Nie było odbicia po piątkowych spadkach. S&P500 w drzazgi połamał kluczowe wsparcie i runął w dół, wyznaczając najniższy kurs zamknięcia od 14 miesięcy. To może być nie tylko druga w tym roku korekta na Wall Street. To może być początek bessy.


Już w piątek nowojorskie indeksy straciły po przeszło 1% i znalazły się na skraju przepaści - tj. tuż powyżej jesiennych minimów. A w poniedziałek zrobiły wielki krok naprzód. S&P500 zaliczył spadek o 2,08%, zatrzymując się dopiero na wysokości 2 545,94 pkt. Bykom nie powiodła się podjęta w trakcie sesji próba powrotu powyżej 2600 punktów.
Skutkiem był czytelny sygnał sprzedaży, za jaki należy uznać zejście poniżej dołków z października i listopada. S&P500 zatrzymał się dopiero na poziomie śródsesyjnych minimów z lutego, nieznacznie je naruszając. Ale i tak wyznaczył najniższy kurs zamknięcia od października 2017 roku. S&P500 znalazł się też prawie 4,8% poniżej poziomu z początku roku. Zapowiada się zatem pierwszy czerwony rok od pamiętnego krachu z 2008 - jeśli pominąć mikroskopijną stratę (-0,7%) z roku 2015.
Jeszcze więcej - bo o 2,27% - w dół poszedł Nasdaq, który w ten sposób znalazł się pod kreską w skali całego roku. Dow Jones zniżkował o 2,21% i po poniedziałkowej sesji jest stratny 4,6% YTD. Oznacza to, że amerykański rynek akcji przeszedł drogę z historycznego szczytu do ponad rocznego minimum w niespełna trzy miesiące. Indeks NYSE Composite - najszerszy wskaźnik cen akcji w USA - znalazł się na najniższym poziomie od maja 2017 roku.
Miażdżąca dla byków była giełdowa statystyka. Indeksy wyznaczyły przeszło roczne minima przy obrotach o jedną szóstą wyższych od średnich z poprzednich 20 sesji. W indeksie S&P500 tylko jedna spółka ustanowiła roczne maksimum notowań, za to aż 116 zaliczyło 52-tygodniowe dołki. W indeksie Nasdaq stosunek ten wyniósł 10 do 556. Na NYSE walorów zniżkujących było przeszło 5-krotnie więcej niż zwyżkujących.
Przeczytaj także
W poniedziałek nie było jednego czynnika, który przesądziłby o wygranej niedźwiedzi. W grę wchodziły raczej akumulowane od dłuższego czasu obawy o przyszłoroczny wzrost gospodarczy, politykę Rezerwy Federalnej, wojnę handlową z Chinami czy też po prostu o to, że rynek byka po prostu dożył swych dni, mając na liczniku niemal 10 lat hossy.
O tym, że na Wall Street zawitała dawno niewidziana bessa przekonany jest Jeffrey Gundlach, szef DoubleLine Capital. Zrzeszający mniejsze spółki indeks Russell2000 spadł już o 20% od szczytu, co w Ameryce uznaje się za początek bessy. Teraz ostatnią nadzieją giełdowych byków jest Rezerwa Federalna, której kierownictwo spotyka się we wtorek i w środę. Rynek chce wierzyć, że grudniowa podwyżka stopy funduszy federalnych będzie ostatnią w cyklu i że uratuje rynek akcji przed dalszymi spadkami.
Krzysztof Kolany
























































