REKLAMA
TYLKO U NAS

Marcin P.: Pracownicy Amber Gold to nie było stado 500 baranów

2017-06-28 14:45
publikacja
2017-06-28 14:45
Marcin P.: Pracownicy Amber Gold to nie było stado 500 baranów
Marcin P.: Pracownicy Amber Gold to nie było stado 500 baranów
fot. Łukasz Dejnarowicz / / FORUM

B. szef Amber Gold Marcin P. przekonywał w środę, że nie on jedyny powinien zasiadać na ławie oskarżonych ws. działalności swej spółki, ale także byli jej pracownicy. To nie było stado 500 baranów, które szło ślepo i wykonywało polecenia - podkreślał P.

B. prezes Amber Gold, na prośbę Stanisława Pięty (PiS) doprecyzował swe wcześniej sformułowane zarzuty pod adresem prokuratury w Gdańsku i w Łodzi, że celowo działała tak, by został on jedynym skazanym w sprawie Amber Gold.

Świadek ocenił, że postępowanie prokuratorskie było "bardzo wybiórcze", nastawione wyłącznie na znalezienie dowodów, dokumentów mogących świadczyć na niekorzyść jego lub jego żony, Katarzyny P.

"Ogólnie sama działalność spółki Amber Gold, co zresztą, w którymś z postanowień podkreślił także sąd przedłużający tymczasowe aresztowanie, nigdy nie została przez prokuraturę zbadana i składając akt oskarżenia, prokuratura oparła się tylko na wyrywku działalności, niedokładnie badając całą sferę działalności" - powiedział Marcin P.

"Jeżeli ja miałbym oceniać, to wszyscy pracownicy spółki Amber Gold, którzy się nie zwolnili dobrowolnie, powinni zasiadać także na ławie oskarżonych, bo wiedzieli jak ta spółka zarabia, jak ta spółka funkcjonuje, jakimi wzorami się posługuje" - dodał.

Zarzucił przy tym byłym pracownikom firmy, że "udają" teraz, że nie pamiętają jak działała Amber Gold. "To nie było stado pięciuset baranów, które pracowało w dziale sprzedaży, które szło ślepo i wykonywało polecenia. To były osoby, które podpisywały, że zaznajamiały się z wszystkimi aktami normatywnymi wydawanymi przez spółkę, miały dostęp - fakt faktem, nie każdy w bardzo rozszerzonym zakresie, bo to w zależności od uprawnień - do systemu AGNET, który ewidencjonował wszystkie umowy, miały dostęp do tabeli kursów, która ustalała wartość po której kupują klienci złoto, srebro i platynę. Oni to wszystko wiedzieli" - przekonywał b. szef Amber Gold.

"Wszyscy dyrektorzy z Amber Gold powinni zasiąść na ławie oskarżonych"

Wszyscy dyrektorzy odpowiedzialni za funkcjonowanie departamentów spółki Amber Gold powinni zasiąść na ławie oskarżonych - przekonywał Marcin P. w środę przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Wśród tych osób wymienił m.in. Joannę Traczyk, Małgorzatę Kim Kaczmarek i Annę Łaszkiewicz.

Posłanka PiS Joanna Kopcińska przytoczyła wcześniejsze zeznania Marcina P., w których powiedział, że tylko on "jest za to bity" i zapytała, czy byłby w stanie rozszerzyć swoją wypowiedź.

"To był użyty kolokwializm z mojej strony i tak jak już odpowiadałem na pytanie pani przewodniczącej, wszyscy pracownicy, którzy nie zwolnili się sami ze spółki Amber Gold, niektórzy pracownicy także z OLT Express, którzy wiedzieli, jak funkcjonuje spółka Amber Gold oraz OLT Express, powinni zasiąść na ławie oskarżonych" - mówił Marcin P.

Dopytywany, czy jest w stanie wymienić z imienia i nazwiska te osoby odpowiedział: "Po pierwsze wszyscy dyrektorzy odpowiedzialni za funkcjonowanie spółki Amber Gold, za departamenty w tej spółce".

"Pani Joanna Traczyk, pani Małgorzata Kim Kaczmarek, produktowe działy, dział marketingu pani (Anna) Łaszkiewicz, biuro jakości (...) wszyscy dyrektorzy, wysoko postawieni, biuro audytu, które audytowało na bieżąco działalność spółki, weryfikowało, czy pracownicy są zapoznawani z funkcjonującymi w spółce regulacjami i aktami normatywnymi - przecież to było wszystko potwierdzane, weryfikowane i na to są dokumenty, które to potwierdzają" - powiedział.

"Dla mnie uproszczenie sobie sytuacji do pana Marcina P. i Katarzyny P. i uznawanie, że pani Katarzyna P. na podstawie tego, że przychodziła o 8 rano do pracy, jest winna oszustwa na znaczną skalę, jest trochę śmieszne" - dodał.

Marcin P. ocenił, że bez kompleksowej analizy dokumentacji spółki Amber Gold nie ma możliwości stwierdzenia, czy doszło do oszustwa.

Dopytywany o osoby, które pracowały w dziale audytu, wymienił m.in. Adama Lewickiego, Katarzynę Bonarską.

"Mogę mylić nazwiska i stanowiska pracowników, ale pani Katarzyna Bonarska odpowiedzialna za dział sieci sprzedaży, czyli audytowała wszystkich pracowników, którzy mieli bezpośredni kontakt z klientami, m.in. pod względem znajomości procedur, obsługi systemów, przekazywania informacji, wiedzy tych pracowników" - podkreślił.

Poseł Pięta zwrócił się też do świadka o rozwinięcie jego wcześniejszej wypowiedzi, w której zarzucił kłamstwo Katarzynie Tomaszewskiej-Szyrajew, policjantce prowadzącej dochodzenia w sprawie jego firmy. Świadek powiedział, że to prokuratura naciskała na funkcjonariuszkę, by zajęła się Amber Gold. Policjantka zeznała w listopadzie ubiegłego roku, iż miała wrażenie, że sprawa ta była lekceważona przez nadzorującą tę sprawę prokuraturę Gdańsk-Wrzeszcz, m.in. przez prok. referenta, prowadzącą sprawę Amber Gold, Barbarę Kijanko.

Według relacji P., Tomaszewska-Szyrajew miała skontaktować się z nim po drugim lub trzecim uchyleniu przez Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe decyzji tamtejszej prokuratury o umorzeniu lub odmowie wszczęcia śledztwa dotyczącego jego spółki.

"Stwierdziła, że pani prokurator (Kijanko) zażyczyła sobie, że (policjantka) ma przesłuchać wszystkie osoby, które zawarły umowę w okresie do 2010 r. ze spółką Amber Gold (...) I ona w rozmowie telefonicznej, czy którejś rozmów pisanych, mailowych, stwierdziła, że to jest głupota, bo ona nie widzi podstaw i to jest wymysł pani prokurator i jak ona ma to zrobić skoro ona nie ma na to nawet żadnych środków, ani możliwości technicznych, żeby to zrobić" - mówił b. szef Amber Gold.

Jak dodał, rozmowa z funkcjonariuszką stanęła na tym, że otrzymała ona od niego pełną listę umów, wraz z adresami osób, które należało przesłuchać oraz wszystkie kserokopie zawartych umów. "To jest w chwili obecnej w postępowaniu karnym, w sprawie, w której jestem oskarżony, dowód rzeczowy, więc te dokumenty także są, łącznie z listą osób i kserokopią wszystkich umów zawartych przez te osoby" - zaznaczył Marcin P.

Andżelika Możdżanowska (PSL) zapytała natomiast P. o jego znajomość z gdańskim dominikaninem, o. Jackiem Krzysztofowiczem. B. prezes Amber Gold powiedział, że z duchownym łączyły go przyjacielskie relacje; wsparł też gdański klasztor dominikanów kwotą 1,5 miliona złotych. Były to - jak zeznał - pieniądze Amber Gold, które zostały przeznaczone na remont trzech ołtarzy i kaplicy w kościele św. Mikołaja.

A jakie korzyści były dla świadka za ten rodzaj wsparcia finansowego? - zapytała posłanka PSL. "Żadne korzyści" - odparł P. "Modlitwa, rozumiem?" - podpowiedziała Możdżanowska. "Nawet o modlitwę nie prosiłem" - odpowiedział świadek.

mkr/ mok/

Źródło:PAP
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Amber Gold

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki