Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego
Sytuacja gospodarcza wcale nie jest taka zła ;-)
Kryzysu budżetowego oczywiście nie mamy. Sytuacja gospodarcza Polski wcale nie jest taka zła. Kursy walut zaczynają dochodzić do swych realnych wartości. To tylko nieliczne z wypowiedzi polityków, oraz ekonomistów pracujących dla Rządu. No cóż. Te same osoby jeszcze parę miesięcy temu zarzekały się, iż rekonstrukcja budżetu nie będzie konieczna. Czas pokazał, jak bardzo oddaliliśmy się od tego kierunku. Czy podobnie będzie i teraz? Nauczony doświadczeniem zachowałbym raczej ostrożność. Jeśli jakimś tytanicznym wysiłkiem wszystkich stron (Rząd oraz opozycja) uda się zapobiec katastrofie, to będę się cieszyć. Jeśli jednak kłopoty nadejdą, to lepiej być na nie wcześniej przygotowanym.
Co prawda inflacja spada oraz deficyt w handlu zagranicznym, lecz z drugiej strony mamy rosnący wskaźnik bezrobocia oraz długu publicznego a także spadek tempa wzrostu gospodarczego. Co ciekawe cały czas nie ma paniki na rynku walutowym. Ciągle znajdują się łowcy wysokich stóp zwrotu z papierów skarbowych. Chciwość ludzka nie zna granic. Dla mnie sprawa jest jasna. Kurs złotego musi osłabić się jeszcze o kilkanaście procent. Oczywiście nie obędzie się bez chwilowych korekt, podczas których analitycy nawoływać będą, iż kurs złotego osiągnął dno, i teraz kapitał zagraniczny skuszony niskim kursem wejdzie ochoczo do Polski... Nie wejdzie. Najpierw musi się przekonać (kapitał zagraniczny), czy owo dno na złotówce jest już tym ostatecznym dnem. Poczeka na pierwsze ruchy nowego rządu powstałego po wyborach. Wtedy zaczniemy się zastanawiać. Na najbliższe 3 miesiące trend jest ustalony i należy się go trzymać. Kto chce grać pod prąd, temu życzę szczęścia. Oby prąd i napór tłumu nie zmiótł takiego delikwenta.
Przejdźmy do wykresów. Na początku warto spojrzeć na wykres rzadko przeze mnie prezentowanego rynku USD/CHF. Na wykresie tygodniowym widzimy tworzącą się formację podwójnego szczytu. Ma razie mamy dwa sygnały ostrzegawcze. Pierwszym z nich jest powstanie dwóch wierzchołków na tym samym poziomie. Drugim jest przerwanie trendu rosnącego. Jeśli kurs dolara spadnie poniżej poprzedniego dołka (1,6050), to wypełni się pierwsza część formacji M. Wtedy to dalszy spadek kursu dolara do 1,38 będzie wielce prawdopodobny. Nasuwa się pytanie. Czy to oznaka ucieczki kapitału do najbezpieczniejszej waluty świata w okresach kryzysów finansowych? No, ja bym był czujny. Co ja mówię - ja jestem czujny ;-)
Zobacz także
Spójrzmy jeszcze na wykres USD/GBP. Tutaj także mamy nie najlepszy obraz sytuacji. Tutaj mamy bardzo nieprzyjemny obraz podwójnego szczytu z późniejszym zanegowanie. To zanegowanie stało się pułapką. Zanim przejdę dalej omówię psychologiczny aspekt takiej formacji. To będzie odgrywać wielką rolę w następnych tygodniach. A więc powstaje formacja podwójnego szczytu. Inwestorzy dochodzą do wniosku, iż należy zacząć sprzedawać dolary na rzecz funta. Kurs spada, po czym odbija w górę. Przebijamy poprzedni podwójny szczyt. Powstaje panika. Wszyscy, którzy wcześniej zaczęli kupować funty i otwierać krótkie pozycje na dolarze w popłochu odwracają pozycję. Tydzień później jesteśmy już znowu poniżej linii podwójnego szczytu. Ale ci, którzy odwrócili przed chwilą pozycję czekają na rozwój wydarzeń. Przecież podwójny szczyt został zanegowany. Więc teraz to tylko korekta. Przełamujemy pierwszą linię trendu rosnącego... Korekta ... Pęka druga linia trendu - znowu korekta. Pęka trzecia.... Zaczyna pojawiać się niepokój. Ale nadal brak paniki W ten sposób pełzająco kurs dolara może spokojnie osiągać kolejne minima.
Jeśli dodatkowo spojrzymy na wykres dolara w relacji do jena, to zauważymy podobieństwo. No i wreszcie najważniejszy rynek - EUR/USD. Tutaj godzina prawdy pojawi się, gdy kurs euro dojdzie do 0,96 dolara. Wtedy okaże się, która waluta jest silniejsza. Co będzie potem? Nie próbuję nawet zgadywać. Dojdźmy najpierw do tego horyzontu, a wtedy rozejrzymy się, co jest za nim.
Jeśli faktycznie na najbliższym posiedzeniu FOMC (odpowiednik naszej RPP) dojdzie do spodziewanej przez rynek obniżki stóp o 25 punktów bazowych, to kolejne emisje obligacji skarbowych zaczną być sprzedawane z niższym kuponem, albo z tym samym kuponem, lecz po wyższych cenach przetargowych. Tak czy siak, stare obligacje - znajdujące się już w obiegu na rynku wtórnym - zaczną drożeć (rentowność ich będzie szła w dół). Stanie się tak, gdyż wszyscy będą woleli kupić papiery o wyższej rentowności do wykupu, niż nowo emitowane.
I teraz jestem w kropce. Możliwe, że fala spadkowa na rynku EUR/USD trwająca od początku 2001 roku aż do końca czerwca była właśnie takim okresem przyciągania kapitału skuszonego drożejącymi obligacjami na rynku wtórnym. W chwili gdy rentowność z rynku wtórnego dojdzie do poziomu zbliżonego do poziomu oczekiwanego w nowych emisjach, magnes przestanie działać. Wtedy nic już nie będzie zachęcać do kupna niżej oprocentowanych obligacji amerykańskich. A w kropce jestem dlatego, iż mamy na horyzoncie wielką wymianę walut narodowych na EURO. Nie wiem, jak to wszystko się zakończy. Dla mnie to czysty hazard. Najbezpieczniej jest poczekać do marca-kwietnia przyszłego roku. Wtedy powinno się wiele wyjaśnić. Do tego czasu warto posiadać obie waluty jednocześnie, czyli zbudować sobie koszyk walut.
No i doszliśmy do tego koszyka. Z wykresu tygodniowego wynika, iż po przekroczeniu ostatniego oporu na 4,08, otworzyła się droga do 4,22, czyli 2-3% powyżej obecnych notowań. To już niewiele. Można się wobec tego spodziewać jakiejś korekty. W takiej sytuacji spadek do 4,08 powinniśmy wykorzystać do powiększenia spekulacyjnej pozycji na całym koszyku z linią obrony właśnie na tym poziomie. Gdyby bowiem rynek rozpędem przełamał w dół poziom 4,08, to trzeba by zamknąć taką dodatkową pozycję. Ktoś powie wobec tego "Po co otwierać pozycję, by zaraz zamknąć ją po niższym kursie?". Odpowiadam. W takiej sytuacji jak ta podana wyżej prawdopodobieństwo zadziałania wsparcia wynosi jak 80:20 przeciwko prawdopodobieństwu spadku poniżej tej linii. Jest więc szansa zarobienia znacznie więcej, gdyby linia 4,08 faktycznie zadziałała. Jeśli po otwarciu pozycji kurs spadnie (20% szansy) poniżej, to należy natychmiast pozbyć się pozycji, inkasują minimalna stratę.
Nieprawdą jest, iż aby zarabiać na spekulacji trzeba mieć przynajmniej 70:30 trafionych decyzji. U mnie stosunek decyzji trafionych do nietrafionych jest jak 10:90. Na 10 decyzji tylko jedna jest trafna. Myślicie wobec tego, że tracę? Ha! Ja nie narzekam. A jaka jest tajemnica tego sukcesu? Zyskom pozwalam rosnąc - straty natychmiast ucinam. Jeśli 9 razy stracę po 1%, a za dziesiątym razem zarobię 20%, to jestem do przodu, czyż nie? To oczywiście uproszczenie. I mnie zdarzają się chwile słabości i próba walki przeciwko rynkowi i prawidłowościom statystycznym. Ostatnio taką wpadkę miałem na rynku kontraktów na WIG20 w marcu. No ale błędy zdarzają się każdemu. Ważne, by wyciągać z tych błędów lekcje.
Spójrzmy jeszcze na wykresy obydwu walut z osobna. Lepiej wygląda wykres kursu euro. Tutaj pokonaliśmy nawet szczyt z okresu paniki z początku lipca. Ktoś wspominał, iż poziomu tego już nie pobijemy i należało go wykorzystać do wzięcia kredytu w euro. Tym wszystkim, którzy tak myślą nadal - życzę powodzenia i sukcesów w traceniu pieniędzy.
Troszkę gorzej wygląda wykres kursu dolara. Ale i tutaj mamy ładny przykład budowania drugiej platformy. Poprzednia budowała się na poziomie 3,93-4,17.
Formacje platformy powstają wtedy, gdy duzi inwestorzy dystrybuują walory, lub je spokojnie akumulują. Tak więc mamy dwie możliwości. Albo zagranica skupuje złotówki, albo powoli dalej się ich pozbywa. Sami oceńcie co jest bardziej prawdopodobne w świetle problemów finansowych naszego kraju.
Dziś nie będę wzmiankować zanadto na temat kontraktów walutowych. Wykresy kontynuacyjne są nadal mało czytelne z racji swej krótkiej historii. Zarówno kontrakty na euro jak też na dolara nie są pozbawione częstych luk cenowych. Bezpieczniej jest wobec tego obserwować wykresy rynku międzybankowego kasowego i na podstawie tego dokonywać decyzji inwestycyjnych. Pamiętajmy, iż co jakiś czas pojawia się możliwość dokonania arbitrażu pomiędzy rykiem giełdowym a rynkiem międzybankowym. To powinno zadziałać leczniczo ;-) Notowania na GPW staną się bardziej realne. A to skolei zachęci większą rzeszę graczy do zawierania transakcji. I chyba o to w tym wszystkim chodzi. Pamiętam, gdy jeszcze nie dawno obrót na kontraktach nie przekraczał 3-5 sztuk. Obecnie dość często przekracza 30 sztuk. To nadal kropla w morzu potrzeb. Ale od czegoś trzeba zacząć.
Pora napisać kilka słów na temat naszego rynku pieniężnego. Zacznę może od złej informacji. Nie - to nie jest komentarz tendencyjny. Po prostu złych informacji jest więcej - stąd ich częstość występowania większa. Tą zła informacją jest wynik ostatniego przetargu na obligacje skonwertowane wystawione przez NBP. Historia tych obligacji jest dość długa. Nie będę jej teraz przypominać. Fakt jest faktem, że na ostatnim przetargu chętnych na kupno takich papierów było jak na lekarstwo. Oby to nie był przedsmak gaśnięcia popytu na obligacje MF. Myślę, że popyt na obligacje MF nie zaniknie tak prędko. Tutaj działają przyzwyczajenia. Ot choćby nasze kochane OFE. Mają pewnie jakąś procedurę, która nakazuje im na każdym przetargu kupić tyle a tyle bonów i obligacji - choćby nie wiem co się działo. Mogliśmy się o tym przekonać na rynku akcji. OFE kupowały stale taką samą ilość akcji bez względu na prognozy koniunktury giełdowej.
Spójrzmy na koniec na wykres prognozy indeksu WIBOR 1M.Rynek wyraźnie oczekuje obniżki stóp o 100 punktów bazowych. Jeśli nie na najbliższym posiedzeniu, to na wrześniowym. Obawia się jednak, że RPP może zrobić rynkowi psikusa. We wtorek wszystko będzie jasne. Jeśli faktycznie RPP obniży stopy o 100 punktów bazowych, to przejdzie to bez echa, gdyż taka obniżka jest już w cenach najkrótszych papierów. Jeśli do obniżki nie dojdzie, to rynek może zafalować, dostosowując się do nowych oczekiwań.
I tym optymistycznym akcentem dotarliśmy do końca. Za wytrwałość w czytaniu moich przynudzań bardzo dziękuję. Zobaczymy, co przyniesie nam poniedziałkowy przetarg na bony skarbowe. Nie spodziewam się jakichś rewolucyjnych zmian. Bony dłuższe powinny stanieć (wzrosnąć rentowność). Bony krótsze mogą zdrożeć z racji mniejszego ryzyka w ich kupowaniu oraz mniejszej oferty podaży. No ale poczekajmy. Różnie to już bywało.
Jacek Maliszewski


























































