REKLAMA

Polacy toną w długach

Bogusław Półtorak2009-11-17 06:00
publikacja
2009-11-17 06:00
Blisko co dziesiąty Polak ma długi nieregulowane od ponad pół roku. Popadnięcie w pętlę niespłacanych lub rolowanych długów stanowi dziś jedno z największych zagrożeń gospodarstw domowych. Konsumpcyjny styl życia i złe nawyki finansowe często popychają do nadmiernego zadłużania się. Kłopotów można byłoby często uniknąć, stosując proste zasady planowania finansów osobistych lub korzystając z odpowiednich usług finansowych.

Polacy wpadają w spiralę zadłużenia

W pułapkę zadłużenia konsumenci wpadają często niejako na własne życzenie lub pod presją łatwo dostępnego pieniądza. Przynajmniej tak się później często tłumaczą. Ofensywa kredytowa banków, z jaką mieliśmy do czynienia przez ostatnie kilka lat, była niespotykanym zjawiskiem w skali całego okresu po transformacji ustrojowej w 1989 roku. Tani i łatwo dostępny kredyt, którego banki udzielały bez większych formalności, pozwalał wreszcie po latach zrealizować marzenia o własnym mieszkaniu, domu lub samochodzie.

Już dziś pierwszy ogólnopolski Dzień bez Długów!

Aż 63% ankietowanych uważa, że Dzień bez Długów jest w Polsce możliwy do realizacji, natomiast 82% deklaruje, że zawsze spłaca swoje należności. Z okazji pierwszego ogólnopolskiego Dnia bez Długów, wśród internautów została przeprowadzona ankieta, której celem było sprawdzenie, co różne grupy zawodowe sądzą na temat problemu długów oraz idei Dnia bez Długów. Czytaj dalej...


W ten kredytowy miraż uwierzyli niemal wszyscy, co zresztą samo w sobie jeszcze nie jest niczym złym. Kredyty w wielu krajach są jeszcze bardziej rozpowszechnione niż w Polsce, wystarczy tu wspomnieć zadłużonych na pokolenia Amerykanów. Polacy jednak ucząc się dopiero, jak postępować z kredytami, nie oswoili jeszcze życia na kredyt. Patrząc na sprawę „statystycznie” - wielkość długów nie jest jednak dramatyczni wysoka. Rzeczywiście w latach 2007-08 zaobserwować można było wyraźny spadek udziału należności zagrożonych w bankach.


Sęk w tym, że było to raczej związane nie tyle z lepszą sytuacją dłużników w tamtym okresie, co z bardzo wysoką dynamiką nowo udzielanych kredytów. Oczywistością jest, że dopiero co udzielone kredyty na początku są dość dobrze spłacane. Erozja i psucie warunków spłaty następuje dopiero z upływem czasu. Zagrożenia są wtedy dwojakiego rodzaju. Z jednej strony nasileniu ulegają czynniki losowe (ryzyko utraty zdrowia, wypadki), a kolejno również ujawniają się skutki błędów w planowaniu własnych finansów. O ile skutki tych pierwszych można minimalizować poprzez np. ubezpieczenia, to dużo bardziej niebezpieczne są te drugie.

Przeszacowanie własnych możliwości finansowych zbyt optymistyczne założenia kosztów życia lub - co chyba najczęstsze - zupełny brak planowania finansów domowych, to główne grzechy polskich dłużników. Dodając do tego niechęć do ubezpieczania się mamy niemal kompletny obraz sytuacji. Z jednej strony mamy relatywnie dobrą obsługę zadłużenia regularnego, ale jak już się coś wydarzy, to z dnia na dzień dłużnik staje się realnym bankrutem.


Liczba takich katastroficznych dłużników wraz z przesileniem na rynkach kredytowych pod koniec ubiegłego roku zaczęła szybko rosnąć. Uczciwie należy stwierdzić, że wbrew pozorom dla całego sektora finansowego odsetek takich kredytobiorców nie jest istotnym problemem. Jednostkowo dla tych ludzi jest to jednak po prostu tragedia. A minimalizowanie skutków takiego czarnego scenariusza jest w pewnym momencie dość łatwe. Kluczem jest czas.

Jak sobie radzić z kredytem

Kłopot w tym, że dłużnikowi zwykle czasu już brakuje, gdyż wcześniej go trwoni, nawet bardziej niż pieniądze. Decydując się na zaciągnięcie kredytu, klient instytucji finansowej sam siebie stawia już niejako w przymusowej sytuacji. Na refleksję, czy rzeczywiście „stać mnie” na kredyt, w takiej chwili jest już za późno. Kredytobiorca koncentruje się raczej na tym, jak spełnić warunki banku. Pracownicy tego ostatniego też nie do końca ułatwiają sprawę, gdyż również koncentrują się jedynie na technicznej stronie wniosku.


Sterty dokumentów i mnóstwo formalności, a i jeszcze prosprzedażowe nastawienie bankowców nie sprzyjają chłodnemu podejściu i planowaniu. A planowanie jest podstawą bezpiecznego kredytu. I tu pojawia się pierwszy kłopot. Zazwyczaj klient nie jest finansistą i przerzuca mentalnie odpowiedzialność za kredyt na sprzedawcę. Ufa mu całkowicie, bo tak mu wygodniej. Niestety później to nie jest wytłumaczenie, że zaciągnąłem kredyt, bo mi go "wcisnął" bank. Efekty takie podejścia mogą być opłakane.


Pełną odpowiedzialność ponosi zawsze klient, a doradca jest osobą, której rolą jest profesjonalne wyjaśnienie wszelkich wątpliwości. Te wątpliwości trzeba więc mieć. Rzeczywistość jest jednak bardziej prozaiczna, średnio jedna osoba na kilka czyta przed podpisaniem umowę kredytową „od deski do deski”. Leniwi tłumaczą się, że umowy kredytowe są skomplikowane. Owszem, ale to dlatego, że dotyczą konkretnych pieniędzy i nigdy nie będzie inaczej. Skoro przykładowo kredyt mieszkaniowy na kilkaset tysięcy złotych stanowi największą kwotę, jaką będziemy mieli do uregulowania w naszym życiu, to warto poświęcić mu kilkanaście minut własnej uwagi na dokładne przeczytanie umowy.

Zgodnie z ideą Dnia bez Długów, 17 listopada powinien być okazją do oddawania nawet najmniejszych pożyczonych kwot, nie kupowaniu „na zeszyt” oraz nie zadłużania się. Dzień ten jest również szansą na zakomunikowanie dłużnikom korzyści, jakie mogą osiągnąć dzięki dobrowolnej spłacie zadłużenia oraz argumentem do dyskusji na temat rozsądnego zadłużania się.


I nie chodzi tutaj wcale o konieczność zostania specjalistą od umów. Każdą wątpliwość musi wyjaśnić nam bankowiec, a jeśli mamy dalsze kłopoty ze zrozumieniem zapisów, to pytamy niezależnego doradcę, sprawdzamy w internecie, czasami wśród znajomych, którzy mają kredyt, ale jeśli nadal mamy kłopot ze zrozumieniem zapisów umowy, to być może ten kredyt nie jest dla nas. Brak wiedzy, nieznajomość prawa nie zwalania z odpowiedzialności.

Świadomy wybór kredytu z rozważeniem za i przeciw to podstawa uniknięcia kłopotów. Warto wiec planować swoją przyszłość finansową, najlepiej zacząć już dziś: wziąć kartkę, długopis i kalkulator i odpowiedzieć samemu sobie na kilka trudnych pytań.
A co, gdy mam już problemy? W taki wypadku planowanie finansowane jest już po prostu jedynym sposobem ratunku.

Bezwzględna windykacja czy pomoc

Popadnięcie w pętlę długów jest coraz łatwiejsze. Świat kusi łatwą konsumpcją, życiem ponad stan. Polacy nie są żadnym wyjątkiem i będą się z tego powodu coraz bardziej zadłużać i... popadać w kłopoty. Co robić, gdy już zadzwoni, zapuka windykator? Większość osób próbuje przyjąć jakąś formę obronną. Kluczową kwestią z punktu widzenia firmy windykacyjnej jest ustalenie rzeczywistych przyczyn niepłacenia. Jeśli jest nią niezaradność życiowa, kłopoty finansowe, to jest szansa na znalezienie kompromisu.

Konieczna jest jednak w takim wypadku współpraca z doradcą windykacyjnym. W innych wypadkach, gdy klient próbuje po prostu oszukiwać, nie ma co liczyć na wyrozumiałość. Do akcji wkracza sąd i komornik. Lepiej więc znajdować wspólny język. Ludźmi, którzy popadli w długi, często targają dramatyczne uczucia: od wstydu po gniew. To całkiem uzasadnione, ale nie przekreśla człowieka. Konieczne jest jednak świadome podejście do problemu i dialog. Pełna świadomość konsekwencji postępowania i wskazanie dróg rozwiązania kłopotów to krok we właściwym kierunku.


Kluczem efektywnej windykacji jest natomiast określenie motywów zachowań dłużników. Identyfikacja przyczyn długu staje się podstawą do obustronnego porozumienia. Cele jest ten sam – osiągnięcie konsensusu co do naprawy zdolności obsługi zadłużenia. Konieczność wspólnego porozumienia jest przy tym najważniejsza dla dłużnika. Wbrew temu co mu się wydaje, ma on jeszcze wiele do stracenia. Dłużnicy często próbują walczyć, stawiają opór lub popadają w stan obojętności wobec działań windykatora.

Trwanie w uporze lub nawet zbyt uległy konformizm może doprowadzić do eskalacji działań windykacyjnych, a to generuje dodatkowe koszty długu w tempie ekspresowym. Efektywna egzekucja długów na drodze sądowej staje się w takim wypadku już swoistym gwoździem do trumny. Nieuchronność konsekwencji, która często jest wypierana przez dłużnika ze świadomości, sama nie zniknie, więc warto pozwolić sobie pomóc spłacić dług. W takiej sytuacji żaden kredyt nie będzie straszny.

Kredyt nie taki straszny, jak go malują

Kredyty są dla ludzi, ale z małym zastrzeżeniem, że tak jak ze wszystkim należy do nich podchodzić z umiarem. Decyzje finansowe podejmowane pod wpływem emocji potrafią przyczynić się do olbrzymich szkód. Nie tylko, gdy mowa o inwestycjach na giełdzie, ale szczególnie właśnie, gdy bierzemy na siebie zarówno wielotysięczne zobowiązania jak i te kilkusetzłotowe. Konieczność radzenia sobie z coraz większymi kredytami jest raczej przesadzona.

Niefrasobliwości natomiast nic nie tłumaczy. Patrząc na tempo wzrostu portfela kredytowego banków można stwierdzić, że jesteśmy skazani na kredyty. Porównując wartość kredytu na osobę w Polsce ciągle jest to wartość kilkukrotnie niższa niż na Zachodzie. Kłopot w tym, że jeszcze nie nauczyliśmy się żyć z kredytem.


Medialne dyskusje o tym, jaki kredyt jest najlepszy, czy np. walutowy, czy złotowy, pokazują, że problem jest już przynajmniej widoczny. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana i wymaga głębszego zastanowienia. Przezorność, dociekliwość i umiar będzie kluczem do odpowiedzialnego korzystania z kredytów. W życiu nic nie jest przecież za darmo. Bo w końcu dzięki kredytowi ma się nam żyć lepiej i łatwiej.

Bogusław Półtorak,

Główny Ekonomista Bankier.pl SA
Źródło:
Tematy
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda

Komentarze (34)

dodaj komentarz
~Jan
Parę uwag o kredytach.W Polsce panuje obiegowa opinia,że banki kredyty dają a klienci je biorą.Taki trochę chwyt psychologiczny .Musimy nauczyć się,że kredyt jest towarem za który sie płaci cenę i to najczęściej zmienną,a nie prezentem mającym być lekiem na nasze możliwości finansowe lub środkiem do realizacji marzeń.Następną sprawą Parę uwag o kredytach.W Polsce panuje obiegowa opinia,że banki kredyty dają a klienci je biorą.Taki trochę chwyt psychologiczny .Musimy nauczyć się,że kredyt jest towarem za który sie płaci cenę i to najczęściej zmienną,a nie prezentem mającym być lekiem na nasze możliwości finansowe lub środkiem do realizacji marzeń.Następną sprawą jest fakt,że po ktedyt bezpiecznie można sięgnąć mając własne zasoby gotówkowe w wysokości sporo przekraczjącej wysokość kredytu.Niestety,przeciętny zjadacz chleba w Polsce zaraz po otrzymaniu/kupieniu/ kredytu wpada w euforię myśląc,że ma pieniądze i chyba nie za bardzo na początku zdaje sobie sprawę z faktu,że sa to tylko jego długi.
~TB
Kredyt na konsumpcję to mega debilizm.
Natomiast jeżeli wezmę kredyt nawet na 20% rocznie ale obrócę nim 1 x na mc na 10% to mam 120%.
oddaje bankowi 20% i reszta jest dla mnie.
Warunek jak wyżej.
Kredyt nie na konsumpcje ale na inwestycje lub towar.

Moge to pisać całkiem swobodnie. Konkurencja mi nie grozi.
Ciemna
Kredyt na konsumpcję to mega debilizm.
Natomiast jeżeli wezmę kredyt nawet na 20% rocznie ale obrócę nim 1 x na mc na 10% to mam 120%.
oddaje bankowi 20% i reszta jest dla mnie.
Warunek jak wyżej.
Kredyt nie na konsumpcje ale na inwestycje lub towar.

Moge to pisać całkiem swobodnie. Konkurencja mi nie grozi.
Ciemna masa i tak poleci do jakiegoś żagla aby kupić kino domowe.
~anonim
Co wy ludzie wiecie o życiu?Jak rodzice dali na start to sobie możecie teraz gadać a ja k toś ma troje dzieci i znikąd pomocy to niestety musi się ratować kredytami bo inaczej dzieci książek do szkoły by nie miały ale kogo to obchodzi
~Co ja wiem o życiu?
Jak kogoś nie stać na dzieci, to nie powinien ich produkować, trójka zakrawa trochę na masówkę.
infinum odpowiada ~Co ja wiem o życiu?
To ile ten pan ma dzieci, to nie jest nasza (społeczeństwa) sprawa - ma tyle ile ma, nic nam do tego. Przyznam, że nawet mu lekko zazdroszczę, bo też chciałbym mieć 3kę.

Przynajmniej ma większe szanse na spokojne życie na starość jeśli te dzieci dobrze wychowa - więcej dzieci, to pewniejsza "emerytura". Tyle tylko,
To ile ten pan ma dzieci, to nie jest nasza (społeczeństwa) sprawa - ma tyle ile ma, nic nam do tego. Przyznam, że nawet mu lekko zazdroszczę, bo też chciałbym mieć 3kę.

Przynajmniej ma większe szanse na spokojne życie na starość jeśli te dzieci dobrze wychowa - więcej dzieci, to pewniejsza "emerytura". Tyle tylko, że te dzieci będą też spłacały ów kredyt "na książki" w razie gdyby się panu powinęła noga.

No, i oczywiście będą kolektywnie spłacać kredyty innych ludzi, którzy wyciągną rękę do państwa i którym państwo pożyczy pieniądze. A przecież pożyczy, bo pospólstwo twierdzi, że właśnie od tego państwo jest - żeby dawać/pożyczać pieniądze tym najbiedniejszym.
~Przemysław z Krakowa
Tydzień temu była na ten temat dyskusja w radiu (Jedynka, Wtorek 10.11, 20:10, reportaże) z udziałem m.in. człowieka ze Związku Banków Polskich, który przez 40 minut nie był w stanie wykazać się niczym, prócz obrzucania dłużników oskarżeniami o „nieuczciwość”. Słuszne uwagi redaktora i współrozmówczyni z organizacji Tydzień temu była na ten temat dyskusja w radiu (Jedynka, Wtorek 10.11, 20:10, reportaże) z udziałem m.in. człowieka ze Związku Banków Polskich, który przez 40 minut nie był w stanie wykazać się niczym, prócz obrzucania dłużników oskarżeniami o „nieuczciwość”. Słuszne uwagi redaktora i współrozmówczyni z organizacji konsumenckiej, że te sprawy są o wiele bardziej skomplikowane, ignorował, lub odpowiadał nie na temat. Mija tydzień, a tu mamy taki artykulik, w którym znowu jest masa błędów. Oto najważniejsze z nich:

„Niestety później to nie jest wytłumaczenie, że zaciągnąłem kredyt, bo mi go "wcisnął" bank.”
- Udowodnienie tego może być trudne. Ja sam, mimo całkowitego braku inicjatywy w tym kierunku, byłem wielokrotnie namawiany, a pewnego razu dziesięć minut zajęło mi kobiecie w banku wytłumaczenie, że nie chcę karty kredytowej. Ja jestem uparty, ale nie każdy taki jest, więc, więc „wciśnięcie kredytu” w pewnym momencie było całkiem realne, a wciśnięcie karty kredytowej – w swoim czasie było zapewne bardzo częste.
- Dodam jeszcze, że w swoim czasie często słyszało się o długach wyprodukowanych przez same banki. Zwykle chodziło o końcówki, czy jakieś drobne opłaty. Jednak bank, zamiast uczciwie poinformować klienta, że ma dopłacić kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, czekał kilka lat, naliczał odsetki, także karne, a potem się dziwił, że klient nie ma z czego tego zapłacić. A wystarczyło być uczciwym i sprawa byłaby załatwiona w tydzień!

„średnio jedna osoba na kilka czyta przed podpisaniem umowę kredytową „od deski do deski”. Leniwi tłumaczą się, że umowy kredytowe są skomplikowane.”
- Prawnicy, niektórzy doradcy, czy ludzie z organizacji konsumenckich mówią to samo. I co? Też są „leniwi”? Może należałoby zająć się upraszczaniem umów, a nie opluwaniem ludzi, którzy ich nie rozumieją. Z resztą, spotkałem się z kilkoma pracownikami banków, którzy mieli wielkie problemy z rozmową o o wiele prostszych sprawach.

„Lepiej więc znajdować wspólny język.”
- A jak bankowiec, czy windykator nie rozumie języka powszechnie używanego w naszym kraju? Dla wspomnianej przeze mnie pracownicy banku stwierdzenie „nie potrzebuję karty kredytowej” było zupełnie niezrozumiałe. Uzasadnienie braku winy dłużnika w kłopocie jest o wiele bardziej skomplikowane, co nie zmniejsza prawdziwości tegoż.

„Trwanie w uporze lub nawet zbyt uległy konformizm może doprowadzić do eskalacji działań windykacyjnych, a to generuje dodatkowe koszty długu w tempie ekspresowym.”
- Co jest zupełnie bezsensowne, trudno bowiem oczekiwać, że dłużnik spłaci wyższy o rozmaite kary dług, skoro miał problemy ze spłacaniem niższego.

„pozwolić sobie pomóc”
- Jeśli strasznie, nachodzenie, czy rozpuszczanie plotek wśród sąsiadów nazywamy pomocą... (w programie radiowym powiedziane zostało i poparte wieloma przykładami, że to są normalne metody windykatorów). O ile wiem, trzeba się po taką pomoc samemu upominać, ale... bardzo przyjemnie się o tym pisze, samemu takiego problemu nie mając. Przerażony człowiek inaczej myśli, a i ta "pomoc" wcale nie musi być taka efektywna.

W artykule brakuje również informacji o tym, ilu dłużników jest „katastroficznych”, a ilu faktycznie nierzetelnych i oszustów. Kiedyś słyszałem, że jakieś 90% ludzi popada w długi bez własnej winy. Bywają ofiarami przestępstw, grupowych zwolnień z pracy, klęsk żywiołowych, czy chorób. A banki, zamiast pomagać, nakładają na nich kary, co powoduje pogorszenie sytuacji.

Podsumowując, banki często same sobie są winne, że sytuacja tak, a nie inaczej wygląda. Jak często i w jakim stopniu? Nie wiem, ale warto by się było nad tym zastanowić.
Przepraszam za długi wpis i pozdrawiam.

~wyskok
Z tym wciskaniem na chama kart kredytowych to prawda. Od jakiegoś czasu SKOK Stefczyka _obowiązkowo_ raczy swoich członków tym "dobrodziejstwem". Tłumaczenie pracownikowi że nie potrzeba mi karty kredytowej na nic się nie zda, bo to zarząd tak zadecydował za wszystkich członków. Swoją drogą ciekawe ile wzięli za umowę z Z tym wciskaniem na chama kart kredytowych to prawda. Od jakiegoś czasu SKOK Stefczyka _obowiązkowo_ raczy swoich członków tym "dobrodziejstwem". Tłumaczenie pracownikowi że nie potrzeba mi karty kredytowej na nic się nie zda, bo to zarząd tak zadecydował za wszystkich członków. Swoją drogą ciekawe ile wzięli za umowę z VISA.
To może być WIĘKSZY SMRÓD NIŻ Z USTAWĄ HAZARDOWĄ. Z tego powodu już kilka miesięcy temu zabrałem od nich moją kasę.
~madoff
Nic nowego,cala Polska tonie od lat w dlugach.
~K.
I jeszcze co do sposobu zarabiania - ja tam wolę zarabiać w nieco bardziej realnym biznesie niż forex czy giełda. Zarobki wydają mi się bardzje stabilne i przewidywalne, a co do wysokości porównywalne, no i z powodu codziennego stresu nie zejdę w wieku 40 lat na zawał ;-)
Ale to kwestia wyboru.
~chojnak
100% poparcia. Utrzymać stabilny zysk z giełdy czy FXa to SZTUKA. Nie mówię tu o kilku trafnych strzałach ale o STABILNYM wzroście kapitału. Sztuka ! Mi się nigdy nie udało, co zarobię to prędzej czy później umoczę. Stabilne zyski są pewniejsze w 'realnej' działalności. Nawet głupim kupieniu czegoś za 5 zł i sprzedaniu za 100% poparcia. Utrzymać stabilny zysk z giełdy czy FXa to SZTUKA. Nie mówię tu o kilku trafnych strzałach ale o STABILNYM wzroście kapitału. Sztuka ! Mi się nigdy nie udało, co zarobię to prędzej czy później umoczę. Stabilne zyski są pewniejsze w 'realnej' działalności. Nawet głupim kupieniu czegoś za 5 zł i sprzedaniu za 5,20 zł - na dodatek to 20gr masz, a zyski z FXa czy giełdy MIEWASZ (dziś są, pojutrze ich nie będzie).

Powiązane: Windykacja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki