Tani pieniądz wszędzie...
Tak taniego i łatwo dostępnego pieniądza w Stanach Zjednoczonych nie było już od bardzo dawna. Decyzją z szóstego listopada FED obniżył stopę federalną do 2% a stopę dyskontową do 1,5%. Ostatni raz tak niskie stopy były w kwietniu 1955 roku. Czy firmy oraz osoby fizyczne rzucą się do większego brania tanich kredytów, czy zaczną coraz bardziej oszczędzać? Z tym braniem kredytów może nie być taka prosta sprawa. Gdyż obywatele amerykańscy są w chwili obecnej bardzo mocno zadłużeni. Teraz przyjdzie im raczej spłacać salda debetowe na kartach kredytowych. Czy podobnie jak Japończycy Amerykanie zaczną teraz liczyć każdy grosz i zastanawiać się wielokrotnie przed wydaniem dolara? Gdyby taka spirala miała zacząć się nakręcać, to USA mogłoby wejść w podobną recesję, jaką odczuwa od wielu lat Japonia. W sumie podobieństwa są dość znaczne w obu tych przypadkach. Po pierwsze początek osłabienia koniunktury miał swą przyczynę w nadmiernie nadmuchanym bąblu spekulacyjnym na rynku akcji oraz na rynku nieruchomości. Po drugie firmy oraz indywidualni inwestorzy w oby przypadkach odczuwali swe bogactwo głównie za sprawą drożejących nieruchomości i akcji, które mieli w posiadaniu. Po załamaniu ich cen bogactwo nagle się ulotniło i pozostała fura pożyczek do spłacenia. Po wtóre stopy procentowe bardzo mocno zostały obniżone w USA i jeszcze trochę a dojdą do poziomów w Japonii. Jeśli w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy na rynku amerykańskim nie dojdzie do ożywienia, to FED nie będzie już miał zbytniego pola manewru - no chyba że zdecyduje się na politykę zerowych stóp procentowych.
Mnie się to wszystko bardzo nie podoba. Obawiam się wręcz, że Świat czeka bardzo silna recesja. Pamiętam, jak na przełomie 1999 i 2000 roku wielu analityków zwracało uwagę, iż szał spekulacji na giełdach w USA i w Europie Zachodniej może się bardzo smutno skończyć. Niektórzy (w tym i ja) wskazywali, iż z analiz długoterminowych cykli koniunktury wynika, iż czeka nas silny krach podobny do tego z 1929 roku. Na rynku Nasdaq taki krach (a raczej seria krachów) nastąpił, kecz na rynku NYSE cały czas akcje trzymały się dzielnie. W sumie takie powolne obsuwanie się jest zdecydowanie gorsze niż jednorazowy duży spadek (vide: krach z 1987 roku). Nie będę tutaj się rozpisywać na temat rynku akcji, gdyż zarówno Piotr Kuczyński, jak i inni analitycy portalu piszący na temat tego rynku mogą napisać znacznie więcej ciekawych rzeczy. Ośmielę się jedynie wskazać jeden wykres, na którym zamieściłem jednocześnie na skali logarytmicznej indeks Dow Jones (DJIA) oraz wysokość procentowej stopy federalnej. Widzimy, że to co dzieję się z indeksem DJIA trudno na razie nazwać bessą.
Wróćmy do rynku pieniężnego. Podczas gdy na rynku akcji panuje bessa (z krótkimi przerwami korygującymi rynek w górę), na rynku obligacji 10-letnich oraz 30-letnich trwa hossa w najlepsze. Rentowność papierów długoterminowych zaczęły wreszcie spadać (zaczęły rosnąć ich ceny rynkowe) za sprawą kilku decyzji rządu USA - chodzi tu o zaniechanie emisji obligacji 30-letnich. W ten sposób zmniejszona podaż nowych papierów przy zbliżonej wielkości popytu musiała spowodować silną presją na ceny tych papierów na rynku wtórnym. Ta obecna hossa na rynku obligacji trwa od początku 200 roku, czyli zaczęła się kilka miesięcy przed ustanowieniem szczytu na rynku akcji.
Zobacz także
Spójrzmy jednak na dłuższy horyzont czasu na rynku obligacji. Obecna rentowność papierów 10-letnich oraz 30-letnich jest na tym samym poziomie co w połowie 1998 roku - po kryzysie w Rosji. Jeśli poziom 4% zostanie przełamany w dół, to praktycznie nie ma już dalej żadnych wsparć. Rentowność tych papierów może polecieć gwałtownie w dół nawet do 2% (cena może pójść gwałtownie w górę). Czy faktycznie tak się musi stać, by inwestorzy zamiast kupować obligacje zaczęli inwestować w dobra rzeczowe oraz akcje? Przekonamy się za kilkanaście miesięcy.
Spójrzmy jeszcze na jeden ciekawy wykres wielokrotnie przeze mnie pokazywany w przeszłości. Na wykresie tym zamieściłem krzywą będącą różnicą w oprocentowaniu lokat 3 miesięcznych nominowanych w USD i EUR. Historycznie rzecz ujmując na rynku akcji oraz ogólnie w gospodarce amerykańskiej dobrze się działo, gdy krzywa ta miała rosnący przebieg. Obecnie cały czas utrzymujemy się w trendzie malejącym. Co ciekawe poprzednio dwa razy (pierwszy raz pod koniec roku 1992 a drugi raz pod koniec 1999 roku) krzywa ta wyprzedzająco wskazała nadchodzący zwrot na rynku akcji. Wyprzedzenie to wynosiło około 6 miesięcy. Tak więc obecnie musielibyśmy zauważyć zwrot kierunku na wskazanym wykresie, by po kilku miesiącach doczekać się poprawy koniunktury na rynku akcji. Obecny szybki spadek krzywej ma główną przyczynę w jeszcze szybszym spadku stóp rynkowych dolarowych. Ważny indeks LIBOR USD 3M, który jest często wyznacznikiem poziomu oprocentowania kredytów gospodarczych spada bez przerwy z poziomu 7% do poziomu poniżej 2%. To dobra wiadomość dla osób polujących na tani kredyt mieszkaniowy zaciągnięty w dolarach. Myślę, że warto się nad tym zastanowić.
Na koniec spójrzmy na kształt krzywej dochodowości na rynku amerykańskich papierów skarbowych. Obecnie krzywa ta ma silnie rosnący kształt. Im dłuższy termin do wykupu, tym wyższa rentowność takiej inwestycji. Dla porównania rok temu było dokładnie na odwrót z wyjątkiem obligacji 10-30 letnich. Tam rentowność była podobnie jak teraz na wyższym poziomie.
Pomimo tak wielu obniżek stóp dokonanych przez FED, uczestnicy rynku międzybankowego nadal spodziewają się kolejnego cięcia w wysokości 25 punktów bazowych. Czyli chyba faktycznie niedługo stopy w USA będą zerowe...
Teraz przejdźmy do naszego rynku. Najważniejszym wydarzeniem był niewątpliwie środowy przetarg na obligacje SP. MF wystawiło na sprzedaż rekordową ilość papierów dwuletnich zero kuponowych oraz pięcioletnich o stałej stopie procentowej. W przypadku papierów zero kuponowych nie udało się sprzedać wszystkich wystawionych obligacji. W sumie MF musiało zrezygnować ze sprzedaży obligacji na kwotę prawie 500 milionów złotych. To oczywisty zgrzyt w dobrym obrazie rynku. Myślę, że powoli można zacząć szykować się do zajęcia długich pozycji na rynku walutowym. Palec powinien być gotowy do naciśnięcia cyngla. Podobną sytuację mieliśmy na przełomie czerwca i lipca. Ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. Lepiej się troszkę spóźnić i wskakiwać do rozpędzającego się pociągu, niż wejść w rynek i patrzyć, jak nasz kapitał powoli topnieje. Zagraniczny kapitał spekulacyjny może bowiem podtrzymać jakiś czas wysokie notowanie złotego, by na rynku SWAP dokonać ewakuacji. Tak więc cierpliwości. Podobnie trzeba zachować cierpliwość w przypadku podjęcia decyzji o wyborze lokat bankowych umożliwiających ochronę przed podatkiem na wiele lat. Pamiętacie jak wskazywałem, iż coraz bardziej popularne staną się obligacje dziesięcioletnie (DZ)? Cena niektórych serii powędrowała już powyżej 105% nominału. Obroty wynoszące kilkanaście milionów złotych na jednej serii to już coś. Tak w ogóle, to w ostatnich dniach obroty na rynku obligacji na GPW były porównywalne do obrotów na rynku akcji przekraczając często 200 milionów. Może doczekamy się dni, gdy obroty papierami dłużnymi będą większe nić akcjami?
I w ten oto sposób dotarliśmy do spraw związanych z rynkiem walutowym. Tutaj sprawa jest prosta. Czekać, czekać i jeszcze raz czekać. Nie wychylać się. Przyczaić się na spodziewaną dynamiczną falę osłabienia złotego. Im niżej teraz spadnie dolar i euro, tym większy zarobek będzie później na długiej pozycji. Jeśli zaś chodzi o rynek EUR/USD, to tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana. Wiem, że gracze krótkoterminowi oczekują ode mnie lepszych wskazówek. Niestety po raz kolejny odpowiem, że czasu wprowadzenia do obiegu monet i banknotów euro lepiej nie robić żadnych zakładów. To już tylko dwa miesiące. No chyba, że ktoś musi handlować non stop - takim życzę szczęścia. Wykres pokazuje, że od dołu podparciem jest wznosząca się linia trendu. Od góry natomiast wzrost euro będzie hamowany przez linię opadającą. Środek trójkąta widocznego na wykresie jest umieszczony na wysokości 0,8950. Jeśli wcześniej kurs euro nie wyjdzie z tego trójkąta, to oscylacje zaczną coraz bardziej wygasać i w połowie grudnia powinien pojawić się sygnał. Pamiętajmy, iż to co się wtedy stanie, może na wiele miesięcy zdeterminować trend na tym rynku. Warto więc poczekać jeszcze troszkę, by potem wejść w silny trend. Tak wiem, że nie udzieliłem odpowiedzi graczom krótkoterminowym. Ale czy naprawdę trzeba cały czas być po jakiejś stronie rynku? Idą święta. Dajmy sobie troszkę odpoczynku. Ten rok był i tak bardzo emocjonujący. Niniejszym składam przyrzeczenie, iż w sytuacji pojawiania się jakiegoś bardzo przekonywującego sygnału na naszym rynku walutowym, moje komentarze będą znacznie częściej się pojawiać na stronach EM niż dotychczas. Życzę wszystkim szczęścia i roztropnych decyzji inwestycyjnych.
Jacek Maliszewski

























































