REKLAMA

Raportowy koszmar inwestorów. Spółki lecą w kulki

Adam Torchała2017-10-30 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2017-10-30 06:00
Raportowy koszmar inwestorów. Spółki lecą w kulki
Raportowy koszmar inwestorów. Spółki lecą w kulki
fot. Stefan Wermuth / / Reuters

Publikowane co kwartał sprawozdania finansowe to dla inwestora jedno z najważniejszych źródeł informacji o spółce. Dzięki nowym przepisom spółki mogą jednak odwlekać ich publikacje jeszcze bardziej. Korzyści z tego niewielkie, a koszty spore. Dodatkowo najprawdopodobniej nie działają systemy wczesnego ostrzegania.

Ile czasu potrzeba na stworzenie raportu okresowego? Miesiąc, dwa, trzy? Najlepsi na lokalnym rynku pokazują, że można to zrobić w 21 dni. Za oceanem prymusi potrzebują 14 dni. Tymczasem niektóre spółki z GPW kazały inwestorom na raport za okres kwiecień-czerwiec czekać aż do 2 października. To przeszło trzy miesiące! Jeszcze 1 października inwestorzy ci, chcąc przeanalizować sytuację spółki, musieli bazować na danych z marca. W giełdowych realiach to archeologia. Sytuacja powtarza się zresztą co kwartał i podczas obecnie trwającego sezonu wynikowego wygląda podobnie, o czym zresztą pisał Krzysztof Kolany w tekście „Wynikowi prymusi i maruderzy”.

Co ciekawe wszystko to odbywa się w zgodzie z prawem. Ba, jest zasługą stosunkowo nowych przepisów. Obowiązują one od tego roku i wydłużyły czas na publikację raportów półrocznych z dwóch do trzech miesięcy, a kwartalnych z 45 do 60 dni. Są one inicjatywą unijną i Polska musiała je zaimplementować. Co kierowało pomysłodawcami tego projektu?

- Aby zapewnić dodatkową elastyczność, a tym samym zmniejszyć obciążenia administracyjne, termin publikowania półrocznych sprawozdań finansowych należy przedłużyć do trzech miesięcy po zakończeniu okresu objętego sprawozdaniem. Oczekuje się, że w wyniku przedłużenia okresu, w którym emitenci mogą publikować swoje półroczne sprawozdania finansowe, sprawozdania małych i średnich emitentów przyciągną większą uwagę uczestników rynku, co sprawi z kolei, że ci emitenci staną się bardziej widoczni – czytamy w uzasadnieniu.

Efekt niewielki, cena spora

Czy efekt osiągnięto? Częściowo na pewno tak, raporty rozkładają się na większą liczbę dni, średnia liczba raportów przypadająca na dzień też jest mniejsza. Udało się zbić także znacząco raportową górkę, a więc wysyp sprawozdań, który zwyczajowo miał miejsce pod koniec sierpnia. Górka wprawdzie nadal jest, ale mniejsza. Wiele spółek, które zwyczajowo publikowało raport właśnie w tym okresie, teraz publikuje go we wrześniu.

fot. / / Bankier.pl

Z drugiej strony w starym systemie spółki, które chciały być widoczne, były widoczne. Problemem była tylko końcówka sezonu, gdy następowała wspomniana górka. Spółka chciała, by jej raport był widoczny? Publikowała go wcześniej. W poprzednim sezonie w okresie do 24 sierpnia był ledwie jeden dzień, gdy liczba publikacji przekroczyła 10. A przecież jest jeszcze podział na posesyjne publikacje i przedsesyjne.

fot. / / Bankier.pl

I właśnie to jest chyba sedno problemu. Zmiana przepisów miała sprawić, że emitenci będą bardziej widoczni, tymczasem mogli stać się łatwo widoczni i w starym reżimie. Wydaje się, że po prostu tego nie chcieli. Zresztą wystarczy spojrzeć na daty publikacji raportów za I półrocze 2017 roku albo planowanych publikacji za III kwartał 2017 roku. Wciąż są górki, w których spółki się „ukrywają”.

fot. / / Bankier.pl

Bilans jest więc następujący – część spółek rzeczywiście może i stanie się widoczniejsza, wiele jednak z okazji po prostu skorzystać nie chce. A nie można zapomnieć o sporej cenie zmian. Ponoszą ją inwestorzy indywidualni, którzy na raport czasami muszą czekać aż o miesiąc dłużej! Może – choć nie musi – to także prowadzić do rynkowych patologii, bo ciężko przypuszczać, że w spółce po trzech miesiącach po zakończeniu półrocza, nie wiedzą, czy wyniki będą dobre czy złe. Tymczasem inwestor mniejszościowy posiłkujący się jedynie kanałem ESPI wiedzieć nie ma skąd, bo publikację raportu za okres styczeń-czerwiec dzięki nowym przepisom zaplanowano na 2 października.

