O potrzebie zmian w mediach publicznych Koalicja 15 października mówiła, zanim formalnie koalicją się stała, a dewastowanie publicznych anten za czasów PiS i chęć naprawienia stanu rzeczy było jednym z głównych haseł i postulatów niesionych na sztandarach podczas kampanii w 2023 roku. Zapowiadana reforma jak na razie zakończyła się jednak na likwidacji, ale projekt wraca. Z nowymi szczegółami, między innymi z zapisem, który można nazwać lex Kurski.


Ile ekip po 1989 roku zasiadało w ławach rządowych, tyle było pomysłów na media publiczne i to jak powinny one funkcjonować, a przede wszystkim jak mają być one “niezależne” od swojego właściciela, a więc państwa - czyli polityków. Teoria teorią, a praktyka praktyką i tak kolejni szefowie na Woronicza zmieniali się wraz z kierunkiem wiatru politycznego, bez znaczenia czy robiła to KRRiT, rady nadzorcze w przypadku p.o, Rada Mediów Narodowych czy w końcu minister w procesie likwidacji.
Od polskiego BBC do mediów narodowych, czyli medialno-polityczny kalejdoskop
Po transformacji dominującą wizją było stworzenie mediów publicznych na wzór BBC – silnych, profesjonalnych, a przede wszystkim niezależnych i realizujących „misję publiczną”. Z czasem model ten zderzył się z brutalną rzeczywistością: polityczną grą o wpływy i logiką rynku, która wymuszała oglądalność. Telewizja publiczna zaczęła być zależna już nie tylko od „właściciela”, czyli państwa i polityków, ale też od reklamodawców. Hybryda okazała się jednak tylko przystankiem w drodze do „mediów narodowych”. Nowej konstrukcji, w której misja została podporządkowana polityce, a pluralizm równoważeniu przekazu.
I tak od trzydziestu lat kolejne rządy obiecują „odpolitycznienie” TVP. W rzeczywistości wizje się zmieniały jak w kalejdoskopie: raz miało być edukacyjnie, raz misyjnie, raz tożsamościowo. Za każdym razem z nową narracją. BBC pozostało zawsze punktem odniesienia, ale z każdą kadencją coraz bardziej odległym.
Nowa ustawa medialna. Lex Kurski?
Po ponad 1,5 roku pracy rządu nad nową wizją mediów publicznych, a więc ustawą medialną, zaczyna ona nabierać kształtów. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zakończyło bowiem pracę nad projektem i tak naszym oczom ukazały się przepisy, które zdaje się, że ponownie krzyczą w naszą stronę BBC. Pytanie tylko, czy znów jako punkt odniesienia…
Plan rządu zakłada między innymi utworzenie 10-letniej bariery, która rozdzielać ma polityków od mediów publicznych. W praktyce więc do pełnienia funkcji w KRRiT oraz w zarządach spółek nie będą mogłyby być delegowane nie tylko osoby ze świata polityki, ale także te, które w ciągu 10 lat wstecz kandydowały w wyborach powszechnych, a to wykluczy między innymi Jacka Kurskiego, obecnego europosła i wieloletniego prezesa TVP, który wielokrotnie odgrażał się powrotem na Woronicza.
Ustawa medialna jest gotowa! To przede wszystkim implementacja Europejskiego Aktu o Wolności Mediów. Jej celem jest stabilne finansowanie mediów publicznych, niezależność władz KRRiT oraz zarządów spółek od władzy. Stąd https://t.co/FNyQSJeaUY. wprowadzony przeze mnie zapis, że… pic.twitter.com/QJESjmewhg
— Maciej Wróbel (@PoselWrobel) July 26, 2025
Czy to jednak faktycznie rozwiązuje problem upolitycznienia? W żadnym stopniu. Bardziej przypomina pudrowanie i stwarzanie fasadowej niezależności, a chyba przede wszystkim ma na celu przyblokowanie powrotu Jacka Kurskiego. Wystarczy zresztą spojrzeć na obecnych likwidatorów oraz poprzedzające ich członków zarządu, którzy z polityką - przynajmniej w wymiarze wyborczym - nigdy nie mieli nic wspólnego, co nie oznacza, że z polityką i politykami kontaktów nie mieli w ogóle. Podobnie sprawa ma się w przypadku KRRiT.
Nowy przepis wyłącza bowiem jedynie pewną grupę ludzi, ale nie likwiduje źródła, którym jest polityczno-medialna kaskada: Sejm, Senat i Prezydent decydują o składzie KRRiT, a ta następnie o zarządach. Tutaj pojawia się jednak mechanizmu rotacyjności, a więc przy zachowaniu 6-letniej kadencji każdego członka KRRiT, co 2 lata miałaby następować wymiana 1/3 składu. Ale czy to coś zmienia? I tak, i nie.
Likwidatorzy do likwidacji? Polska 2050 przejmuje ster w MKiDN i... mediach publicznych?
W dyskusji nad rekonstrukcją rządu, która skupiała się i przez najbliższe dni skupiać będzie się przede wszystkim na resortach gospodarczych, a zwłaszcza kwestii ujednolicenia zarządzania energetyką, na nieco bocznym torze znalazła się niezwykle istotna zmiana, która zaszła w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, skąd kieruje się obecnie mediami publicznymi.
Symulując wpływ na podstawie poprzednich wyników wyborczych, widać wyraźnie, że mechanizm rotacyjności nie likwiduje problemu upolitycznienia, a jedynie rozciąga go w czasie. Przy takich założeniach, Koalicja 15 października mogłaby zdobyć większość w KRRiT dopiero w 2025 roku, czyli dwa lata po przejęciu Sejmu i Senatu. Pełna kontrola nad składem KRRiT, byłaby możliwa najwcześniej w 2027 roku, gdyby wybory prezydenckie wygrał Rafał Trzaskowski, ale przecież wtedy kończy się kadencja obecnego parlamentu.
Rozciągniecie w czasie pozwala zarządom z jednej strony w nieco większym spokoju prowadzić swoją politykę i realizować długoterminowe cele - nie ma bowiem niczego bardziej destrukcyjnego dla firmy, jak ciągłe zmiany zarządów i wizji, a z drugiej strony nie zabezpiecza przed upolitycznieniem.
Transparentne konkursy pomogą?
MKDiN proponuje także, aby zarządy mediów publicznych, a więc Polskiego Radia, Telewizji Polskiej oraz Polskiej Agencji Prasowej były wybierane w konkursach, które będą transmitowane na żywo. Transparentność zawsze jest w cenie, ale ma znaczenie tylko wtedy, kiedy władza przejmuje się opinią publiczną, a niestety szczególnie w ostatnich latach w polityce poziom braku poczucia żenady osiągnął takie apogeum, że kamery i tak w niczym nie będą przeszkodą. Dziennikarze jak donosili, tak donoszą o wynikach konkursów grubo przed ich rozstrzygnięciem, a te i tak biegną swoim wcześniej wyznaczonym czy raczej namaszczonym rytmem.
Zamiast oglądać się na BBC, może rzućmy okiem na NPR?
Być może warto więc spojrzeć nie w stronę brytyjskiego BBC, gdzie kontrola nad mediami publicznymi wciąż pozostaje blisko struktur państwa, lecz na modele bardziej społeczne – jak amerykańskie NPR czy niemieckie ZDF.
W Stanach Zjednoczonych National Public Radio nadzoruje National Public Radio Board, rada złożona z przedstawicieli lokalnych rozgłośni, organizacji pozarządowych, środowisk akademickich i biznesowych. W Niemczech natomiast ZDF-Fernsehrat, czyli rada programowa drugiego kanału publicznego, obejmuje ponad 60 członków reprezentujących Kościoły, związki zawodowe, uniwersytety, środowiska żydowskie, federalne kraje związkowe i partie, ale bez dominacji którejkolwiek z nich.
W obu przypadkach powołanie władz nie jest efektem układu sejmowego czy prezydenckiego, lecz wynikiem kompromisu między wieloma grupami. Taki system oczywiście nie eliminuje wpływów, ale je dywersyfikuje i zmienia logikę kontroli z partyjnej na obywatelską, a to zawsze coś.
Celna ruletka USA. W co gra Donald Trump?
Od blisko 200 dni Donald Trump czyni Stany Zjednoczone wielkimi, głównie wywołując to mniejsze, to większe wojny i wojenki handlowe, i to nawet z najbliższymi sojusznikami. 1 sierpnia mija kolejny wyznaczony przez prezydenta USA “deadline”, kiedy amerykańskie cła mają wejść w życie. W Gospodarczym Punkcie Widzenia postanowiliśmy więc sprawdzić, jak wygląda stany gry, czy pokerzysta w Białym Domu ma mocne karty, a przede wszystkim kto w tej grze jest na plusie, a kto na minusie - nie tylko ekonomicznym.


























































