej barwie (żółtej) niskiej czystości i przeciętnym szlifie będzie – mimo swoich trzech karatów – kosztować tylko 4,5 tys. dolarów. Tablice służące pomocą z wyceną diamentów można znaleźć na stronie internetowej Centrum Gemmologicznego (http://www.gemur.pl/).
Diamenty są wieczne, Emil Szweda analityk Open Finance
Źródło:Noble Bank



























































