Od miesięcy przez rynki finansowe przetacza się debata o możliwym pęknięciu bańki wokół sztucznej inteligencji. Najnowsze dane płynące z Tajwanu każą jednak odłożyć te obawy na później. TSMC pokazało wyniki, z których jasno wynika, że popyt na sprzęt AI nie hamuje, a układy scalone schodzą z taśm produkcyjnych na pniu, co nie oznacza, że jest kolorowo.


W pierwszych dwóch miesiącach roku przychody Taiwan Semiconductor Manufacturing Co. (TSMC) wzrosły o 30 proc. Łączna sprzedaż za styczeń i luty dobiła do poziomu 718,9 mld TWD (czyli około 22,6 mld USD). Co więcej, w samym lutym dynamika wyniosła 22 proc. i to pomimo przesunięć w kalendarzu związanych z Księżycowym Nowym Rokiem. Rynkowe byki mają więc powody do zadowolenia, a analitycy już teraz zakładają, że cały pierwszy kwartał zamknie się dla spółki 33-procentowym wzrostem.
Dlaczego to tak ważne dla całego rynku technologicznego? Tajwański gigant to główny producent układów dla takich tuz, jak Nvidia, AMD czy Broadcom, będąc tym samym najlepszym barometrem koniunktury w globalnej branży AI.
Big Tech wciąż nie zdejmuje nogi z gazu, a najbogatsi w branży - a więc Alphabet (Google), Amazon, Meta i Microsoft zarezerwowali na ten rok budżety inwestycyjne rzędu ponad 650 mld dolarów. Dopóki te pieniądze płyną na rynek, dopóty TSMC będzie notować świetne wyniki.
Na tym szkiełku pojawiają się jednak rysy - geopolityczne i makroekonomiczne
To, że sprzedaż krzemu idzie dziś świetnie, nie oznacza, że hossa potrwa wiecznie. Na horyzoncie widać wyzwania, o których inwestorzy nie powinni zapominać, a na pierwszy plan wysuwają się ryzyka geopolityczne. Obecna eskalacja na Bliskim Wschodzie rzutuje na branżę AI w sposób, którego rynki początkowo nie zakładały. Ostatnie irańskie uderzenia to już nie tylko ataki na infrastrukturę petrochemiczną. W strefie podwyższonego ryzyka, a nierzadko wręcz na celowniku, znalazły się powstające w regionie, warte miliardy dolarów centra danych, chociażby te Amazona, które z racji na swój amerykański rodowód, wysoką cenę i znaczenie, stał się łakomym kąskiem dla dronów i rakiet posyłanych masowo z Teheranu.
Co więcej, otwarty konflikt zbrojny odcina Dolinę Krzemową od lukratywnego źródła kapitału. Nie jest tajemnicą, że to właśnie bliskowschodnie petrodolary w dużej mierze finansowały i pompowały inwestycyjną bańkę wokół sztucznej inteligencji. Państwowe fundusze majątkowe potęg naftowych były w ostatnich latach głównymi dostarczycielami gotówki dla amerykańskich startupów i potężnych projektów infrastrukturalnych. Konieczność gwałtownej rewizji budżetów i przekierowania miliardów dolarów na zbrojenia oraz stabilizację wewnętrzną (wystarczy spojrzeć na rewizję ambitnego projektu linearnego miasta na pustyni) oznacza, że to źródełko może i jeszcze całkowicie się nie wyczerpie, ale na razie będzie dawało zdecydowanie mniej wody - co zresztą już widać w przypadku Oracle, które szykuje się do bezprecedensowej fali zwolnień; właśnie w związku z ograniczeniem finansowania.
Do tego dochodzi klasyczny szok makroekonomiczny. Sztuczna inteligencja wręcz pożera energię, a zawirowania wokół bliskowschodnich rafinerii i szybów naftowych natychmiast uderzają w ceny surowców. Dla globalnej gospodarki oznacza to powrót presji inflacyjnej, co wiąże ręce bankom centralnym i wymusza utrzymanie wyższych stóp procentowych. Droga energia i drogi pieniądz to z kolei najgorsze z możliwych środowisk dla kapitałochłonnych projektów. Kiedy bowiem koszty finansowania długiem drastycznie rosną, wszyscy zmuszeni są ciąć koszty, a plany rozbudowy kolejnych gigantycznych serwerowni trafiają do szuflady.
Gdzie ta szuflada? Już widać ją na rynku
Nie trzeba szukać daleko. Jak donosił niedawno Bloomberg, Oracle i OpenAI po cichu porzuciły plany budowy swojego flagowego, gigantycznego centrum danych w Teksasie. Negocjacje ugrzęzły w martwym punkcie właśnie z powodu rosnących kosztów finansowania, zmieniających się wymogów i braku odpowiedniej infrastruktury energetycznej na miejscu.
Niemniej jednak bańka AI (jeszcze) nie pęka. Rewelacyjne wyniki TSMC udowadniają, że popyt na krzem wciąż jest gigantyczny, a "sprzedawcy łopat" mają się świetnie w trwającej gorączce cyfrowego złota. Powoli zmieniają się jednak zasady tej gry i sama emocja rynku. Faza bezkrytycznego pompowania kapitału kończy się, a rynek wchodzi w etap weryfikacji. Czy bolesny? To się okaże. Na razie raczej nie.

























































