Europejski rynek kryptowalut czekają rewolucyjne zmiany wprowadzone przez dyrekywę MiCA. Szansę dla siebie upatruje w tym polska spółka Ari10, która planuje przejęcia spółek z branży cyfrowych aktywów, a w przyszłości debiut na giełdzie w Londynie. O jej zamiarach i ocenie sytuacji na rynku krypto rozmawialiśmy z prezesem zarządu Ari10, Mateuszem Karą.


Michał Misiura, Bankier.pl: czym zajmuje się Ari10?
Mateusz Kara, Prezes Zarządu Ari10: Jesteśmy dostawcą usług w sektorze kryptoaktywów. Od ponad ośmiu lat stawiamy sobie za cel budowę bezpiecznej i zaufanej infrastruktury dla globalnych transakcji kryptowalutowych. Dostarczamy kompletny ekosystem obsługi transakcji, który umożliwia sprzedawcom, instytucjom finansowym i zwykłym użytkownikom kupowanie, sprzedawanie i zarządzanie aktywami cyfrowymi.
Niedawno ogłosiliście nową strategię. Jakie są jej założenia?
Z wejściem w życie MiCA na obszarze UE koszty uzyskania licencji, a następnie prowadzenia biznesu w sposób nadzorowany wzrosną na tyle, że nie wszystkie biznesy pozostaną rentowne. Rynek ulegnie silnej profesjonalizacji, centralizacji oraz konsolidacji. Nasza strategia to wykorzystuje. Szybko złożyliśmy wniosek o licencję. Po jej uzyskaniu chcemy zgłosić się do podmiotów, które nie będą w stanie utrzymać rentowności w nowych warunkach rynkowych lub nie są gotowe strukturalnie, aby przejść proces licencyjny i przejąć je.
Drugim filarem jest przekierowanie naszej głównej działalności na segment płatności. Nie koncentrujemy się tylko na firmach krypto, ale też kupujemy istniejące biznesy posiadające komplementarne licencje, takie jak PSP (Dostawca Usług Płatniczych) i EMI (Instytucja Pieniądza Elektronicznego). Docelowo chcemy dojść do poziomu licencji bankowej. Pozwoli nam to zamknąć cały obrót pieniądza w jednej grupie kapitałowej, co zwiększy rentowność, eliminując koszty związane z zewnętrznymi dostawcami.
W jakim kraju staracie się o licencję MiCA? Jak ocenia Pan polskie przejścia z ustawą o rynku kryptoaktywów?
Ze względu na uwarunkowania prawne nie mogę wymienić tego kraju z nazwy. Powiem tylko, że wybraliśmy państwo, w którym mogliśmy złożyć wniosek o licencję jeszcze przed wejściem w życie rozporządzenia MiCA. Wszystkie przepisy były już gotowe praktycznie od połowy 2024 roku, a regulator przedstawiał pełne wytyczne, jak przejść proces. Siłą rzeczy podejmując decyzję o zdobyciu licencji za granicą, odpuściliśmy Polskę. W związku z tym nie było potrzeby sprawdzania postępów prac nad polską ustawą.
Plany ekspansji Ari10 koncentrują się na Beneluksie, Bałkanach i Skandynawii. Czemu nie na dużych rynkach strefy euro, takich jak Francja czy Niemcy?
Najłatwiej jest wejść do Europy poprzez strefę euro, co jest pierwszym kierunkiem dla globalnych graczy. My chcemy rosnąć w tych krajach, które są dużo trudniejsze do zagospodarowania i są mniejszymi rynkami. Wymaga to bardziej lokalnych struktur, a dostęp do bankowości jest trudniejszy. Widzimy tu największe możliwości, by zdobyć duży procent rynku. Chcemy przyspieszyć wejście, kupując istniejące, zdrowe biznesy, które są już znane, posiadają historię i biznesowe kontakty.
Które konkretne rynki są dla Was szczególnie interesujące?
W Europie południowo- wschodniej dużym rynkiem, który nas bardzo interesuje, jest Rumunia. Tam praktycznie nie istnieją lokalni gracze i bardzo trudno jest kupić krypto za lokalną walutę. Drugim istotnym kierunkiem jest cała Skandynawia, która jest rynkiem trudnym i hermetycznym, ale przez to bardzo przyszłościowym dla firm o naszej skali.
Polska spółka planuje debiut na londyńskiej giełdzie
Według nowej strategii centralnym ogniwem działalności Ari10 ma być spółka holdingowa z siedzibą w Wielkiej Brytanii. Dlaczego nie w Polsce?
Z jednego względu: chcemy skupić się na tym, żeby przygotować naszą grupę holdingową do wyjścia na giełdę, co musi być powiązane z naszą ekspansją w Europie.. Dlatego wybraliśmy Wielką Brytanię, bo to fintechowy hub Europy, z bardzo dojrzałym rynkiem. W Polscei brakuje pełnego zrozumienia dla branży, w której działamy.. Londyńska spółka holdingowa nie będzie jednak prowadzić działalności operacyjnej – będzie "house of brands". Chcemy bowiem, by przejmowane firmy nadal działały pod własną marką, zachowując swoją niezależność i tożsamość.
Do czego potrzebujecie IPO?
Jesteśmy rentowną firmą i od lat osiągamy zyski. 2025 rok zamkniemy na poziomie blisko 350 mln dolarów wolumenu - łącznej wartości transakcji (Total Transaction Value — TTV). Planujemy organiczny wzrost do 550 mln dolarów w 2026 roku. Dzięki dołożeniu przejęć, które mamy już w planach, wolumen może wzrosnąć do ponad miliarda dolarów.
Chcemy pozyskać środki na giełdzie tylko i wyłącznie po to, by móc szerzej spojrzeć na rynek finasowy - nabyć potrzebne licencje oraz większe podmioty niż te, które moglibyśmy nabyć samodzielnie. Naszym celem jest zbudowanie dużego podmiotu w przeciągu następnych dwóch, trzech lat. Dzięki temu chcemy stać się europejskim championem, obecnym na wielu rynkach. W tej chwili z Polski pochodzi 65% naszego ruchu. Chcemy to zbalansować.
Nie planujemy jakiegokolwiek wyjścia z inwestycji na poziomie listingu - wszyscy założyciele zablokują swoje udziały na 24 miesiące. Środki, które zamierzamy pozyskać w ramach IPO, mają dać nam jeszcze większe możliwości nabycia kilku większych podmiotów.
Kiedy może dojść do debiutu?
Chcielibyśmy żeby doszło do niego w drugim kwartale 2026 roku. Na ten moment nie będziemy jednak deklarować dokładnego terminu, bo kluczowa dla nas nie jest data, ale procesy, które chcemy zrealizować w ramach naszej strategii. To, na czym się obecnie koncentrujemy, to jak najszybsze zakończenie procesu licencyjnego MiCA. Następnie mamy zamiar dokończyć prowadzone akwizycje finansowane z własnych środków. Po tym będziemy gotowi do przeprowadzenia oferty.
Zrobiliśmy już wiele w tym kierunku: przygotowaliśmy całą strukturę grupy kapitałowej, dokonaliśmy audytu sprawozdań za cały okres funkcjonowania spółki. Chcieliśmy mieć za sobą najbardziej czasochłonne kroki przygotowawcze, by w momencie podjęcia decyzji, móc przeprowadzić debiut możliwie szybko.
Szykujecie się do debiutu na giełdzie, czyli IPO, ale równe 4 lata temu przeprowadziliście IDO, czyli debiut tokena Ari10 na zdecentralizowanej giełdzie. Jak ocenia pan tamten debiut?
Jeżeli chodzi o token, moment kiedy z nim wychodziliśmy, to był bardzo dobry czas dla rynku altcoinów. Obecnie on praktycznie się skończył. Niestety obserwujemy globalnie bardzo duży odpływ kapitału od alternatywnych kryptowalut, więc na ten moment token nie stanowi istotnej części naszej działalności. On oczywiście funkcjonuje w ramach naszego ekosystemu, ale nie jest rzeczą, na której skupiamy się na chwilę obecną.
Prezes Ari10 ocenia sytuację na rynku kryptowalut
Jak widzi Pan bieżącą sytuację na rynku kryptowalut? To już początek bessy? Jeśli tak, jak wpłynie to na działalność firmy?
Transformacja biznesu w kierunku klienta B2B i przygotowania się pod usługi związane z kryptoaktywami, powoduje, że warunki na rynku kryptowalut nie do końca mają wpływ na funkcjonowanie firmy. Oczywiście jego kondycja będzie wpływała na potencjalny debiut giełdowy, ponieważ zawsze będziemy oceniani jako firma krypto, więc musimy być zgodni z rynkiem.
Należy jednak pamiętać, że nasz model opiera się głównie na obrocie stablecoinami, które są niezależne od kondycji całego rynku kryptowalut. Klienci B2B, których obsługujemy, są związani z rynkiem płatniczym krypto, a nie spekulacyjnym, co pozwala nam uniezależnić się od hossy czy bessy. Jeżeli chodzi o rynek krypto-spekulacyjny, moim prywatnym zdaniem, nie jest to jeszcze bessa, ale z pewnością nie byliśmy też świadkami takiej hossy, na jaką liczyli wszyscy traderzy - nawet w kontekście wzrostów trwających od 2024 roku. Osobiście uważam, że ten rynek nie wróci do dawnej formy.
Dlaczego?
Myślę, że formuła się wyczerpała. Podmioty nie będące firmami, nie są w stanie utrzymywać przez długi czas tak dużych wzrostów, zwłaszcza jeśli mówimy o tokenach. W mojej ocenie - to jest całkowicie prywatna ocena – docelowo na rynku pozostaną główne kryptowaluty, takie pierwsze top 100, które nadal będą miały wartość inwestycyjną i spekulacyjną.
Cały świat krypto idzie obecnie w kierunku stablecoinów i twardego biznesu. Ten rynek jest w gigantycznej hossie. Świadczy o tym rosnące zainteresowanie tradycyjnych instytucji finansowych, choćby niedawna akwizycja dokonana przez MasterCard. Zawsze byłem sercem w tym miejscu: nie byłem nigdy traderem, więc stablecoiny to jest ten rynek, który najlepiej rozumiem i na którym od zawsze chciałem działać.
Ten rynek będzie rosnąć?
Uważam, że większość rozliczeń międzynarodowych - a to już jest widoczny trend - idzie w kierunku stablecoinów. Zarówno Visa, jak i MasterCard, czyli dwie największe korporacje płatnicze na świecie, przechodzą na rozliczanie przelewów w stablecoinach pomiędzy kontynentami i swoimi merchantami. Stany Zjednoczone kładą bardzo duży nacisk na to, by utrzymać dominację dolara na świecie poprzez wspieranie stablecoinów, ponieważ większość ruchu stablecoinowego opiera się właśnie na dolarze.
Duża część tradycyjnej bankowości, rozumianej jako rozliczenia, przejdzie na stablecoiny w ten sposób, że banki i instytucje uczestniczące w rynku po prostu włączą je do swoich systemów. Rozliczenia te są dużo tańsze i szybsze. Obecny system finansowy oparty o SEPA i SWIFT, zwłaszcza w przypadku przelewów międzynarodowych czy interkontynentalnych, jest po prostu przestarzały i za drogi.

























































