REKLAMA

Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego

Jacek Maliszewski2001-07-07 22:58
publikacja
2001-07-07 22:58

Koniec 9-miesięcznego trendu

9 miesięcy czekałem na ten dzień i się doczekałem. Moi czytelnicy zapewne zauważyli, że w ostatnich dniach moja cierpliwość została szczególnie wystawiona na pokusę. Jednak dopiero w połowie czwartkowych notowań padł sygnał kupna dolara. Należało więc z samego rana w piątek kupić dolary (lub lepiej kontrakty na dolary - taniej) i czekać, aż zyski same zaczną rosnąć. Linia obrony ustawiona na poziomie 4,01 złotego powinna być teraz przesunięta w górę do poziomu 4,17. To kiedyś był silny poziom oporu przed wzrostem. W piątek jednak pękł jak zapałka i tam należy obecnie umiejscowić linię obrony. Ale na razie każde cofnięcie się kursu dolara należy wykorzystać do powiększenia długich pozycji.

Coraz bardziej podoba mi się metoda 1-2-3 opisywana przez Victora Sperandeo w swych książkach. Tym razem metoda ta zadziałała bezbłędnie. Uważni czytelnicy mogli zauważyć już we wtorek 3 lica, iż zasugerowałem taką możliwość. Dwa dni później sygnał kupna uwiarygodnił się. I cóż teraz należy robić? Nic. Tak jak wcześniej trzeba było cierpliwie czekać, aż zakończy się dziewięciomiesięczny trend umacniający złotego, tak teraz trzeba cierpliwie czekać, aż obecny trend rosnący kiedyś się zakończy. Jak na razie nie ma potrzeby zamykania pozycji. Trzeba wycisnąć z obecnego trendu wszystkie możliwe soki!! Gdyby jednak w poniedziałek kurs na rynku międzybankowym cofnął się poniżej 4,17 należy zamknąć długie pozycje i pozostać OUT - czyli na złotówkach, ale bez żadnej pozycji innej.

To oczywiście dla aktywnych graczy. Inwestorzy długoterminowi mogą poczekać kilka miesięcy. Ewentualną korektę w dół warto wykorzystać do przewalutowania kredytów zaciągniętych w dolarach i w euro na złotówki. Choć tutaj sprawa nie jest aż tak oczywista. Najlepiej samemu sobie policzyć, przy jakim kursie dolara lub euro (jakim maksymalnym) miesięczne raty płatne w walutach zaczynają być wyższe od rat kredytów złotowych. Ale to już indywidualna decyzja każdego z was.

Teraz małe przypomnienie. Jeszcze w czwartek po południu wykresy kursów dolara, euro oraz koszyka tych dwóch walut w relacji do złotego wyglądały tak:

dolar, koszyk. A wczoraj po południu wszystko wyglądało już tak: dolar, euro, koszyk. Prawda, ze dość znaczna różnica? Mnie osobiście te wysokie świece bardzo się podobają. A wam także? Ktoś kiedyś narzekał na zbyt silną złotówkę? Jeszcze zaczniecie narzekać na zbyt słabą jej pozycję.

Spójrzmy teraz jak wyglądają wykresy na danych tygodniowych.

Na koszyku najbliższą poważniejszą linią oporu będzie 3,96 złotego. Na dolarze będzie to 4,2485 - dołek z początku lipca ubiegłego roku, który jednak w piątek w ciągu dnia został przełamany. Jeśli w poniedziałek przebijemy po raz drugi ten poziom, to droga na 4,73 stanie otworem z punktu widzenia analizy technicznej. Z punktu widzenia fundamentów naszej "prężnej" gospodarki, chyba także nie ma przeszkód do ataku na ten poziom. No ale zobaczymy. Na razie płyńmy z trendem. W przypadku euro poziom oporu znajduje się teraz na 3,63 a potem na 3,70 złotego. Tutaj linię obrony należy ustawić na 3,47 złotego. Akurat w tym miejscu przecięły się wczoraj: wzrostowa świeczka, pozioma linia oporu zapoczątkowana wiele lat temu oraz opadającą linia trendu.

A teraz mała niespodzianka

. Co prawda staram się nie wchodzić na teren chłopaków z Euromoney piszących na temat sytuacji na rynku akcji, lecz tym razem dodam swoje trzy grosze. Mam nadzieję, że będą wyrozumiali.

Sprawa dotyczy piątkowego wzrostu kursów akcji pomimo paniki na rynku walutowym. Mam swoją teorię na ten temat. Zerknąłem wstecz do dnia 23 lutego bieżącego roku, kiedy to w Turcji doszło do gwałtownego osłabienia ich waluty krajowej - liry tureckiej. Dla tych, którzy chcą sobie przypomnieć co się wtedy działo mam kila przygotowanych linków do tych archiwalnych artykułów:

Kryzys finansowy w Turcji: lira bez hamulców

Turecka lira popłynęła

Turcja po raz ostatni

Teraz, gdy już odświeżyliśmy sobie pamięć, proponuję spojrzeć na ten oto wykres indeksu giełdy tureckiej - ISE100. Ciekawe, prawda? Giełda rosła podczas, gdy na FX lała się krew. Parę dni później rynek jednak przyznał się do błędu. Sądzę, że ten wzrost wywołali spóźnialscy inwestorzy zagraniczni, których zaskoczyła sytuacja na rynku walutowym. Aby odzyskać choć część strat z różnic kursowych, musieli sprzedać drożej akcje. Tak też zrobili. Dla porządku podaję także wykres w dłuższym horyzoncie. Miesiąc później nadeszła wielka pomoc (a raczej obietnica pomocy) finansowa z MFW i Banku Światowego. Giełda poszła w górę. Ale to już inna para kaloszy. U nas chyba jest teraz coś podobnego jak sądzę, choć być może się mylę.

A teraz przeskoczmy do rynku pieniężnego, który da nam mała odpowiedź, czy można było przewidzieć piątkowe wydarzenie. Chodzi mi tutaj o wyniki przetargów na obligacje o stałej stopie procentowej. Spójrzmy na wykres obligacji dwuletnich zero kuponowych. Środowy przetarg na te obligacje był drugim z kolei, podczas którego wzrosła rentowność papierów (czyli spadła cena sprzedaży uzyskana przez MF). Podobnie wygląda wykres obligacji dziesięcioletnich o stałej stopie procentowej. A najgorzej z tego wszystkiego wygląda to na wykresie obligacji pięcioletnich. Tutaj już od marca MF musiało się zadowalać coraz niższą ceną uzyskaną ze sprzedaży obligacji. O problemach z emisją papierów skarbowych wspominałem wielokrotnie od kilku miesięcy.

I chyba zakończę. Dziś nic nie napisałem na temat sytuacji na rynkach zagranicznych. Myślę, ze warto było jednak poświęcić dzisiejszy komentarz sprawą polskim. Za tydzień powrócę do utartego schematu komentarza.

Życzę wszystkim udanej niedzieli i oby najbliższe dni na GPW nie okazały się pułapką bessy.

Jacek Maliszewski

Źródło:
Tematy
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki