- Wypowiedzenia są zgodne z kodeksem pracy - mówi Piotr Pszczółka, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność". - Dlatego nie możemy nic zrobić w tej kwestii. Pozostała część załogi nadal strajkuje i zakład z kapitałem francuskim jest niemalże sparaliżowany. Choć... - Jest kilku łamistrajków, którzy pracują - przyznaje Pszczółka. - Pozostali są bardzo zdeterminowani, a właściciel zakładu nie wyraża chęci podjęcia z nami rozmów. Chce nas przyprzeć do muru abyśmy odstąpili od protestu. Pracownicy zatrudnieni na stałe zapowiadają, że będą strajkować do skutku, bo nie mają nic do stracenia. A napiętą sytuację podgrzało jeszcze ogłoszenie, opublikowane w prasie przez firmę, dotyczące zatrudnienia nowych ludzi. - Strajk nadal trwa, ale sądzę, że nastąpił w nim przełom - uważa Maciej Chwedczuk, dyrektor spółki. - Część protestujących wróciła do pracy. Pozostali chcą się z nami spotkać i renegocjować swoje żądania. Zwolnienia były konieczne, bo nie chcemy mieć ludzi, którzy nie chcą pracować. Z tytułu strajku zakład ponosi duże straty finansowe i nie możemy dopuścić, aby został rozłożony na łopatki. Dlatego zatrudniamy nowe osoby. Dyrektor przypomina, że wcześniej władze firmy porozumiały się z załogą w kwestii naliczania kapitału początkowego w funduszu socjalnym oraz w kwestii otrzymania ekwiwalentu za pranie ubrania roboczego, który wynosi 75 złotych.
Dziennik Bałtycki
TOMASZ TURCZYN






















































