ZUS potrzebuje minimum trzech kwartałów na wdrożenie zmian w systemach informatycznych. Data 1 stycznia 2017 r. praktycznie nie wchodzi w grę.


Powrót do niższego wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn) to jedna z najważniejszych obietnic przedwyborczych Prawa i Sprawiedliwości (PiS) oraz Andrzeja Dudy. Prezydencki projekt trafił do Sejmu 30 listopada 2015 r. Prace nad nim toczą się jednak bardzo wolno. Pierwsze czytanie odbyło się 9 grudnia, po czym projekt został skierowany do komisji polityki społecznej i rodziny. Do tej pory komisja zajmowała się nim tylko dwukrotnie: 12 grudnia 2015 r., gdy przyjęła uchwałę o przeprowadzeniu wysłuchania publicznego i 12 stycznia 2016 r., gdy odbyło się wysłuchanie.
Od tamtej pory prace stoją w miejscu. W najbliższym czasie komisja nie planuje dalszych prac nad tym projektem.
Już przeżarliśmy pieniądze z OFE

Dwa lata temu rząd Platformy Obywatelskiej dokonał "reformy emerytalnej" polegającej na przeniesieniu do ZUS-u obligacyjnej części aktywów zgromadzonych w OFE. Operacja ta obniżyła nasze nominalne oficjalne zadłużenie publiczne z 945,2 mld zł do 844,4 mld zł. Po dwóch latach wzrosło ono o 114 mld zł. Innymi słowy, już wydaliśmy kasę na nasze emerytury.
Ślamazarne tempo sejmowych prac to jedno. Drugim czynnikiem, który istotnie opóźni wejście w życie zmian, jest czas, jakiego Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) potrzebuje na uruchomienie wypłaty świadczeń wynikających z niższego wieku emerytalnego. Mimo wspomnianych problemów Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, tydzień temu stwierdziła, że "przyjęcie w tym roku ustawy obniżającej wiek emerytalny jest realne, a możliwy termin wejścia jej w życie to 1 styczeń 2017 r."
Czytaj więcej w "Pulsie Biznesu"



























































