Obligacje dziesięcioletnie hitem giełdowym
Jeszcze nie tak dawno temu obroty na rynku obligacji skupione były wokół obligacji trzyletnich - popularnie nazywanych "Tezetkami". I tak jak wcześniej najpopularniejszym sposobem ciułania (oprócz tradycyjnej formy na lokatach bankowych) było kupowanie obligacji rocznych (IR), których oprocentowanie uzależnione było od poziomu inflacji, tak później - gdy obligacje roczne przestały być emitowane i notowane na giełdzie - ich rolę przejęły właśnie Tezetki. Dziś wydaje się, że powoli uwaga inwestorów zaczyna zwracać się ku jeszcze dłużej trwających inwestycji. W ciągu ostatnich kilkunastu sesji giełdowych największy obrót zanotowano na rynku obligacji dziesięcioletnich o zmiennej stopie procentowej - popularnie nazywanych Dezetkami - a w szczególności na serii oznaczonej DZ0811 (wykup w sierpniu 2011 roku; wypłata odsetek co roku w sierpniu).
Oczywiście przyczyną wzmożonego obrotu na tych papierach było spotkanie dużego popytu oraz dużej podaży tych walorów. Kupującymi z całą pewnością byli inwestorzy indywidualni szukający instrumentu finansowego, który pozwoli na długoletnie unikanie płacenia podatku od dochodów kapitałowych. Sprzedającymi były głównie banki, które mając większą gamę produktów do wyboru zamykały zyskowne pozycje w Dezetkach i uwolnione pieniądze kierowały w inną stronę. Zapewne część środków przeznaczono na kupno bonów skarbowych 52 tygodniowych (niejako substytut obligacji DZ) lub na kolejne przetargi Ministerstwa Finansów. Tak więc papierem o najwyższej płynności na giełdzie była ostatnio obligacja o nazwie DZ0811. Bywały dni, gdy z rąk do rąk przechodziły papiery o wartości ponad 16 milionów złotych (w ten sposób obrót przekraczał 32 miliony złotych), co można porównać do obrotu na najsłynniejszych akcjach (TPSA, Elektrim).
Zastanawiam się, czy taka sytuacja ma szansę się utrzymać po 30 listopada. Czy drobni inwestorzy kupują wspomniane obligacje jedynie z myślą ochrony przed podatkiem? Chyba tak. Obligacje kupione po 30 listopada (a raczej po 27 listopada z racji terminu rozliczenia transakcji giełdowej D+2) będą już podlegać opodatkowaniu. Wtedy też gwałtownie powinno spaść zainteresowanie tymi obligacjami ze strony kupujących. Troszkę szkoda by było, gdyż Dezetki są zdecydowanie wyżej oprocentowane niż Tezetki. Dla mnie dziesięciolatki pozostaną lepszą inwestycją nawet w grudniu.
Zobacz także
No dobrze ale zastanówmy się nad sprawą zasadniczą. Czy sprzedaż obligacji na giełdzie po pierwszym marca (wtedy to zacznie być naliczany nowy podatek), a przed terminem wykupu tych papierów przez Ministerstwo Finansów będzie traktowana tak samo jak zerwanie długoterminowej lokaty antypodatkowej w banku? Logika nakazywałaby przytaknąć na tak postawione pytanie. Czas jednak pokaże jak to będzie w rzeczywistości. Być może w ogóle nie będziemy musieli zastanawiać się nad tego typu problemami, gdyż sprawę załatwi Trybunał Konstytucyjny orzekając niezgodność Ustawy Podatkowej z Konstytucją RP. Dla mnie bowiem jest sprawą oczywistą, iż zerwanie jakiejkolwiek umowy - pod warunkiem, że taka zostanie zawarta przed 30 listopada - nie powinna skutkować wyliczeniem podatku.
To oczywisty absurd, iż umowy zawarte przed wejściem w życie nowej Ustawy mogą pod nią podlegać. Jak wytłumaczyć sytuację opisywaną przeze mnie tydzień temu. Jeśli bowiem ktoś pół roku temu kupił 10-letnie obligacje albo założył lokatę rentierską w banku i teraz przykładowo pod koniec 2002 roku będzie zmuszony zamknąć taką inwestycję (na przykład z powodów zdrowotnych), to dlaczego ma zostać ukarany wyliczeniem podarku od odsetek??? Nie jestem specem od spraw związanych z podatkami, ale wydaje mi się, że taki przepis jest zdecydowanie niezgodny z Konstytucją!
