Prezydent Andrzej Duda podjął decyzję o zawetowaniu tzw. ustawy incydentalnej - poinformowała w poniedziałek szefowa KPRP Małgorzata Paprocka. Oznacza to, że ustawa wróci z powrotem do Sejmu. Wniosek prezydenta można odrzucić większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.


Przedstawiając decyzję prezydenta, Paprocka podkreśliła rolę prezydenta jako m.in. "strażnika konstytucji". Przypomniała także, że prezydent "stał murem za sędziami, za statusem sędziów, nienaruszalnością powołań sędziowskich i trójpodziałem władzy".
W tym kontekście - jak mówiła - trudno było oczekiwać, by prezydent zaakceptował zapisy zawarte w tzw. ustawie incydentalnej, co wcześniej sygnalizował w rozmowach z marszałkiem Sejmu Szymonem Hołownią. "Pan prezydent podjął decyzję (...), aby tę ustawę zawetować, czyli skierować ją do ponownego rozpatrzenia przez Sejm" - poinformowała.
Paprocka powiedziała, że w liczącym kilkadziesiąt stron uzasadnieniu decyzji prezydenta przywołano m.in. orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i innych sądów. Wskazała jednocześnie na trzy najważniejsze motywy decyzji prezydenta.
Jak mówiła, głównym motywem były "kwestie związane z nienaruszalnością powołań sędziowskich". Przypomniała, że ustawa przesuwała kompetencje do stwierdzenia ważności wyborów w wyborach uzupełniających do Senatu i w wyborach prezydenckich z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych na 15 sędziów Sądu Najwyższego z najdłuższym stażem orzeczniczym w SN.
Paprocka podkreśliła przy tym, że do tej pory Izba stwierdzała ważność wyborów prezydenckich, parlamentarnych, europarlamentarnych, samorządowych i te orzeczenia nigdy nie były kwestionowane, w tym również przez większość parlamentarną, która dzisiaj w Polsce rządzi. "Cały problem z kwestionowaniem orzeczeń tej Izby, z kwestii statusu sędziów orzekających w tej izbie - profesjonalistów, doskonałych fachowców (...) - rozpoczął się wraz z decyzją o niewykonaniu orzeczeniu SN dotyczącego finansowania głównej partii opozycyjnej, czyli Prawa i Sprawiedliwości" - dodała.
"Nie da się nie dostrzegać powiązania próby zmiany składu SN z tym, że niewykonanie orzeczenia tej Izby, kwestionowanie orzeczenia tej Izby przez obecny rząd, przede wszystkim przez ministra finansów, będzie mogło być podnoszone jako argument wskazujący na nierówność wyborów" - mówiła.
Druga kwestia, o której mówiła Paprocka, to moment przeprowadzenia zmian. Szefowa KPRP przypomniała, że z orzecznictwa TK wynika zasada tzw. ciszy legislacyjnej w obrębie prawa wyborczego, czyli zakazu wprowadzania ważnych zmian w prawie wyborczym na sześć miesięcy przed wyborami. Trzecia kwestia dotyczy "politycznej dyskusji wokół kampanii wyborczej". Paprocka nawiązała przy tym m.in. do informacji dot. okrągłego stołu na poziomie Unii Europejskiej ws. wyborów prezydenckich.
"Panu prezydentowi bardzo zależy na tym, żeby kampania przebiegła w sposób spokojny, aby to Polacy dokonali wyboru swojego najważniejszego przedstawiciela" - zapewniła Paprocka.
"Komisja Europejska to nie są apolityczni urzędnicy, tylko to są członkowie określonych ugrupowań politycznych, często również mających jasne sympatie polityczne. Te propozycje, stworzenia okrągłego stołu, które padają z ust osoby, która bardzo jasno wskazywała swoje preferencje polityczne co do jednego ze startujących kandydatów. Mamy już doświadczenia bardzo złe z blokowaniem środków KPO na poziomie unijnym, aby wpłynąć na wybory, w tamtym czasie wybory parlamentarne w Polsce" - podkreśliła.
Głównym założeniem tzw. ustawy incydentalnej, "o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania przez Sąd Najwyższy spraw, związanych z wyborami prezydenta RP oraz wyborami uzupełniającymi do Senatu RP, zarządzonymi w 2025 r.", jest to, że o ważności wyboru prezydenta w 2025 r. miałoby orzekać 15 sędziów najstarszych służbą na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego. Dodatkowo, protesty wyborcze oraz sprawy, w których złożono środki odwoławcze od uchwał PKW miał rozpatrywać trzyosobowy skład sędziowski, losowany spośród tych 15 sędziów.
Hołownia: Prezydent pogłębia niepewność prawną
Marszałek Sejmu Szymon Hołownia ocenił, że decyzja prezydenta Andrzeja Dudy o wecie wobec tzw. ustawy incydentalnej pogłębia niepewność prawną wokół wyborów prezydenckich. Będę namawiać partnerów koalicyjnych do szukania innych sposobów uniknięcia kryzysu państwa - zapowiedział.
Jak powiedział dziennikarzom marszałek Sejmu, pytany w Wilnie o decyzję prezydenta, "jednym z najważniejszych egzaminów, przed którym staje lider polityczny jest zapewnienie bezpieczeństwa przekazania swojej władzy, swojego stanowiska następcy". "Przykro mi stwierdzić, ale pan prezydent Duda nie zdał tego egzaminu, bardzo ważnego egzaminu" - podkreślił.
"W tej sytuacji, w jakiej się dzisiaj znajdujemy wymagałbym od zwierzchnika Sił Zbrojnych, że problem przekazania zwierzchnictwa Sił Zbrojnych będzie jednym z najważniejszych, przed jakimi stanie w tej właśnie chwili. Rozumiem, że ważne są wizyty pożegnalne, ważnych jest mnóstwo innych rzeczy, ale co jest ważniejszego niż zapewnienie ciągłości i bezpieczeństwa państwa poprzez przekazanie ciągłości władzy" - pytał Hołownia.
Jak ocenił, "chaos w sądownictwie, do którego rękę przyłożył również prezydent Duda, prowadzi nas do pytań, jak będzie wyglądało zatwierdzanie ważności wyborów prezydenta, czy rzeczywiście będziemy w stanie z tym chaosem w SN, do którego również prezydent przyłożył rękę, sprawnie zapewnić, że prezydenta w Polsce wybiorą ludzie przy urnach, a nie jakiś sąd, albo jakiś urzędnik".
"Obrona wpływów, a nie prawa wyborczego"
Poseł KO Patryk Jaskulski uważa, że decyzja prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowaniu ustawy incydentalnej, nie jest obroną prawa wyborczego, a "obroną pewnych wpływów". Prezydent dolewa oliwy do ognia zamiast gasić pożar - powiedział PAP poseł KO, który uczestniczył w pracach nad projektem w Sejmie.
"Moim zdaniem, decyzja prezydenta nie jest obroną prawa wyborczego, a wręcz przeciwnie, obroną pewnych wpływów. Swoim wetem blokuje on rozwiązanie, które mogło uchronić państwo przed potencjalnym chaosem. Krótko mówiąc - prezydent dolewa oliwy do ognia zamiast gasić pożar" - powiedział PAP Jaskulski, który uczestniczył w pracach nad projektem jako wiceszef sejmowej komisji sprawiedliwości.
Poseł dodał, że rozumie, iż Andrzej Duda "znalazł się w patowej sytuacji". "To on przyłożył rękę do wcześniejszej rewolucji w wymiarze sprawiedliwości, więc stara się być konsekwentny. Ale to jest konsekwencja w destabilizowaniu sytuacji, a nie w stabilizacji. To raczej nie jest postawa, którą powinien prezentować prezydent" - powiedział Jaskulski.
Prezydenckie weto oznacza, że ustawa wróci z powrotem do Sejmu. Wniosek prezydenta można odrzucić większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Marszałek Sejmu Szymon Hołownia już zapowiedział, że będzie namawiać partnerów koalicyjnych do szukania "innych sposobów uniknięcia kryzysu państwa", bo "wybory muszą rozstrzygnąć się przy urnach".
sno/ mrr/ sno/ dk/ sdd/












































