Wystarczył jeden tweet Donalda Trumpa, aby wstrząsnąć rynkami finansowymi. Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział oclenie dotąd nieoclonego importu z Chin.


Była 19:26. I wtedy...
...during the talks the U.S. will start, on September 1st, putting a small additional Tariff of 10% on the remaining 300 Billion Dollars of goods and products coming from China into our Country. This does not include the 250 Billion Dollars already Tariffed at 25%...
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) 1 sierpnia 2019
- Nasi przedstawiciele wrócili właśnie z Chin, gdzie odbyli konstruktywne rozmowy dotyczące umowy handlowej. Już trzy miesiące temu myśleliśmy, że mamy z Chinami porozumienie, ale niestety Chiny zdecydowały się renegocjować umowę przed jej podpisaniem. Chiny zgodziły się kupować produkty rolne z USA w wielkich ilościach, lecz nie robią tego. Dodatkowo mój przyjaciel prezydent Xi stwierdził, że zatrzyma eksport fentanylu do USA. Tak się nie stało i wielu Amerykanów wciąż umiera – napisał Trump.
ReklamaZobacz także
- Rozmowy handlowe trwają, a w ich trakcie USA od 1 sierpnia nałożą małe dodatkowe cło w wysokości 10 proc. na pozostałe 300 mld dolarów importu z Chin. Nie uwzględnia to 250 mld dolarów oclonych na 25 proc. Mamy nadzieję na pozytywny dialog z Chinami i dobrą umowę handlową. Wierzymy, że przyszłość obu krajów rysuje się w jasnych barwach – dodał amerykański prezydent.
Rynki finansowe zareagowały nerwowo. Wzrosty na Wall Street momentalnie przemieniły się w spadki. S&P500, który rósł o ponad 1%, zakończył dzień spadkiem o niemal 1%. Złoto pozbierało się po postfedowskim cofnięciu i zyskało ponad 3%. Na rynku walutowym frank szwajcarski umocnił się wobec euro i dolara, w Polsce podnosząc cenę helweckiej waluty powyżej 3,92 zł, czyli najwyższego poziomu od kwietnia 2017.
Ale najsilniejsze spadki dotknęły rynki surowcowe. Pallad szedł w dół o blisko 6%. Ropa Brent została przeceniona o 5%, do 61,05 USD za baryłkę. Amerykańska ropa WTI zniżkowała o 6,1%, do 54,33 USD za baryłkę. To jasny sygnał, że świat lęka się eskalacji wojny handlowej między USA a ChRL. Wojny, której stawką jest nie tylko podtrzymanie światowej koniunktury gospodarczej, ale też przyszłość procesów globalizacyjnych.
Jeśli prezydent Trump dalej będzie wymachiwał celniczą szabelką przed Chińczykami, to giełdowej hossie mogą nie pomóc nawet "asekuracyjne" cięcia stóp procentowych, jakie dzień wcześniej zaserwowała Rezerwa Federalna.
W środę negocjatorzy handlowi z ChRL i USA spotkali się w Szanghaju po serii innych wpisów prezydenta na Twitterze, w których oskarżył on Chiny o niewywiązywanie się z obietnic i próbę zmiany zapisów umowy na swoją korzyść. Rozmowy zakończyły się 40 minut przed planowanym czasem, a żadna ze stron nie skomentowała jego przebiegu ani osiągniętych postępów. Amerykańska delegacja wyjechała.Takie rozstrzygnięcia sugerują, że szanse na rychłe zawarcie umowy handlowej zamiast rosnąć, maleją.
Przejawem tych obaw jest też zachowanie rynku długu. W czwartek rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich spadła do 1,88% i osiągnęła najniższy poziom od dnia wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA. W ten sposób odparował cały entuzjazm rynków wywołany przez Republikanina w pierwszej części jego kadencji, gdy realizował program deregulacji i obniżek podatków.
Krzysztof Kolany


















