Spółki nieskore do ostrzeżeń

W unijnych przepisach teoretycznie istnieje lekarstwo na ten ostatni problem. Nazywa się „profit warrning”, co wprost można przetłumaczyć jako „ostrzeżenie związane z wynikiem”, a najczęściej sprowadza się po prostu do opublikowania wstępnej informacji o wynikach przed publikacją pełnego raportu. Zabezpieczenie dla inwestorów indywidualnych płynie z rozporządzenia MAR, które reguluje kwestie związane z informacją poufną. Jeżeli wyniki odbiegają od konsensusu - zarówno w górę, jak i w dół - i w spółce zostanie to zauważone, jest to informacją poufną, którą trzeba opublikować w raporcie bieżącym. Teoretycznie więc nawet jeżeli pełne sprawozdanie za półrocze ma się pojawić 2 października, lecz wynik jest gorszy od oczekiwań, zarząd powinien rynkowi dać o tym znać wcześniej.

Słowo „teoretycznie” używane jest tutaj nieprzypadkowo. I to z kilku powodów. Po pierwsze spółki niechętnie raporty ze wstępnymi danymi bądź ostrzeżeniami o możliwym odbieganiu wyników od oczekiwań publikują. W sezonie wynikowym za pierwsze półrocze 2017 roku na podobny ruch zdecydowało się 10,88 proc. z przebadanych przez nas 432 spółek. Co ciekawe wśród 184 spółek, które zdecydowały się publikować swój raport we wrześniu lub w październiku (a więc w wydłużonym przez nowe przepisy terminie) odsetek ten wyniósł 9,78 proc. Chętniej tego typu dane akcjonariuszom przekazują więc te spółki, które i tak szybciej zamierzają opublikować pełen raport.

Być może ma to związek z dbaniem o relacje inwestorskie. Bo przecież spółka o nie dbająca raport będzie chciała inwestorowi przekazać prędzej, a nie później. Dodatkowy raport o przewidywanych wynikach może być elementem owego o relacje dbania. Tymczasem spółce, która publikuje raport półroczny w październiku, na relacjach inwestorskich po prostu nie zależy. A jeżeli nawet mówi, że zależy, to fakt publikacji raportu w październiku czy pod koniec września znakomicie weryfikuje te słowa.

Czym jest konsensus?

Drugi problem z przepisami MAR-owskimi dotyczy ich interpretowalności. Nie jest powiedziane wprost, kiedy wstępne wyniki stają się informacją poufną. Odbieganie od konsensusu można traktować różnie. Jeżeli spółkę pokrywają analitycy z biur maklerskich, sprawa jest łatwiejsza, ogromna część giełdowych spółek pokrycia analitycznego jednak nie ma. O publikacji prognoz przez same spółki już nawet nie wspominając. Jak wówczas określić odbieganie od konsensusu?

- To zależy od polityki informacyjnej jaką przyjmuje każdy emitent – wskazuje Grzegorz Surma, założyciel i redaktor naczelny Wortalu Relacji Inwestorskich, wskazując jako narzędzie do takiej polityki m.in. indywidualne standardy raportowania. Surma podkreśla także, że spółka musi mieć świadomość kontekstu swoich wyników. – Emitent powinien prześledzić swoje wyniki, sprawdzić, czy była stabilizacja, czy np. notowano ostatnio dynamiczne wzrosty i na tej podstawie ocenić, co jest konsensusem. Jeżeli przykładowo nasz zysk rośnie co kwartał o 3-4 proc., a teraz mamy 8 proc., to myślę, że w takim przypadku profit warrning nie jest do końca potrzebny. Wyniki nie odbiegają wiele od oczekiwań. Jeżeli jednak ruch jest mocniejszy albo mamy branżę np. nowych technologii, gdzie zarabiamy raz dużo, raz mało, to jak najbardziej w takiej sytuacji taki „profit warrning” byłby z perspektywy spółki wskazany – przekonuje ekspert, dodając jednak, że potencjalna informacja poufna musi być konkretna i cenotwórcza.

Sprawa konsensusu nie jest więc łatwa, najprostszym miernikiem wydaje się jednak reakcja na kursie zaraz po publikacji raportu. Prześledziliśmy sytuację spółek, które publikowały wyniki w pięciu ostatnich dniach sezonu wynikowego i nie informowały wcześniej o potencjalnych zaskoczeniach w wynikach. W 27 proc. przypadków kurs podczas pierwszej sesji po publikacji pełnych wyników zmienił się o ponad 5 proc. Oczywiście każdy przypadek to osobna historia, a ocena tego czy wynik odbiegał od konsensusu należy nie do mnie, a KNF-u, jednak powyższa liczba z grubsza pokazuje, że o pewnych zaskoczeniach mówić możemy. A inwestorzy mniejszościowi, przez nowe przepisy, musieli czekać o miesiąc dłużej, by o nich się dowiedzieć.

Ty, inwestorze, sobie czekaj...

Podsumowując powyższe rozważania, wydaje się, że nowe przepisy dobrze przysłużyły się "cwanym" spółkom, które nie darzą inwestorów indywidualnych żadnym szacunkiem. W zasadzie bezkarnie mogą zwlekać z publikacją sprawozdania finansowego o miesiąc dłużej. Część, która na zmianach rzeczywiście zyskała "widzialność" i zamiast publikować w ostatnim dniu sierpnia, zdecydowała się na publikację na początku września, "widzialność" uzyskać mogła i bez zmian przepisów. Jak? Publikując po prostu kilka dni wcześniej, np. w połowie sierpnia, gdy kalendarz wciąż jest w miarę pusty.

Bo należy podkreślić, że przygotowanie raportu półrocznego nie jest aż tak czasochłonne, by spółki się nie wyrobiły z tym np. do połowy sierpnia. Tymczasem dla inwestora każda informacja może przeważyć o tym, czy zdecyduje się w spółkę bardziej zaangażować, czy może sprzeda jej akcje. Tym bardziej jeżeli mówimy o pełnym sprawozdaniu z całego kwartału. Im szybciej inwestor tego typu informację otrzyma, tym dla niego lepiej. A przecież to inwestorzy i ich kapitał stanowią fundament rynku.

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Ubezpieczenie NNW Studenta dedykowane dla studentów i uczniów wyższych uczelni z 10% rabatem

Ubezpieczenie NNW Studenta dedykowane dla studentów i uczniów wyższych uczelni z 10% rabatem

Komentarze (2)

dodaj komentarz
emeryt_giełdowy
"Co ciekawe wszystko to odbywa się w zgodzie z prawem. Ba, jest zasługą stosunkowo nowych przepisów. Obowiązują one od tego roku i wydłużyły czas na publikację raportów półrocznych z dwóch do trzech miesięcy, a kwartalnych z 45 do 60 dni. Są one inicjatywą unijną i Polska musiała je zaimplementować. Co kierowało pomysłodawcami "Co ciekawe wszystko to odbywa się w zgodzie z prawem. Ba, jest zasługą stosunkowo nowych przepisów. Obowiązują one od tego roku i wydłużyły czas na publikację raportów półrocznych z dwóch do trzech miesięcy, a kwartalnych z 45 do 60 dni. Są one inicjatywą unijną i Polska musiała je zaimplementować. Co kierowało pomysłodawcami tego projektu?"

Panie Adamie czas najwyższy cytować dyrektywy (przepisy) unijne, których treści nie zna 99% społeczeństwa, a które są implementowane i stają się zasłoną ciemnej chmury naszych polityków, którzy zasłaniają się przepisami unijnymi tam gdzie mają w tym INTERES.
http://www.korporacyjnie.pl/nowy-system-obowiazkow-informacyjnych-emitentow-gieldowych-czesc-ii-raporty-okresowe/
To, że przepisy unijne dopuszczają i mówią "MUSZĄ" nie oznacza, że zgodnie z Polskim prawem nie "MOGĄ" być publikowane wcześniej.
emeryt_giełdowy
"Co ciekawe wszystko to odbywa się w zgodzie z prawem. Ba, jest zasługą stosunkowo nowych przepisów. Obowiązują one od tego roku i wydłużyły czas na publikację raportów półrocznych z dwóch do trzech miesięcy, a kwartalnych z 45 do 60 dni. Są one inicjatywą unijną i Polska musiała je zaimplementować. Co kierowało pomysłodawcami "Co ciekawe wszystko to odbywa się w zgodzie z prawem. Ba, jest zasługą stosunkowo nowych przepisów. Obowiązują one od tego roku i wydłużyły czas na publikację raportów półrocznych z dwóch do trzech miesięcy, a kwartalnych z 45 do 60 dni. Są one inicjatywą unijną i Polska musiała je zaimplementować. Co kierowało pomysłodawcami tego projektu?"

Panie Adamie, czas chyba najwyższy cytować przepisy unijne, których nie zna 99% społeczeństwa, na które powojują się wszyscy i mówią, że trzeba je implementować.
Z tego co się orientuję, a czytałem niektóre z tych przepisów one nigdy nie mówiły 'MUSZĄ". One z reguły mówiły "MOŻNA". To, że nasi rządzący słowo MOŻNA zamieniają na "MUSZĄ" wynika z tego, że mają tak jak mi to dał do zrozumienia jeden z doradców finansowych INTERES, aby uszczelniać np. system Vat wprowadzając ulgi dla wybranych mniejszych podmiotów gospodarczych (np. małe browary), a jednocześnie ROZSZCZELNIĆ te sfery gospodarki, w których widzą realizację własnych interesów.
Skutek jest taki jak Pan opisuje, a mnie sprowadzono na ziemię jednym zdaniem.
JAKI MASZ INTERES i CO TY Z TEGO BĘDZIESZ MIAŁ, ŻE .......

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki