Piłkarz Leo Messi zasiądzie na ławie oskarżonych. Toczący się w Barcelonie proces, w którym on i jego ojciec zostali oskarżeni o oszustwa podatkowe trwa od poniedziałku, ale dopiero dzisiaj obaj panowie stawią się w sądzie i złożą zeznania.
Ani Leo Messi, ani jego ojciec - menadżer piłkarza - nie musieli uczestniczyć w całej rozprawie. Nie pójdą też do więzienia, bo prokurator żąda dla nich 22 miesięcy pozbawienia wolności - czyli mniej niż dwóch lat, od których trzeba odsiadywać karę. W 2007 roku Leo Messi przekazał prawa do swojego wizerunku zagranicznym firmom w Urugwaju i Belize - w krajach, w których nie płaci się podatków. Dzięki temu zaoszczędził 4,1 mln euro. Przed ponad rokiem Jorge Messi - ojciec piłkarza - wziął całą winę na siebie i oddał Urzędowi Podatkowemu zatajoną sumę - 4 miliony 100 tysięcy euro.
Zdaniem obserwatorów, trwający w Barcelonie proces ma być przede wszystkim przestrogą dla elitarnych sportowców, którzy chcieliby ukryć swoje dochody. Przypominają, że Leo Messi rocznie zarabia około 60 milionów euro. Płaci jednak niespełna 25 procent podatku - czyli prawie tyle, co najniżej uposażeni. Od 12 lat w Hiszpanii obowiązuje tzw. prawo Beckhama, na mocy którego najlepiej zarabiający sportowcy płacą o połowę niższe podatki niż powinni.
Neymar, Messi, Maradona - piłkarze oskarżeni o oszustwa podatkowe
Neymar to kolejny piłkarz Barcelony, który został oskarżony i skazany za unikanie płacenia podatków i defraudację. Piłkarze katalońskiego klubu nie są ani pierwszymi, ani (prawdopodobnie) ostatnimi, którzy zostali postawieni przed sądem z powodu domniemanych oszustw podatkowych.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ewa Wysocka-Barcelona/zr























































