Przystojny mężczyzna stojący przy barze trzyma w dłoni zapalonego papierosa, a w drugiej szklankę whisky. Z dwóch stron siedzą ponętne blondynki. Taki właśnie obraz staje przed oczami miłośnikom Franka Sinatry, gdy tylko z głośników rozlegają się pierwsze takty „New York, New York” lub „I’ve Got You Under My Skin”.
Był 1915 rok. W Europie trwała I wojna światowa, a w Berlinie Albert Einstein odkrywał tajemnice wszechświata, pracując nad ogólną teorią względności. Ameryka zaprzątała sobie głowę innymi sprawami. Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych odrzuciła propozycję przyznania kobietom praw wyborczych, a w Waszyngtonie położono kamień węgielny pod pomnik Abrahama Lincolna. Urodziło się też wtedy kilkoro dzieci, których nazwiska miały stać się bardzo sławne: Ingrid Bergman, Orson Welles, Edith Piaf i Frank Sinatra.
Ten ostatni chłopiec przyszedł na świat w stanie New Jersey, w rodzinie strażaka o sycylijskich korzeniach. Największy wpływ na dzieciństwo młodego Fransisa (bo naprawdę tak miał na imię) wywarło radio. Wynalazek Marconiego znany był już od lat, ale dopiero w latach 20. zaczęły powstawać rozgłośnie radiowe, których audycje były słuchane z magicznych skrzynek w amerykańskich domach.
ReklamaZobacz także
Przygodę z muzyką Sinatra rozpoczął od śpiewania w knajpach i restauracjach na terenie New Jersey. Już jako młodzieniec otarł się o profesjonalną estradę. Najpierw występował z własnym kwartetem jazzowym Hoboken Four, a potem w orkiestrze Harry'ego Jamesa, z którą zaczął podbijać Nowy Jork. Największą popularność zdobył Sinatra w latach 40. Jako wokalista orkiestry Tommy’ego Dorseya zdominował swoimi piosenkami wszystkie amerykańskie listy przebojów. Wraz z tą orkiestrą Frank Sinatra pojawił się także w dwóch produkcjach filmowych – „Las Vegas Night” i „Ship Ahoy”. Swingowe ballady Sinatry śpiewała cała Ameryka. Kolejne lata w życiu piosenkarza to okres intensywnej pracy i kolejnych sukcesów. Sinatra poświęcił się karierze solowej. Ogromną popularność zdobył występując wraz z Bennym Goodmanem w Paramount Theatre w Nowym Jorku. Został wtedy uznany za idola nastoletniej publiczności.
W trakcie II wojny światowej piosenki Sinatry stały się amerykańskim dobrem narodowym, były dedykowane walczącym na froncie żołnierzom i miały wydźwięk patriotyczny. Od tego czasu piosenkarz często brał czynny udział w obchodach Święta Niepodległości. Pewnego razu zażartował sobie z tego, mówiąc: „Zawsze chciałem spędzić 4 lipca w podwójnym hamaku z rudowłosą dziewoją, ale nigdy nie znalazłem podwójnego hamaka.”
W późnych latach 40. i na początku lat 50. Kariera muzyczna Sinatry podupadła. Jednak w 1953 roku powrócił w wielkim stylu, tym razem jako aktor, występując w filmie „Stąd do wieczności”. Po sukcesie filmowym, Sinatra odbił się od dna również w muzyce, nagrywając kolejne przeboje. Dodatkowo artysta udzielał się w radiu i telewizji. W programie „The Frank Sinatra Show” prezentował swoje ulubione piosenki. Wystąpił też w teatrze w spektaklu „Met Danny Wilson”, co pozwoliło mu nie tylko na zaprezentowanie swoich aktorskich umiejętności, ale także na wypromowanie takich utworów, jak: „That Old Black Magic”, „I've Got A Crush On You” i „How Deep Is The Ocean”.
W latach 50. i 60. Sinatra stał się jedną z atrakcji Las Vegas. Co ciekawe pod koniec lat 60. śpiewał w duecie z polską piosenkarką Violettą Villas utwór „Strangers in the Night” w Casino de Paris. Sinatra odegrał ważną rolę w walce z segregacją rasową w Nevadzie. On i koledzy z jego ówczesnego zespołu Rat Pack nie pokazywali się w hotelach i kasynach, które odmówiły obsłużenia Sammy'ego Davisa – czarnoskórego członka ich paczki. Gdy po sukcesie filmu „Ocean's Eleven” Rat Pack przyciągnął uwagę amerykańskich mediów, wszystkie hotele i kasyna, które chciały, żeby artyści bawili się właśnie u nich, musiały zmienić swoje podejście do dyskryminacji Murzynów.

W latach 60. Sinatra przez dłuższy czas nie chciał udzielać wywiadów. Denerwowały go oskarżenia dziennikarzy o kontakty z mafią, plotki na temat jego romansu z Mią Farrow, nie był zadowolony z filmów, w których występował.
Był jednak bardzo ważną postacią. Przeziębienie Franka Sinatry wywoływało poruszenie w świecie show biznesu, podobnie jak nagła niedyspozycja prezydenta Stanów Zjednoczonych wpływała na wskaźniki ekonomiczne. Mawiano wtedy, że przeziębiony Sinatra jest jak Picasso bez pędzla albo Ferrari z pustym bakiem, tylko gorzej. Sinatra próbował chronić swoją prywatność i swój czas, ale było to bardzo trudne. Był bardzo bogatym człowiekiem i odpowiadał za wiele spraw. Zarządzał własną wytwórnią filmową, firmą fonograficzną, prywatnymi liniami lotniczymi i licznymi posiadłościami. Talent i sława przyniosły piosenkarzowi bogactwo, ale starał się nie przywiązywać wagi do rzeczy materialnych. „Jeśli posiadasz coś, czego nie możesz oddać, to nie ty to posiadasz, ale to coś posiada ciebie.” – powiedział pewnego razu, oddając jednemu z fanów swoją złotą spinkę wartą 2000 dolarów.
Liryczne i nastrojowe piosenki Sinatry wprowadzały kobiety w romantyczny nastrój. Jego głos towarzyszył milionom par zakochanych, którzy przytulali się do siebie w restauracjach i barach, całowali się w zaparkowanych samochodach i kochali w przydrożnych motelach. Prawdopodobnie nie prowadzono w tym temacie żadnych badań, ale można śmiało założyć, że przy muzyce Franka Sinatry zostało poczętych setki tysięcy obecnych mieszkańców Ameryki.
Franka Sinatrę wielokrotnie oskarżano o kontakty z mafią. Mówiło się, że jego kariera była wspierana przez osoby powiązane ze środowiskiem przestępczym. John Edgar Hoover, szef FBI najwyraźniej wierzył w te oskarżenia, gdyż zebrano ponad 2400 stron akt dotyczących muzyka. Sam Sinatra wielokrotnie zaprzeczał tym oskarżeniom. Nigdy też nie doszło do oficjalnego postawienia zarzutów. Niektórzy twierdzą, że Johnny Fontane – jeden z bohaterów książki i filmu „Ojciec chrzestny” – w znacznym stopniu jest wzorowany na postaci Sinatry i jego rzekomych powiązaniach z mafią.
Sporo sensacji wzbudzały jego związki z kobietami. W powszechnej opinii uchodził za znawcę kobiecej natury, ale sam raczej się z tym nie zgadzał. Podsumował to słowami: „Przypuszczam, że powinienem posiadać doktorat ze znajomości kobiet, ale prawda jest taka, że często mi z nimi nie szło. Podziwiam kobiety, ale jak większość mężczyzn ich nie rozumiem.” Ze swoją pierwszą żoną Nancy Barbato związał się w 1939 roku. Miał z nią trójkę dzieci. Powodem rozpadu tego małżeństwa był romans z piękną aktorką Avą Gardner. Zakochani wzięli ślub w 1951 roku, ale ich związek nie przetrwał próby czasu.
Węgierska aktorka Eva Bartok twierdziła, że jej córka Dina jest dzieckiem Sinatry, który miał spłodzić dziewczynkę podczas ich romansu, kiedy małżeństwo Sinatry i Avy Gardner miało się ku końcowi. Frank nigdy nie przyznał się do ojcostwa.
Frank Sinatra zaproponował też ślub aktorce Lauren Bacall, wdowie po słynnym Humphrey'u Bogarcie. Było to krótko po śmierci jej męża. Gdy wiadomość o tym przedostała się do gazet, zmuszony był zerwać znajomość z Lauren. Kolejną jego miłością była Mia Farrow. Przez długi czas wszyscy plotkowali o jego związku z młodszą o 30 lat aktorką. W końcu zawarli oficjalne małżeństwo. Nie układało im się jednak najlepiej i ostatecznie na drodze ich związku stanęła kariera aktorska. Sinatra rozwiódł się z Mią Farrow, kiedy ta odmówiła porzucenia pracy nad „Dzieckiem Rosemary”, na rzecz towarzyszenia mężowi na planie jego nowego filmu. Pewnego razu zwierzył się przyjacielowi: „Całe życie szukałem idealnej kobiety. Kiedy już ją znalazłem, okazało się, że ona szuka idealnego mężczyzny.” Nie wiadomo jednak dokładnie, którą kobietę miał na myśli.
Sinatra był wybredny, jeśli chodzi o przyjmowanie ról filmowych. Odrzucił propozycję Billy'ego Wildera zagrania w „Pół żartem, pół serio” podwójnej roli Joe'go i Josephine. Zrezygnował też z roli w „Życzeniu śmierci”, gdzie zastąpił go Charles Bronson. Frank miał też zagrać Brudnego Harry'ego, ale w końcu w postać słynnego policjanta wcielił się Clint Eastwood.
W swojej karierze Sinatra nagrał ponad 40 płyt i zagrał w kilkunastu filmach. Jednym z najlepiej sprzedających się albumów był „Sinatra At The Sands”, zaś wśród singli królował szlagier „Strangers In The Night”.
Sinatra był nałogowym palaczem i nie stronił od alkoholu. Otwarcie wypowiadał się na ten temat i nie wstydził się swoich upodobań: „Jestem za wszystkim, co pozwala człowiekowi przetrwać noc – może być to modlitwa, benzydryna lub butelka Jacka Danielsa.”
Wielkimi przebojami Franka Sinatry były piosenki „Granada”, „Something Stupid” oraz standard Paula Anki „My Way”, który przez 122 tygodnie gościł na liście przebojów Billboard. Rozległa dyskografia Sinatry liczy sobie kilkadziesiąt albumów. Od ckliwych szlagierów po balladowe standardy i komercyjne przeboje. Doskonałym przykładem uniwersalności muzyki Sinatry jest album „Frank Sinatra – Live In Paris”. Podczas tego koncertu piosenkarz zaprezentował swe największe przeboje: „Chicago”, „Moonlight In Vermont”, „My Funny Valentine”, oraz „I’ve Got You Under My Skin”. Właśnie to ostatnie nagranie stało się wiele lat później zaczątkiem powrotu Sinatry do kariery artystycznej. Na początku lat 90. ukazał się album „Duets”, na którym cały świat mógł usłyszeć Sinatrę śpiewającego piosenki w duecie z takimi gwiazdami jak Bono, Tony Bennett, Natalie Cole, Charles Aznavour, Lisa Minelli, Stevie Wonder, Willie Nelson, Dolly Parton i Diana Ross.
Sinatra koncertował aż do 1995 roku, ale prawie 80-letni muzyk miał problemy z pamięcią i często musiał korzystać z telepromptera, na którym wyświetlano teksty jego piosenek.
Po kolejnym ataku serca, Frank Sinatra zmarł 14 maja 1998 roku, w Cedars-Sinai Medical Center. Przy łożu śmierci czuwały jego czwarta żona Barbara i córka Nancy. Miał 82 lata.
W ciągu swojego życia Sinatra był częstym gościem w Palm Springs w Kalifornii. Chciał, by pochowano go na pustyni. Jego pogrzeb odbył się w katolickim kościele św. Teresy w Palm Springs, około 200 kilometrów od Los Angeles. Pochowano go w miejscu, gdzie spoczywają jego rodzice. Według legendy Sinatra został pochowany z piersiówką Jacka Danielsa w ręku oraz garścią dziesięciocentówek.
Artysta już za życia owiany był legendą. W pamięci słuchaczy pozostał na zawsze dzięki magii swego niepowtarzalnego głosu, którym zachwycają się kolejne pokolenia słuchaczy.
tekst: Maciej Kocuj
foto: TCM

























































