Wydarzenia w Wenezueli to przykład powrotu do polityki wielkich mocarstw i zaznaczenie, że region jest pod wpływem amerykańskim - ocenił dla PAP amerykanista prof. Tomasz Płudowski. Spodziewam się, że zostaną przeprowadzone wybory; USA będą miały najprawdopodobniej dostęp do złóż, a przynajmniej lepsze warunki handlowe - wskazał.


W sobotę około godz. 2 nad ranem czasu lokalnego (godz. 7 w Polsce) w stolicy Wenezueli słychać było kilka eksplozji i nisko przelatujące samoloty. Prezydent USA Donald Trump ogłosił później, że Stany Zjednoczone przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę, a Maduro wraz z żoną Cilią Flores zostali pojmani i wywiezieni z kraju. Amerykańscy urzędnicy zasugerowali, że Maduro stanie przed sądem w USA.
Wśród celów zaatakowanych w sobotę przez wojsko USA w Wenezueli były prawdopodobnie Fort Tiuna w Caracas, gdzie mieści się resort obrony i dowództwo armii, a także baza lotnicza La Carlota, lotnisko w Higuerote oraz szkoła wojskowa w La Guaira – podał portal Infobae, analizując materiały publikowane w serwisach społecznościowych. Najważniejsze instalacje państwowego wenezuelskiego koncernu naftowego PDVSA nie ucierpiały w wyniku ataków, a prace związane z wydobyciem i rafinacją ropy prowadzone były w sobotę normalnie – podała agencja Reutera, powołując się na dwa źródła zapoznane z działaniem firmy.
- To co się wydarzyło nie było niespodziewane, presja militarna USA na Wenezuelę była oczywista. Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro, jak podają media, został aresztowany i wywieziony z kraju. Spodziewam się, że zostaną przeprowadzone wybory – powiedział PAP prof. Płudowski z Uniwersytetu Vizja.
Powrót do „doktryny Monroe” sprzed 200 lat
- To co się stało jest realizacją zmieniającej się doktryny amerykańskiej i jednocześnie pewnego rodzaju powrotem do „doktryny Monroe” sprzed 200 lat, która dzieliła świat na półkulę wschodnią oraz zachodnią i dawała Stanom Zjednoczonym prawo do decydowania o tym, co się dzieje na tej półkuli – wskazał Płudowski.
Wówczas, jak dodał, z jednej strony Stany Zjednoczone zobowiązywały się do nieingerowania w sprawy głównie europejskie, z drugiej strony żądały braku zaangażowania innych, głównie Europejczyków, na ich półkuli. - Teraz byśmy mówili o Rosji oraz Chinach i ich braku ingerencji w sprawy półkuli zachodniej, czyli obydwu Ameryk – wyjaśniał amerykanista.
Amerykańska „doktryna Monroe”, przestawiona 2 grudnia 1823 r. w orędziu do Kongresu przez prezydenta Jamesa Monroe, głosiła iż kontynent amerykański nie może podlegać dalszej kolonizacji ani ekspansji politycznej ze strony Europy. W zamian prezydent Monroe zapowiadała, że Stany Zjednoczone nie będą ingerowały w sprawy państw europejskich i ich kolonii. Doktryna ta stała się fundamentem amerykańskiej polityki izolacjonizmu, pod hasłem „Ameryka dla Amerykanów”.
- Myślę, że Wenezuelczycy z jednej strony czują się oczywiście zagrożeni i są na pewno tacy, którzy patrzą na Stany Zjednoczone – to jest zresztą popularny pogląd w Ameryce Południowej – jako na państwo imperialistycznie. Historycznie, Latynosi patrzą na Amerykę tak, jak my patrzyliśmy na Rosję – ocenił prof. Płudowski.
- Z drugiej strony wielu Wenezuelczyków jest niezadowolonych z porządków, które tam panują. Obywatele są coraz biedniejsi, chyba jedna trzecia obywateli Wenezueli emigrowała do innych krajów. Wiele osób zapewne liczy, że zapanuje tam porządek i demokracja, a kraj się wzbogaci również na złożach, które posiada. Dotychczas to w niewielkim stopniu przekładało się na ogólny dobrobyt w tym kraju – dodał ekspert.
Zapytany o amerykańskie cele oraz międzynarodowe konsekwencje agresji USA na Wenezuelę, prof. Płudowski powiedział, że celem USA jest pokazanie potęgi Stanów Zjednoczonych w stosunku do przywódców świata, głównie Rosji i Chin. - Rosja wspierała Maduro, a Chiny były z kolei odbiorcą ropy. Mamy tutaj przykład powrotu do polityki wielkich mocarstw i zaznaczenie, że ten region znajduje się pod wpływem amerykańskim - dodał.
Ekspert ocenił, że Stany Zjednoczone będą miały najprawdopodobniej dostęp do wenezuelskich złóż ropy, a przynajmniej lepsze warunki handlowe. - Dotyczy to również innych minerałów, dlatego że jest to kraj bogaty w naturalne zasoby. - wskazał. - Może to oczywiście osłabić również transport narkotyków do Stanów Zjednoczonych, natomiast większość narkotyków dostaje się tam z zupełnie innych regionów - zaznaczył. (PAP)
szt/ ktl/


























































