REKLAMA
TYLKO U NAS

Wykolejona prywatyzacja

2007-02-20 06:08
publikacja
2007-02-20 06:08
Na koniec 2006 roku wartość majątku państwowego w składnikach gospodarczych znacznie przekroczyła wartość 125 mld zł. Największą częścią składową stanowi majątek w jednoosobowych spółkach skarbu. Pozostałą kwotę dają akcje lub udziały w spółkach publicznych i pozostałych przedsiębiorstwach.

Część z tych firm wymaga natychmiastowych inwestycji, na które zwykle Skarb Państwa nie ma pieniędzy. Nie zawsze taka pomoc jest zresztą możliwa, bo przecież wszelkim inwestycjom przyglądają się urzędnicy z Komisji Europejskiej. Często więc najlepszym rozwiązaniem byłaby sprzedaż majątku zagranicznemu lub polskiemu inwestorowi. Niestety, pod rządami PiS na prywatyzację nie mamy chyba co liczyć.

Na 24 listopada ub.r. przychody z prywatyzacji wyniosły zaledwie nieco ponad 400 mln zł. To niespełna 10 proc. założonego planu. Przychody z prywatyzacji w 2006 roku były najniższe od 14 lat. Co więcej, mimo dobrej koniunktury nie skorzystano z okazji, aby prywatyzować spółki poprzez giełdę. A to najbardziej przejrzysta metoda sprzedaży państwowego majątku. Na Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowała (22 grudnia) tylko jedna spółka - zajmujący się m.in. kolportażem Ruch SA. Należy jednak dodać, że akcje debiutującej na warszawskim parkiecie spółki pochodziły z nowej emisji, Skarb Państwa pozostawił wszystkie swoje papiery w portfelu. Co takiego się więc stało, że prywatyzacja stanęła? Nie ma chętnych?

Bezpieczne nicnierobienie


Zdaniem analityków, chętnych na prywatyzację jest sporo. Polska niedługo będzie obchodziła trzecią rocznicę wejścia do Unii Europejskiej. Wciąż jesteśmy postrzegani jako bardzo perspektywiczny rynek, który będzie się szybko rozwijał i generował coraz większe przychody. Rynek atrakcyjny, bo tworzy go niemal 40 mln konsumentów.

- Chcemy inwestować, ale nic się nie prywatyzuje - mówi przedstawiciel dużego zagranicznego koncernu energetycznego.

- Mam wrażenie, że w znacznej części zatrzymanie prywatyzacji to efekt obaw rządzącej ekipy, że może dojść do pomyłek - ocenia Adam Grad, poseł PO, przewodniczący sejmowej komisji skarbu. - Zarówno PiS, jak i Samoobrona oraz LPR, są przeciwnikami prywatyzacji. Ze sloganu „powstrzymajmy prywatyzację” zrobiły sobie hasło wyborcze. Teraz trudno im od tego odstąpić. Co więcej, zawsze w prywatyzacji pojawiały się jakieś wątpliwości: zbyt niska cena, inwestor nie wywiązał się ze swoich obietnic, ryzyko rynkowe. Mimo że to ułamek wszystkich procesów prywatyzacyjnych, rzucił na prywatyzację ponury cień. Obecna ekipa woli więc nic nie robić, bo w ten sposób nie popełni żadnych błędów - dodaje Grad.

Prawie wszyscy nasi rozmówcy przyznają, że PiS w Ministerstwie Skarbu stosuje tę samą metodę, co Lech Kaczyński będąc prezydentem stolicy. Minimalna liczba decyzji wyklucza możliwość popełnienia błędów. Ryzyko negatywnych następstw politycznych jest więc znikome. Polityk PO: nikt nigdy nie będzie chciał powołać jakiejś specjalnej komisji śledczej do spraw zbadania prywatyzacji przeprowadzonej przez PiS, bo ta po prostu tego nie robi.

Obsesja nieżyczliwych krajów

Dlaczego rząd PiS, Samoobrony i LPR nie chce prywatyzować? Strach przed popełnieniem błędów nie jest jedynym powodem. Obawy wynikają także z podejścia koalicjantów do polityki prywatyzacyjnej poprzednich ekip. Trudno samemu propagować sprzedaż majątku narodowego skoro o poprzednich ekipach prominentni politycy koalicji wypowiadają się właściwie tylko negatywnie. Wciąż słyszymy o rozkradaniu majątku narodowego, wyprzedaży za bezcen. PiS chce uniknąć takich komentarzy.

