Inflacja w Polsce sięgnęła w sierpniu 5,4 proc. i była najwyższa od 20 lat. Mimo to niektórzy politycy i ekonomiści twierdzą, że nie powinniśmy się martwić tak szybkim wzrostem cen, ponieważ "płace rosną szybciej". "Rząd cieszy się z uruchomienia spirali płacowo-cenowej. To prowadzi do katastrofy" - komentuje były prezes NBP Marek Belka.


Wysokie tempo inflacji bagatelizowali w ostatnim czasie m.in. obecny prezes NBP Adam Glapiński oraz premier Mateusz Morawiecki.
"Chcę podkreślić, że inflacja nie ma negatywnego wpływu na zasobność portfeli Polaków (...) Wszystkie wynagrodzenia i świadczenia emerytalne rosną znacząco szybciej niż inflacja. Dotyczy to także tych najmniej zarabiających, bo istotnie rośnie także płaca minimalna. Podkreślam to bardzo mocno - zasobność portfeli Polaków rośnie szybciej niż inflacja i dotyczy to także najmniej zarabiających" - mówił niespełna dwa miesiące temu Glapiński.
Wtórował mu Morawiecki. "Kiedy wynagrodzenia rosną dwa razy szybciej niż inflacja, oznacza to, że za zarabianą kwotę możemy kupić dwa razy więcej" - wskazywał kilka tygodni później szef rządu.
W środę głos w sprawie zabrał były szef polskiego banku centralnego i obecny europoseł Marek Belka. Na antenie radia TOK FM podkreślił, że dla ekonomisty "dramatycznie źle" brzmią tezy o tym, że ludzie nie powinni martwić się inflacją, bo ich płace rosną szybciej. - Po pierwsze, nie wszystkim rosną. Ale co najważniejsze, płace rosnące szybciej od cen zapowiadają jeszcze szybszą inflację w przyszłości i to niedalekiej. Rząd cieszy się więc z uruchomienia spirali płacowo-cenowej. To prowadzi do katastrofy. Oznacza, że nie będziemy próbować ograniczać tempa wzrostu cen, tylko będziemy się z tego cieszyć. To jest przecież analfabetyzm ekonomiczny, a nawet gorzej: klucz do katastrofy gospodarczej - ocenił.
Prof. Belka zwrócił uwagę na mechanizm spirali płacowo-cenowej, w ramach którego pracownicy oczekują wyższych nominalnych wynagrodzeń, by utrzymać ich realną wartość, w skutek czego rosną koszty produkcji i przestrzeń do podwyżek cen produktów i usług oferowanych przez firmy, co napędza kolejne wnioski o podwyżki płac itd. Efektem jest oczywiście bardzo wysoka inflacja, którą powstrzymać może jedynie bardzo gwałtowne dostosowanie polityki pieniężnej czy fiskalnej, czyli stanowcza podwyżka stóp proc. banku centralnego (skutkująca gwałtownym wzrostem ceny pieniądza, czyli np. rat kredytu o zmiennym oprocentowaniu), podwyżki podatków lub cięcia świadczeń społecznych.
Przeczytaj także
MKa

























