Zastanówmy się nad następną kwestią. Jeśli faktycznie zerwane umowy przed terminem mają zostać uznane za podlegające opodatkowaniu, to najlepszym rozwiązaniem jest zakup jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Jeśli ktoś jest osobą starsza, chcącą uniknąć ryzyka, żyjącą jak rentier z odsetek, to najlepiej jest zakupić jednostki w funduszach obligacyjnych lub rynku pieniężnego. Przerzucenie całej kwoty z banku do TFI wydaje się być idealnym rozwiązaniem. I tak jak wcześniej osoba taka żyła z wypłacanych (co miesiąc lub co kwartał) odsetek, tak teraz będzie mogła co jakiś czas umorzyć część jednostek i otrzymywać w ten sposób zastrzyk gotówki. Przykładowo jeśli jednostka uczestnictwa w takim funduszu będzie drożeć tempem 1% na miesiąc, to umarzając część jednostek można cały czas mieć taką samą wartość zgromadzonego kapitału.
Spójrzmy na taki oto przykład. Pan Nowak ma 1 milion złotych. Kupuje za wszystko jednostki uczestnictwa w TFI rynku pieniężnego. Cena jesdnostki w dniu zakupu wynosiła 100 złotych. Oznacza to, że Pan Nowak zakupił łącznie 10 tysięcy jednostek (pomijam koszt prowizji zakupu jednostek uczestnictwa). Przyjmijmy teraz, że po miesiącu wartość jednostki wzrosła do 101 złotych. Oznacza to, że teraz wartość całego kapitału Pana Nowaka wynosi 1 milion 10 tysięcy złotych. Jeśli osoba taka na życie potrzebuje 10 tysięcy złotych, to musi umorzyć 99 jednostek uczestnictwa po 101 złotych. Na jej rachunku pozostanie jeszcze 9.901 jednostek. Następnego miesiąca cena jednostki wzrosła do 102 złotych. I znowu osoba chcąc otrzymać 10 tysięcy złotych gotówki musi umorzyć 98 jednostek po 102 złote. W ten sposób co miesiąc umarzanych będzie coraz mniej jednostek a kapitał cały czas pozostanie nienaruszony. Widzimy więc, że osoba bogata, taka która obecnie żyje z kapitału i nic już więcej nie oszczędza ma zapewniony spokój. Gdyby za kilka-kilkanaście lat chciała spieniężyć wszystkie jednostki uczestnictwa znajdujące się na rachunku, to fiskus i tak nie naliczy żadnego podatku (no chyba że za parę lat wprowadzą jeszcze jakiś nowy podatek)
Gorzej mają osoby, które dopiero się dorabiają. Te mogą co prawda ukryć obecne oszczędności w obligacjach, długoterminowych lokatach bankowych lub w jednostkach uczestnictwa TFI, lecz nowo powstające oszczędności już będą podlegać opodatkowaniu. W oczywisty sposób Ustawa dyskryminuje więc obywateli RP. Ci którzy już są bogaci, podatku nie zapłacą, a ci którzy dopiero mają zamiar się bogacić zostaną ukarani 20% grzywną za generowanie dodatniego przepływu finansowego...
No tak zapomniałem powiedzieć, iż osoby, które są obecnie młode i jeszcze nie zamierzają żyć z odsetek oraz chcą przechować swoje obecne oszczędności powinny kupić jednostki uczestnictwa w funduszach akcyjnych. Tutaj również nie ma terminu zakończenia inwestycji. Oznacza to, iż w dowolnym roku spieniężone jednostki uczestnictwa nie zostaną opodatkowane. Im osoba robi się mniej loda, tym więcej kapitału powinna przeznaczyć na fundusze zrównoważone a mniej na akcyjne. Granicznie osoba zaczynająca żyć z kapitału powinna w całości przerzucić kapitał do TFI pieniężnego. I tym sposobem zamknęliśmy koło.
Zanim przejdę do omówienia sytuacji z rynku walutowego jedna mała uwaga. Część osób zadaje mi pytania w prywatnych e-mailach, czy nie boję się brać teraz kredytu w CHF lub USD (kredyt hipoteczny na nowe mieszkanie). Oczywiście ryzyko istnieje. Mam jednak nadzieję, że za parę tygodni kurs walut pójdzie mocniej w górę. Wtedy też planuję uruchomienie kredytu. Jeśli waluty będą nadal tak nisko stały jak teraz, to być może zrezygnuję z kredytu. Trudno mi teraz jednoznacznie powiedzieć co zrobię. Muszę się bardziej zbliżyć do horyzontu, by zobaczyć co się za nim kryje. Jedno jest pewne - kupno mieszkania choćby na kredyt, choćby dewizowy jeszcze w tym roku jest tańsze o 15-22% niż kupno w przyszłym roku. Myślę tutaj o dodatkowym koszcie związanym z VAT. No ale to już wykracza poza ramy niniejszego komentarza.
Pora na waluty. Tydzień temu w poniedziałek byliśmy blisko wygenerowania sygnału kupna walut. Niestety po porannej panice w drugiej części dnia przyszło uspokojenie. Tak więc alarm był tylko próbny. Obecnie krążymy wokół 3,83-3,88 złotego na wykresie koszyka. Przełamanie 3,88 a jeszcze lepiej 3,94 spowoduje powstanie silnego sygnału kupna. Na wykresie tygodniowym widać to jeszcze dokładniej. Na wykresach obydwu walut wchodzących w skład koszyka na razie bez zmian. Cały czas kursy dolara i euro opadają wewnątrz kanałów. Pamiętajmy, iż wybicie się z takiego kanału w górę, to pierwszy sygnał ostrzegawczy mówiący o możliwości zmiany trendu. Dodatkowym elementem, który nakazuje zachować szczególną czujność jest powstały w minionym tygodniu "młot" na wykresie tygodniowym eur/pln. Dolny cień młota doszedł aż do linii wsparcia na wysokości 3,57 złotego (dno korekty z połowy lipca). Jesteśmy naprawdę blisko większego ruchu w górę. Być może takim impulsem będzie zakończenie listopada. Dlaczego? Ano dlatego, że do tego dnia osoby fizyczne jeszcze będą przerzucać swe oszczędności w długoterminowe inwestycje złotowe. Po 30 listopada nowopowstające oszczędności będą (jak sądzę) lokowane w walutach. No i ciekawi mnie jeszcze jak zakończy się przetarg na obligacje w dniu 5 grudnia. To będzie wielka oferta. Tak więc warto zachować czujność. Importerzy mający zamiar zapłacić za zagraniczne faktury powinny to zrobić już teraz. Jeśli zaś dopiero czekają na towar, to lepiej zabezpieczyć się na rynku terminowym (NDF, Forward lub opcje). Warto w tym momencie zastanowić się nad kupnem opcji kupna (long call) na waluty i jednoczesną sprzedaż opcji sprzedaży (short put). W ten sposób zmniejszamy koszta zabezpieczenia transakcji (tracimy tylko różnicę w cenach opcji call i put). Co prawda wystawienie krótkiej pozycji w opcji jest bardzo ryzykowne, lecz w chwili obecnej ryzyko to wydaje się być naprawdę niewielkie.
Na koniec słów kilka o rynku eur/usd. Konia z rzędem temu, kto trafnie przewidział wszystkie ruchy powstałe na tym rynku w ostatnich kilkunastu tygodniach. Myślę, wręcz, że osoby grające na wahaniach na tym rynku w większości przypadków zarabiają i tracą na przemian. Chyba nie mylę się zbytnio. Ja czekam w każdym razie na styczeń.
I tym optymistycznym akcentem kończę i życzę wszystkim udanych transakcji w nadchodzącym tygodniu. Dzisiejsze "Dyktando 2001" dało mi sporo do myślenia....
Jacek Maliszewski






















