Są także i inne powody. Jak mówi polityk Platformy Obywatelskiej, koalicja obsesyjnie boi się wpuszczenia zagranicznych inwestorów, bo oznaczałoby to utratę kontroli nad prywatyzowanymi firmami. - Owszem, mówi: chodźcie i zainwestujcie u nas, ale od podstaw, na udział w prywatyzacji państwowych firm nie macie jednak co liczyć - wyjaśnia nasz rozmówca.

Zresztą tę obsesję obaw przed zagranicznymi inwestorami pośrednio potwierdził niedawno swoją wypowiedzią wiceminister skarbu Paweł Szałamacha. Zapytany o możliwość ewentualnego dokończenia prywatyzacji Grupy Lotos i PKN Orlen (ślimaczy się to już od ponad pięciu lat) stwierdził krótko, że nie ma na to żadnych widoków. Jednak ciekawsze było uzasadnienie tej opcji. Okazało się, że resort obawia się, że ewentualna prywatyzacja obu firm mogłaby spowodować, że ich akcje trafią w ręce krajów nam nieżyczliwych.

- Nawet jeśli byśmy sprzedali akcje inwestorowi z zaprzyjaźnionego kraju, to mógłby on po pewnym czasie odsprzedać je firmie z kraju, którego nie życzymy sobie w tak strategicznych firmach - mówi Szałamacha.

Jako przykład takiej sytuacji podaje Węgry. Tamtejszy koncern gazowy został sprzedany firmom niemieckim, które udziały w nim odsprzedały rosyjskiemu Gazpromowi.

Ekonomista z dużego banku, który chce pozostać anonimowy, uważa, że takie podejście dowodzi braku elementarnej wiedzy.

- W obecnym coraz bardziej globalnym rynku jest coraz mniej miejsca dla narodowych, nie mających żadnych powiązań kapitałowych, firm. W największych koncernach akcjonariusze pochodzą zwykle z wielu państw. Czasem tych, które nie są najbardziej lubiane - wyjaśnia nasz rozmówca. - Ciekawe, jak zachowałby się minister, gdyby po akcje Lotosu lub PKN zgłosił się międzynarodowy gigant, jakim jest koncern BP. Czy byłby do zaakceptowania? BP ma wspólne przedsięwzięcie z rosyjską kompanią naftową TNK - dodaje ekonomista.

- To ciekawe podejście, trudno spotkać dużą globalną firmę, w której akcjonariacie są tylko właściciele, którzy nam się podobają - uważa doradca inwestycyjny Adam Ruciński.

Zresztą nikt nie wie, czy w Orlenie już nie są zadomowieni Rosjanie. Należy pamiętać, że akcjonariuszami PKN są właściciele GDR-ów (tzw. globalnych kwitów depozytowych). Kupowali je poza granicami kraju, obecnie reprezentuje ich bank depozytariusza, Bank of New York. Czy wśród nich są Rosjanie? Najprawdopodobniej tak. Co więcej, akcje Orlenu Rosjanie mogą także kontrolować poprzez fundusze inwestycyjne. Od kilku lat na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy spółki reprezentowanych jest zwykle mniej niż połowa aktualnych posiadaczy papierów. Także i wśród nieobecnych mogą być osoby reprezentujące rosyjskie koncerny naftowe.

Dywidendy - drenaż spółek

Zastopowanie prywatyzacji przynosi kłopoty zarówno rządowi, jak i samym firmom. Po pierwsze, zgodnie z dokumentami z Ministerstwa Skarbu, przychody netto z prywatyzacji miały wynieść ponad 4,2 mld zł. Te pieniądze miały trafić do budżetu. Jednak od początku roku prywatyzacja miała bardzo wolne tempo. Efekt jest taki, że resort musiał znaleźć pieniądze gdzie indziej. Na szczęście większość spółek w 2005 roku zanotowała rekordowe zyski.

Nic więc dziwnego, że kierowany przez Jasińskiego resort postanowił to wykorzystać. Padły liczne rekordy w wysokości dywidend. - Wolałbym, aby wypracowane w naszej firmie zyski zostały przeznaczone na dalszy rozwój firmy, ale prawem właściciela jest wzięcie dywidendy - przyznaje prezes giełdowej spółki z Ministerstwem Skarbu w roli dominującego akcjonariusza.

Taki drenaż spółek krytykują ekonomiści.

- Resort powinien dokładnie zastanowić się nad swoimi decyzjami - mówi prof. Witold Orłowski z PriceWaterhouseCoopers. - Spółki muszą mieć zapewnione środki na rozwój. Brak inwestowania oznacza, że firma się faktycznie cofa. A jak spółka ma inwestować, skoro zabierze się jej większość pieniędzy?

Zdaniem Orłowskiego, wysokie dywidendy ze spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa oznaczają, że rząd zamiast samemu zwiększać deficyt, zmusza do zadłużania się firmy.

- Na krótszą metę to możliwe rozwiązanie. Jednak jeżeli okaże się, że firmy mają kłopoty, wówczas skarb będzie musiał zapłacić za uprzednie drenowanie - dodaje Orłowski.

Jednak resort z poboru dywidend z pewnością nie zrezygnuje. Zwłaszcza że są one formalnie dochodem. Oznacza to, że nie trzeba od nich (jak od przychodu) odprowadzać podatków. Na szczęście w kilku przypadkach - tam, gdzie spółki były w trakcie akwizycji (PKN Orlen) - skarb z pozyskania dywidendy zrezygnował.

Wstrzymanie prywatyzacji ma także poważne następstwa polityczne.

- To, jak rząd radzi sobie z prywatyzacją, jest także pilnie obserwowane przez zagraniczne państwa - mówi Grad. - A państwo, które nagle kończy prywatyzację, podając dość wydumane przyczyny, traci na wiarygodności.

Chodzi o skandal związany z zastopowaniem prywatyzacji zakładów chemicznych w Tarnowie i Kędzierzynie. Obie firmy miała kupić niemiecka spółka Petro Carbo Chem. Cena była już umówiona w połowie roku. Gdy wydawało się, że wszystko zmierza do szczęśliwego finału, okazało się, że resort zerwał negocjacje. Jako powód została podana zbyt niska cena zaoferowana przez niemieckiego oferenta. Takie stwierdzenie zostało przez specjalistów uznane za unik. Wizerunek państwa wobec potencjalnych inwestorów zdecydowanie ucierpiał.

Nowe otwarcie?

Resort skarbu ma tego świadomość i zapowiada zintensyfikowanie prac. Ma opracować więcej dokumentów, uszczegółowić swoje plany. Efektem ma być więcej spektakularnych prywatyzacji. Sztandarową ma być sprzedaż poprzez giełdę 30 proc. pakietu akcji Grupy Południe (wcześniej Południowa Grupa Energetyczna, m.in PKE, dystrybutorzy EnergaPro i Enion oraz Elektrownia Stalowa Wola). Resort chce ponownie wystawić na sprzedaż Zakłady Azotowe w Kędzierzynie, ZA Tarnów ma trafić na giełdę.

- To pozytywne informacje, tyle że to tylko zamierzenia - komentuje plany resortu Ruciński. - Mam nadzieję, że efektem tych planów nie będą tylko stosy zapisanych kartek.

Resort zamierza także przekonać do prywatyzacji społeczeństwo. - To dziwne, skoro generalnie prywatyzacja jest odbierana dość przychylnie, aczkolwiek zdarzają się i patologie - przyznaje Grad.

Na razie nie wiadomo, czy w przekonywaniu Polaków będą wykorzystywane dane resortu, pokazujące, jak inwestorzy wywiązują się z inwestycji. Zgodnie z nimi aż 98 proc. inwestorów wywiązuje się z inwestycyjnych obietnic. Co więcej, w minionych 15 latach inwestycje w sprywatyzowanych przedsiębiorstwach były aż o 30 mld zł większe niż początkowo deklarowano.

Dariusz Malinowski
Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~KR
Czy Ruciński to ten co ma tik nerwowy?
~czytelnik
Szkoda, że w treści artykułu nie ma nawet śladu troski o interes Skarbu Państwa.
Uczciwość powinna nakazać autorowi dopisanie uwagi: "artykuł sponsorowany przez przebierających nogami inwestorów" .

Powiązane: pknorlen

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki