Prezes Szwajcarskiego Banku Narododowego Thomas Jordan powiedział, że „doszło do interwencji na rynku walutowym w celu ustabilizowania sytuacji”.


Szef szwajcarskiego banku centralnego dziś rano przemawiał na forum finansowym zorganizowanym przez dziennik „Neue Zürcher Zeitung”. Thomas Jordan potwierdził, że na rynku franka doszło do interwencji ze strony banku centralnego, której celem było osłabienie szwajcarskiej waluty.
W rundzie pytań odmówił jednak rozwinięcia tego tematu i nie wypowiedział się na temat ewentualnych dalszych interwencji.
Niepewność na rynkach wywołana przez sytuację Grecji sprawiła, że do „bezpiecznej przystani” jaką jest frank ponownie napłynął kapitał. Kurs CHF/PLN dziś utrzymuje się powyżej 4 złotych. Obecnie za franka trzeba zapłacić 4,03 zł – najwięcej od końca stycznia, kiery rynek „konsumował” jeszcze zaskakującą decyzję SNB o odejściu od utrzymywania sztywnego kursu wobec euro.
Dzisiejsze wydarzenia doskonale korespondują z ostatnią wypowiedzią Thmasa Jordana, prezesa Szwajcarskiego Banku Narodowego.
- Od lata 2007 r. światowa gospodarka znajduje się w stanie niemal permanentnego kryzysu. To, co zaczęło się jak kryzys subprime uruchomiło kryzys bankowy i finansowy i doprowadziło do recesji. Ta zaś przerodziła się w europejski kryzys długu. Obecna siła szwajcarskiego franka jest odbiciem tych kryzysowych wydarzeń i podkreśla status tej waluty jako bezpiecznej przystani, która szczególną popularnością cieszy się w czasie globalnej niepewności – powiedział w ubiegłym tygodniu Jordan.
Komentarz eksperta
Grecy płaczą, a frankowcy płacą
Jeżeli wierzyciele nie zgodzą się na radykalne umorzenie greckiego długu, to najprawdopodobniej ci ogłoszą bankructwo i zrezygnują z euro. Dla Greków oznacza to radykalne obniżenie siły nabywczej pieniądza (zubożenie), ale w dłuższym okresie większa konkurencyjność prawdopodobnie umożliwiłaby im powrót na ścieżkę rozwoju gospodarczego.
A co by się stało w Polsce? Wycofanie inwestorów zagranicznych z giełdy oraz silny wzrost kursu franka prawdopodobnie negatywnie odbiłyby się na rodzącej się w bólu dobrej koniunkturze gospodarczej. Innymi słowy, raty kredytów by wzrosły, a podwyżek pensji by nie było. Niestety, niezależnie od tego co zrobią Grecy, odbije się to na nas negatywnie.
Czytaj dalej...Michał Żuławiński




























































