REKLAMA

Największe afery biznesowo-polityczne w Polsce

Marcin Lekki2014-06-30 06:00
publikacja
2014-06-30 06:00

Władza i pieniądze idą w parze, toteż biznes i polityka to dwa nierozłączne światy, które dzieli często cienka granica. Dla tych, którzy tę granicę przekroczyli, za zakrętem czekały wielkie kłopoty, po których wielu polityków i biznesmenów nie mogło się podnieść.

W ostatnich dniach tematem numer jeden w naszym kraju jest afera podsłuchowa i taśmy „Wprost”. Jedną z osób zamieszanych w nagrywanie najważniejszych osób w państwie może być znany biznesmen, pochodzący z Lubina Marek Falenta, obecnie właściciel 40% udziałów w firmie skladywegla.pl, w przeszłości pracownik KGHM, założyciel firmy Electus i funduszu inwestycyjnego Falenta Investments. W najnowszej historii Polski było więcej znanych ludzi biznesu, którzy wprowadzili zamęt w polityce na najwyższym krajowym szczeblu.

Miro, Rychu, i spocony Zbychu


Afery w polskiej polityce:

afera taśmowa 
Poprzednią aferą, która mocno wstrząsnęła szeregami PO, była afera hazardowa, która rozpoczęła się w 2009 roku. W jej efekcie ze stanowiskiem szefa klubu parlamentarnego PO pożegnał się Zbigniew Chlebowski, a tekę ministra sportu musiał oddać Mirosław Drzewiecki. Ważną rolę w całej sprawie odegrał Ryszard Sobiesiak, który miał skorzystać na nowych zapisach ustawowych, forsowanych przez Chlebowskiego i Drzewieckiego.

EastNews
 

Sobiesiak był jedną z osób z branży hazardowej, która kontaktowała się z politykami PO w sprawie ustawy hazardowej, której nowelizacja miała narazić branżę na straty rzędu 500 mln zł rocznie. Biznesmen w lutym 2010 roku stanął również przed sejmową komisją śledczą, gdzie odmówił składania zeznań podczas jawnego posiedzenia.

Biznesmen majątek zbił na sieci Casino Polonia, a także na wyciągach narciarskich w Zieleńcu, prowadzonych przez spółkę Winterpol. Za przekupstwo urzędnika w sprawie przyznania dotacji unijnej dla Winterpolu sąd skazał Sobiesiaka na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata oraz grzywnę w wysokości 2 tys. zł.

Ta jedna noc w Marriotcie…

Od afer polityczno-biznesowych nie ustrzegła się również poprzednia ekipa rządząca. Afera gruntowa, bo o niej mowa, była końcem kariery politycznej Andrzeja Leppera, który od wysypywania zboża na tory kolejowe doszedł aż do stanowiska wicepremiera i ministra rolnictwa w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Lepper miał otrzymać część łapówki za odrolnienie ziemi. W sprawie brał udział również ówczesny szef MSW, Janusz Kaczmarek.

To właśnie z Kaczmarkiem pamiętnej nocy w hotelu Marriot w Warszawie miał spotkać się Ryszard Krauze, twórca Prokomu, który później połączył się z Asseco. Krauze miał dowiedzieć się od Kaczmarka o akcji CBA, mającej na celu udaremnienie afery związanej z odralnianiem ziemi i łapówkami otrzymywanymi za to przez polityków.


PAP

Biznesmen podczas wyborów w 2007 roku stał się ikoną nadmiernego zbliżenia świata polityki i biznesu. Od tego czasu Krauze przędzie coraz słabiej, a w mediach pojawiają się informacje o wyprzedawaniu przez niego prywatnego majątku.

Najbogatszy Polak blisko polityki

W aferach polityczno-biznesowych udział brali także ludzie związani ze spółkami skarbu państwa – tak było na przykład przy aferze Orlenu. Ta wybuchła w kwietniu 2004 roku i pierwotnie wiązała się z zatrzymaniem przez Urząd Ochrony Państwa prezesa tej spółki, Andrzeja Modrzejewskiego. Sprawa nabrała rozpędu, kiedy w 2004 roku głos w sprawie zabrał Wiesław Kaczmarek, który był ministrem skarbu w rządzie SLD.

Okazało się, że celem zatrzymania Modrzejewskiego było zablokowanie kontraktu na dostawy ropy wartego 14 mld zł. Niecałe dwa miesiące później w sprawie powołano sejmową komisję śledczą. Jesienią tego samego roku na jaw wyszło, że w sprawy państwowych spółek mocno angażował się Jan Kulczyk.


Agencja Gazeta

Najbogatszy obecnie Polak miał mieć duży wpływ na obsadzanie stanowisk w spółce. Na jaw wyszło również, że Kulczyk spotykał się z Władimirem Ałganowem (znanym też z „taśm Oleksego”), podczas którego biznesmen mówił o wpływach u ówczesnego prezydenta, Aleksandra Kwaśniewskiego, co miało ułatwić prywatyzację Rafinerii Gdańskiej.

Matka sejmowych komisji śledczych

Największą aferą, która dobitnie pokazała szemrane (choć nie udowodnione) korupcyjne związki biznesu i polityki, była bez wątpienia afera Rywina, gdy biznesmen i producent filmowy przyszli do redaktora naczelnego poczytnej gazety z korupcyjną propozycją. W tle mowa o grupie trzymającej władzę, która rzekomo może załatwić poprawkę do ustawy medialnej, która mogłaby ułatwić interesy osób związanych z mediami.


EastNews

Afera Rywina, która wybuchła w 2002 roku, była pierwszą do wyjaśnienia której została powołana sejmowa komisja śledcza. Swoją drogą, dostarczyła ona opinii publicznej więcej rozrywki niż odpowiedzi na pytania związane z aferą. Do dziś wszyscy pamiętamy „kolorowe skarpetki pedałów” i to, jak ówczesny premier nazywa „zerem” jednego z członków komisji.

Głównym bohaterem afery był oczywiście Lew Rywin, który to miał być autorem korupcyjnej propozycji. Część łapówki miała natomiast trafić na konto rządzącego wtedy SLD. Po aferze SLD straciło poparcie (którego tak naprawdę do dziś nie może odzyskać), Rywin został skazany na dwa lata więzienia i 100 tys. zł grzywny, a rzekoma grupa trzymające władzę do dziś nie została zdemaskowana…

Marcin Lekki

Źródło:
Tematy
Otwórz Konto w aplikacji mobilnej GOmobile.

Otwórz Konto w aplikacji mobilnej GOmobile.

Advertisement

Komentarze (3)

dodaj komentarz
~Agdzież
A gdzież to Tamborek co w MSP nie miał co robić i przerzucili go na stołek w GPW? Jeden Pan ze zdjęcia też rzekomo miał w tym swój skromny udział?
~Judasz
a KFI Colloseum? o nich juz nikt nie pamieta???
~antykwas
Pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem.Panie "markus" choć też nie podoba mi się ordynacja wyborcza i chciałbym głosować na konkretne nazwiska(okręgi jednomandatowe)a nie na partyjki,to uważam że wszyscy powinniśmy chodzić na wybory. Jeśli na listach nie ma opcji dla nas odpowiednich to do urn wrzucajmy listy Pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem.Panie "markus" choć też nie podoba mi się ordynacja wyborcza i chciałbym głosować na konkretne nazwiska(okręgi jednomandatowe)a nie na partyjki,to uważam że wszyscy powinniśmy chodzić na wybory. Jeśli na listach nie ma opcji dla nas odpowiednich to do urn wrzucajmy listy z zakreślonymi wszystkimi nazwiskami(głos nie ważny)a to dla tego by ktoś nie zakreślił za nas czystej listy i po to aby tym nygusom POkazać że nam nie jest wszystko jedno,że nam zależy i że mamy ich serdecznie dosyć. Bojkot jest dla nich oznaką naszej słabości, jak do wyborów idzie tylko 30% uprawnionych wyborców to rząd uważa że może robić co chce bo i tak wyborcom nie zależy na tym co się z krajem będzie działo.

Powiązane: Afera podsłuchowa

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki