Tak reklamowany jest najnowszy serial "Władcy przestworzy", który w mijającym tygodniu trafił na Apple TV. Byłaby to trzecia część opowiadająca o losach żołnierzy w czasie II wojny światowej (drugą był "Pacyfik"), której domem było HBO. Co się stało, że stacja wypuściła z rąk taki megahit?


Nowy serial wojenny Apple TV przybliża losy żołnierzy z 100. Grupy Bombowej, nazywanej także "Krwawą setką". To oni na swoich bombowcach B-17 od wiosny 1943 roku przeprowadzali naloty bombowe bezpośrednio w Niemczech. Zmagali się z ekstremalnymi warunkami atmosferycznymi, brakiem tlenu na 7 tys. metrów i obroną przeciwlotniczą Trzeciej Rzeszy. I jak w każdym oddziale część bohaterów szczęśliwie wróciła do domu do domu, część zginęła zestrzelona, część została rozstrzelana, a niektórzy zostali zestrzeleni i schwytani. Sądząc po trailerze, widzowie dostaną szansę na podniebne bitwy, naziemne emocje i szczyptę amerykańskiego patosu zmieszanego z błotem okopów, tak uwielbianego od czasu "Szeregowca Ryana".
Kino wojenne wraca w wielkim stylu
Za realizację serialu odpowiada "wielkie trio": Tom Hanks, Steven Spielberg i Gary Goetzmann, którzy wcześniej wypuścili ze swoich rąk "Kompanię Braci" i 10 lat później "Pacyfik". Podobnie jak przy poprzednich produkcjach i tutaj mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym (obsada liczy sobie 200 osób), choć jest kilka wyróżniających się żołnierzy. Przede wszystkim to dwójka przyjaciół, których charaktery nie mogłyby być bardziej różne: major Gale "Buck" Cleven, w którego wcielił się Austin Butler, znany z "Elvisa", i major John Bucky Egan, zagrany przez Calluma Turnera, którego widzowie mogą kojarzyć z "Fantastycznych zwierząt". Zaciągnęli się do wojska jeszcze przed Pearl Harbor i obydwaj są zgodni, że należy przeciwstawić się złu.
Zobacz także
Oni i ich koledzy są przedstawieni, podobnie jak w poprzednich częściach trylogii wojennej, jako ludzie z krwi i kości, a nie nieskalani superbohaterowie, którzy mają dokonać - zdawałoby się - niemożliwego, czyli zniszczyć Luftwaffe. I co zaciekawić może polskich widzów, w serialu pojawi się Joanna Kulig ("Zimna wojna").
Serial pokazuje całą gamę odcieni wojny w powietrzu - jest nalot na Bremę (który był chrztem bojowym "Krwawej setki"), w której mieściły się zakłady lotnicze i powstawał bunkier dla U-Bootów, przez nieudane skoordynowane ataki na Ratyzbonę i Schwerin, po walki o Berlin. Widzowie mogą obserwować cały szlak bojowy "Setki".
W przeciwieństwie do swoich poprzedników z "Kompanii braci" i "Pacyfiku", jeśli mają szczęście wrócić cało z nalotu do Wielkiej Brytanii, mogą spokojnie iść na potańcówkę, odsapnąć, zjeść dobrą kolację czy po prostu upić się w lokalnym pubie (prawie jak studenci na wymianie z Erasmusa). Oglądający mają więc szansę na "złapanie oddechu", ale tylko do połowy sezonu. Śmiertelność wzrasta wraz z liczbą dziennych lotów, które miały ułatwić precyzyjne ataki na cele strategiczne w Niemczech, ale jednocześnie wystawiały te latające fortece jak na talerzu, a pojmani lotnicy trafiają do obozów. Łącznie z "Krwawej Setki", która oczywiście była uzupełniana, stracono 184 załogi (zginęło lub zaginęło 785 lotników - na załogę składało się średnio 10 żołnierzy, a 229 samolotów zostało strąconych lub uszkodzonych tak poważnie, że nie nadawały się do naprawy).
Dlaczego nie w HBO?
Scenariusz do nowej produkcji powstał na biurku Johna Orloffa w oparciu o książkę "Masters of the Air: Americas Bomber Boys Who Fought the Air War Against Nazi Germany". Produkcja od początku była robiona pod HBO, jak zresztą poprzednie. Jednak stacja nie była w stanie wyłożyć tylu pieniędzy, ile oszacowano, by powstał spektakularny serial. Jak przyznał Gary Goetzman w wywiadzie dla IGN, "HBO nalegało, żebyśmy zrobili ten serial [...] Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o budżecie, było oczywiste, że [HBO - przypis red.] nie da sobie z tym rady, przynajmniej w tamtym momencie. Steven Spielberg powiedział: Chodźmy do Apple TV. Tam szefowie powiedzieli: Po prostu nie przekraczajcie tej kwoty, a my jesteśmy z wami".
O jakiej kwocie mowa? Z doniesień "Hollywood Reporter" wynika, że budżet oscyluje wokół kwoty 250 mln dolarów za 10 odcinków (choć i pojawiają się głosy, że około 300 mln dolarów). Najczęściej powtarzana jest kwota 28 mln dolarów za odcinek. Sama makieta bazy w brytyjskim hrabstwie Norfolk miała kosztować około 7 mln dolarów. Przypomnijmy, że "Kompania braci" kosztowała 125 mln dolarów, a "Pacyfik" - 217 mln dolarów. To więcej niż budżet "Rodu Smoka" ze stajni HBO (też częściowo sceny rozgrywają się w powietrzu) czy netfliksowego "Stranger Things", ale zaledwie jedna czwarta budżetu "Władcy pierścieni: pierścienie władzy" od Amazona.
To na pewno kawałek dobrego kina, za którym zresztą stoi talent i doświadczenie jego twórców, którzy choćby ze względów wizerunkowych nie mogą sobie pozwolić na "bylejakość" (vide: netfliksowy "Wiedźmin"). Jak zapewniają producenci, ministerial można oglądać w oderwaniu od jego poprzedników.
Czy tak jak "Kompania braci" "Włady przestworzy" pokażą, że można zrobić dobry serial wojenny i okażą się być czystą dawką adrenaliny?
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.



























































