DARIUSZ STYCZEK: Panie premierze, jaka jest pana ocena rządowego planu antykryzysowego? Czy będzie on skuteczny?
KAZIMIERZ MARCINKIEWICZ: Myślę, że działania związane z kryzysem światowym w Polsce musiały być podjęte szybko. Po części już to się dzieje. Świadczy o tym powołanie komisji, która łączy działania NBP, ministra finansów i Komisji Nadzoru Finansowego. Bardzo ważne jest, by wszystkie podjęte kroki były spójne, istniał pełen przepływ informacji, a także wspólny nadzór działań instytucji finansowych w Polsce. Po drugie muszą to być kroki podjęte przez rząd. Plan, który został przedstawiony przez premiera Donalda Tuska, wydaje się być racjonalny. Z jednej strony przewiduje zmniejszenie niepotrzebnych wydatków oraz utrzymanie niskiego deficytu budżetowego. Z drugiej zaś wskazuje środki finansowe na inwestycje czy podtrzymanie dobrej koniunktury gospodarczej. Planuje on też przeciwdziałanie sytuacjom, które na razie nie występują, jednak mogą się pojawić np. problemy ze spłatą kredytów. Z tego względu warto mieć przygotowane instrumenty finansowe na taką ewentualność. Trzecia płaszczyzna działania należy do Narodowego Banku Polskiego. Tu muszę powiedzieć, że jestem zaskoczony, że w listopadzie tylko o 25 pkt bazowych zostały zmniejszone stopy procentowe. Widać wyraźnie, że działania Rady Polityki Pieniężnej są dużo bardziej ostrożne niż wszystkich banków centralnych w całej Europie. Dziś jest tak, że kto podejmuje szybką decyzję, podejmuje lepszą decyzję.
Czyli spodziewałby się pan jakiegoś przyspieszenia, jeżeli chodzi o zachowania Rady Polityki Pieniężnej? Namawiałbym. Mam nadzieję, że tak się stanie, ale jeden miesiąc już straciliśmy, bo gdyby ta pierwsza obniżka wynosiła 50 pkt bazowych, to na pewno lepiej odebrałby ją rynek finansowy i uprzedzałaby dużo poważniejsze decyzje banków europejskich.
Jednym z elementów planu jest nacisk na rozwój infrastruktury drogową, zwłaszcza tę finansowaną z Unii. Czy te środki w zupełności wystarczą, czy będzie konieczne wspomaganie rządowe w tym zakresie?
Prawdę mówiąc, pieniądze na ten cel są. Rząd może, powinien zrobić i częściowo robi dwie rzeczy. Po pierwsze przyspieszyć decyzje dotyczące podpisanych kontraktów. Po drugie zmniejszyć biurokrację związaną z przyznawaniem środków i jednocześnie zwiększyć koordynację prac w rządzie. W moim przekonaniu premier Tusk powinien osobiście przejąć odpowiedzialność za koordynację prac Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, Ministerstwa Infrastruktury i Ministerstwa Finansów w zakresie wydawania funduszy europejskich. Jeżeli nie zainwestujemy od 15 do 20 mld zł, to zmarnujemy cały rok.
Jednym z priorytetów zgłoszonych w pakiecie była telekomunikacja, szczególnie dostęp do szerokopasmowego internetu. Co pan uważa o postawieniu takiego priorytetu? W końcu z jednej strony są planowane się zmiany strukturalne w Telekomunikacji Polskiej, tj. podział tej spółki, z drugiej wiadomo jednak, że to na niej spoczywa obowiązek tworzenia infrastruktury.
Proponowałbym spojrzenie na to nieco inaczej. Zwłaszcza Ameryka i wielu najpoważniejszych inwestorów świata, jak chociażby Warren Buffett, mówią, że trzeba zainwestować w nowoczesne technologie. Kryzys też pokazuje, że należy przeznaczać środki na naukę i nowoczesne technologie. W moim przekonaniu takie działanie jest to wyprzedzanie kryzysu o krok.
Jak to powinno wyglądać w Polsce?
Trzeba nasze działania oprzeć na dwóch kolumnach. Pierwszą z nich powinna być infrastruktura, której nam cały czas brakuje. Drugą zaś nowoczesne technologie, nauka. Tego także brakuje. Możemy to jednak w bardzo łatwy i niedrogi sposób nadrobić. Poza tym, w moim przekonaniu, powinno się połączyć Krajową Radę Radiofonii i Telewizji z Urzędem Komunikacji Elektronicznej. To powinien być jeden organ. Konstytucja zabrania wprawdzie likwidacji KRRiT, jednak pozwala na rozszerzenie jej kompetencji. Po drugie musimy doprowadzić do radykalnego zwiększenia inwestycji w tym sektorze. Jesteśmy tu bowiem bardzo zapóźnieni.
W tym kierunku zmierzają chyba działania UKE?
Mogę powiedzieć, że pani prezes Anna Streżyńska ma ogromne zasługi w zmniejszeniu cen rozmów telefonicznych i internetu w Polsce. Ona patrzy na rynek z perspektywy polskiej. Wtedy rozbicie monopolu telekomunikacji byłoby zasadne. Jednak z zewnątrz to tworzenie wielkich firm daje możliwości ogromnych inwestycji i przyspieszenia technologicznego w danym kraju. Ja bym absolutnie odradzał podział Telekomunikacji, a raczej starałbym się przyspieszyć konsolidację innych firm, tego sektora. Po to, by tworzyć przeciwwagę, ponieważ konkurencja jest złotą zasadą wolnego rynku. Niemniej jednak my konkurujemy nie tylko na zamkniętym rynku polskim, lecz z całym światem. Dlatego by tę konkurencję wytrzymać, potrzebne są wielkie firmy.
Zamiar podziału tej firmy to zatem pana zdaniem błąd?
Tak, jeżeli patrzy się na to z perspektywy globalnego rynku.
Z czego wynika ta determinacja prezes Anny Streżyńskiej? Czy stracił pan do niej zaufanie? W końcu to pan mianował ją na to stanowisko.
Jeśli ktoś założył sobie, że należy zmniejszyć radykalnie ceny, to można to wykonać w taki sposób, jak robi to pani prezes. Tylko trzeba to rozpatrywać w świetle globalnym.
W planie jest również dosyć znaczny pakiet dla małych i średnich przedsiębiorstw, w którym w jakiś sposób rząd przewiduje, że ucierpią w większym stopniu niż kolosy. Czy pana zdaniem ten pakiet jest wystarczający? Chodzi głównie o 20 mld zł przeznaczonych na ułatwienie kredytowania małych firm?
W moim przekonaniu małe i średnie przedsiębiorstwa (MSP) będą wymagały jeszcze większych nakładów. Wiadomo, że wzrost gospodarczy można zachować tylko wtedy, gdy te firmy będą dalej się rozwijały, a nie zwijały. MSP tak naprawdę odpowiadają za wzrost gospodarczy. Dlatego wspomożenie ich w zachowaniu płynności, uzyskiwaniu kredytów jest bardzo ważne. Mam nadzieję, że te 20 mld zł będzie szybko przez rynek wchłonięte i będzie trzeba zwiększyć ten program o kolejne środki.
Więcej na ten temat


























































