Prezydent USA Donald Trump nazwał we wtorek umowę Wielkiej Brytanii z Mauritiusem, dotyczącą przekazania Wysp Czagos, „aktem ogromnej głupoty” - poinformowała we wtorek agencja Reutera. Trump argumentował, że porozumienie to podkreśla potrzebę przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone.


Ostra wypowiedź amerykańskiego przywódcy miała miejsce ponad pół roku po tym, gdy uzgodniono, że wszystkie wyspy zostaną przekazane Mauritiusowi. Proces ten został jednak wstrzymany po sprzeciwie części mieszkańców archipelagu, którzy opowiedzieli się za pozostawieniem Diego Garcii - największej z Wsyp Czagos - pod kontrolą Londynu i Waszyngtonu. W. Brytania i USA mają na tej wyspie na Oceanie Indyjskim wspólną bazę wojskową.
Baza miała pozostać w rękach mocarstw, ale tak się nie stanie
Zgodnie z umową Mauritius odzyska również suwerenność nad Diego Garcią, jednak Wielka Brytania będzie dzierżawić wyspę dla istniejącej od 1966 roku bazy wojskowej, co ma przez najbliższe 99 lat, według doniesień medialnych, kosztować Londyn 120 mln euro rocznie.
Trump, który - na tle własnych ambicji dotyczących przejęcia kontroli nad duńską Grenlandią - napisał na własnej platformie Truth Social w nocy we wtorek, że Brytyjczycy chcą „oddać” Diego Garcię Mauritiusowi „bez żadnego powodu”.
„Wielka Brytania oddająca niezwykle ważną ziemię jest aktem OGROMNEJ GŁUPOTY i kolejnym z długiej listy powodów związanych z bezpieczeństwem narodowym, dla których należy przejąć Grenlandię” - napisał Trump. „Nie ma wątpliwości, że Chiny i Rosja zauważyły ten akt totalnej słabości” - dodał.
Z kolei według brytyjskiego premiera Keira Starmera umowa jest konieczna, by chronić bazę wojskową przed „złośliwym wpływem” - podał we wtorek Reuters.
Jak zaznacza agencja, jego maurytyjski odpowiednik Navin Ramgoolam uważa, że porozumienie kończy proces „dekolonizacji”, nawiązując do kontroli, jaką Londyn miał nad Wyspami Czagos od 1965 roku. W jej ramach rdzenni mieszkańcy Diego Garcii zostali wysiedleni, by umożliwić budowę bazy wojskowej i kontrolowanie znaczącej części regionu Indo-Pacyfiku.
Brytyjczycy odrzucają krytykę. "Nigdy nie pójdziemy na kompromis w kwestii bezpieczeństwa."
Brytyjski rząd odrzucił we wtorek krytykę amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, który nazwał umowę zawartą przez Londyn z Mauritiusem o zwrocie Wysp Czagos „aktem ogromnej głupoty”. Zapewnił, że nigdy nie pójdzie na kompromis w kwestii bezpieczeństwa.
„Wielka Brytania nigdy nie pójdzie na kompromis w kwestii naszego bezpieczeństwa narodowego. Podjęliśmy działania, ponieważ baza na Diego Garcii była zagrożona po decyzjach sądu (Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, który przyznał rację Mauritiusowi - PAP), które podważyły naszą pozycję i uniemożliwiłyby jej funkcjonowanie zgodnie z zamierzeniami w przyszłości” - napisano w opublikowanym oświadczeniu.
„Umowa ta zabezpiecza funkcjonowanie wspólnej amerykańsko-brytyjskiej bazy na Diego Garcii przez kolejne pokolenia, dzięki solidnym zapisom dotyczącymi zachowania jej wyjątkowych możliwości i powstrzymywania naszych przeciwników” - dodano. Przypomniano, że zawarcie umowy zostało publicznie przyjęte z zadowoleniem m.in. przez USA i Australię, a także Indie, Japonię i Koreę Południową.
W maju 2025 r. laburzystowski rząd Keira Starmera zawarł porozumienie z Mauritiusem kończące wieloletni spór o zwierzchnictwo nad leżącymi na Oceanie Indyjskim Wyspami Czagos. Zgodnie z nią Mauritius przejął zwierzchnictwo nad całym archipelagiem, włącznie z wyspą Diego Garcia, na której znajduje się strategicznie położona baza wojskowa.
Dlaczego baza jest taka ważna? W cieniu stoją Chiny
Baza wojskowa na Diego Garcia, często określana mianem „niezatapialnego lotniskowca”, stanowi absolutny fundament amerykańskiej projekcji siły w regionie Indo-Pacyfiku. Jej unikalne położenie geograficzne, w samym sercu Oceanu Indyjskiego, pozwala siłom na szybkie reagowanie w punktach zapalnych Bliskiego Wschodu, Afryki Wschodniej oraz Azji Południowej, pozostając jednocześnie poza zasięgiem większości konwencjonalnych rakiet potencjalnych przeciwników.
Na wyspie stacjonuje zazwyczaj od 2000 do 2500 członków personelu wojskowego i cywilnego, a jej infrastruktura jest przystosowana do obsługi najcięższego i najbardziej zaawansowanego sprzętu. To między innymi stąd mogą operować strategiczne bombowce B-2, ale także B-52 i B-1B, a ponadto głębokowodny port w lagunie służy siłom USA jako kluczowy punkt wsparcia logistycznego dla atomowych okrętów podwodnych ale także dla sił lądowych, które mogą uczynić z portu kluczowa bazę wypadową.
Właśnie dlatego przyszłość bazy budzi w Waszyngtonie tak żywe emocje. Obawy o bezpieczeństwo nie są bezpodstawne - Mauritius od lat dynamicznie zacieśnia więzy z Pekinem, będąc pierwszym afrykańskim-wyspiarskim krajem, który w 2021 roku podpisał z Chinami umowę o wolnym handlu.
Chiński kapitał płynie tam szerokim strumieniem w lokalną infrastrukturę, co rodzi naturalne ryzyko politycznego uzależnienia. Amerykanie obawiają się więc, że przekazanie suwerenności może w dłuższej perspektywie otworzyć Chinom furtkę do monitorowania tego kluczowego przyczółka USA, a to scenariusz, który dla Pentagonu byłby strategicznym koszmarem.
AO/yb/ mal/
























































