Książę Harry zawarł w środę ugodę finansową z News Group Newspapers Ruperta Murdocha, wydawcą "The Sun" i nieistniejącego tabloidu "News of the World". Prawnik Harry'ego określił ją jako monumentalne zwycięstwo. Ale czy aby na pewno? To, co uzyskał, mógł spokojnie otrzymać, składając pozew bez wydawania milionów na prawników i zapewnień, że "pokona medialnego smoka".


Nic się nie zmieniło - ugoda była wręcz pewna (w grę ma wchodzić ośmiocyfrowa kwota, a w kuluarach mówi się o 10 mln dolarów, rzadziej o 20 mln. O wyższych kwotach nikt nie wspomina). Podobnie jak przeprosiny. Dlaczego? Bo News Group Newspapers wielokrotnie przepraszało wszystkich, w tym księcia Walii Williama, jego żonę i innych celebrytów za praktyki, jakich się dopuszczało w latach 1996 do 2011, by wydobyć na papier szczegóły ich życia prywatnego.
Harry oskarżył także grupę medialną o niszczenie dowodów, w tym 30 mln maili, dotyczących zbierania danych o jego życiu niezgodnie z prawem z lat 2010 - 2011. To jednak nie zostało udowodnione, a finalnie książę Sussex zrezygnował z tego oskarżenia.
Co do tego, że zhakowano telefon księcia, nie ma żadnych wątpliwości. Dwie osoby trafiły za to za kratki. Nie byli to jednak dziennikarze, ale wynajęci przez nich prywatni detektywi, a co za tym idzie, mogli oni kłamać odnośnie do sposobu zdobycia przez siebie nowych plotek z dworu, co stanowiło dla sądu podstawy do oczyszczenia z zarzutów samych piszących dziennikarzy. Jak zaznacza "The Sun", obecnie nie stosuje już takich praktyk.
Co więcej, NGN wystosowało już w 2006 roku (niemal dwie dekady temu) przeprosiny do samego Harry'ego i już wtedy najprawdopodobniej proponowało mu ugodę. Sprawa pozostała w zawieszeniu i po megxicie książę już wyruszył na prywatną vendettę przeciwko mediom, wykopując nie tyle szkielety z szafy, ile z cmentarza.
Przeczytaj także
Prawnik księcia Harry'ego David Sherborne ochrzcił posiadaną ugodę "monumentalnym i historycznym zwycięstwem". - Dziś kłamstwa wychodzą na jaw. Dziś tuszowanie zostaje ujawnione. To dowodzi, że nikt nie stoi ponad prawem. Nadszedł czas na odpowiedzialność - napisał w oświadczeniu cytowanym przez PAP.
Gdy przyjrzymy się jednak szczegółom, nie wygląda to tak... książęco. Do nielegalnych działań miało dochodzić niemal 30 lat temu, a grupa medialna przyznała się już do tego 20 lat temu, a rynek medialny zmienił się od tego czasu znacząco, więc... Kogo to tak naprawdę teraz obchodzi? Tylko księcia.
On sam wielokrotnie bowiem podkreślał, jak to chce wyprowadzić media na ścieżkę prawdomówności, wyzwalając od toksycznych przyzwyczajeń. Jego zdaniem każdy negatywny komentarz pojawiający się w mediach na temat jego i jego żony, albo nawet niekontrolowany przez jego zespół to "kampania oszczerstw". W praktyce więc idealnym dziennikarzem dla niego jest ktoś, kto pisze słowo w słowo, co mu każe. Taką zależność określa "obiektywizmu mediów".
W wywiadzie z grudnia 2024 roku na "The New York Times" Harry zarzekał się, że będzie dążył do sprawiedliwości, nawet jeśli ma to go kosztować więcej, niż byłby w stanie uzyskać "dogadując się na boku". Dlatego też wielokrotnie wcześniej odrzucał proponowane mu ugody. Teraz sam o nią poprosił.
Clue problemu może stanowić zdanie wypowiedziane przez jego prawników tuż po podpisaniu papierów: "Od momentu wniesienia tej sprawy 5 lat temu do sądu książę Harry i jego rodzina musiała zmierzyć się z agresywnymi atakami mediów".
Książę Harry i inni celebryci pozwą "Daily Mail". Chce dostać tyle odszkodowania, ile brat?
Wydawcy "Daily Mail" i "Mail on Sunday" będą musieli się stawić czoło pozwowi złożonemu przez księcia Harry'ego, piosenkarza Eltona Johna, aktorki Liz Hurley i czworo innych celebrytów. Oskarżają oni gazetę o korzystanie z podsłuchów i innych nielegalnych sposobów pozyskiwania informacji.
Sussexowie więc zdają się wierzyć, że jest to zemsta mediów, nie widząc niczego złego w swoim zachowaniu. Zaledwie w 2025 roku zdołali zebrać tytuły "wożących się na nieszczęściu turystów" czy "ścigaczy karetek" (w myśl, że są kierowcy, którzy chcąc szybciej przejechać przez korek, będą podążać za karateką na sygnale). Tak bowiem skomentował "Hollywood Reporter" i amerykańska biblia celebrytów "Vanity Fair" ich wizyty w walczącym z pożarami Los Angeles. Mieli pomagać w centrum wolontariatu, gdzie m.in. Harry rozdał pączka (tak, w liczbie pojedynczej pączka pomagającemu), a Meghan przywiozła pogorzelcom kosmetyki i swoją zastawę obiadową. Ich krótka wycieczka po pogorzelisku także rozwścieczyła opinię publiczną - tysiące osób nie może wrócić na zgliszcza, by sprawdzić, czy cokolwiek ocalało, a para książęca, która nie ma żadnego przełożenia na pomoc ani finansową, ani fizyczną, a jedynie zajmuje służby, które w tym czasie mogłyby choćby odstraszać szabrowników, może sobie tam jechać. Wszystko, by pozwiedzać sobie popiół z czyjegoś życia. Nie wspominając już o powtarzających się oskarżeniach o mobbing, którego ma dopuszczać się Meghan Markle wobec swoich współpracowników na obydwóch kontynentach czy o znęcanie się Harry'ego nad końmi podczas meczów polo. Może więc to zachowanie pary przyciąga negatywną prasę, a nie rozprawa o sprawie sprzed n-lat.
Nie powinno się zapomnieć o wątku finansowym. Gdyby przegrali sprawę, albo w sądzie przyznano im mniejszą kwotę niż w proponowanej ugodzie, musieliby pokryć wydatki nie tylko swoje, ale i prawników strony przeciwnej. Kto jak kto, ale tabloidy dobrze im płacą.
Można byłoby jeszcze wyjść z tego wszystkiego z twarzą, gdyby książę nie trąbił o tej sprawie od kilkunastu miesięcy. Ugoda zapewne przeszłaby pod medialną zawieruchą Trumpa ledwo zauważona przez fanów monarchii. Ale ponownie przez swoje wcześniejsze zachowania wygląda na to, że książę sprzedał swoje przekonania. Taniej niż rodzinę do Netflixa.
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita
aw












































