Drugi dzień z rzędu przyniósł potężne wzrosty akcji Robinhood Markets – czyli właściciela popularnej w USA platformy inwestycyjnej. Wiele wskazuje na to, że także tym razem za wszystkim stoją rzesze inwestorów indywidualnych.


Akcje Robinhood Markets zadebiutowały na giełdzie Nasdaq w ubiegły czwartek, 29 lipca. Debiut nie wypadł zbyt okazale. Czwartkowy kurs zamknięcia znalazł się ponad 8% poniżej ceny emisyjnej ustalonej na 38 dolarów.
Walory spółki sprzedało kilku insiderów. Papier intensywnie kupowali za to sami klienci platformy Robinhood. Takich inwestorów było ponad 301 tysięcy – podaje serwis marketwatch.com. Po stronie kupujących stanął także bardzo popularny i budzący wiele kontrowersji fundusz ARK Investment Management, skupując 1,3 mln walorów w czwartek i kolejne 3,6 mln w piątek.
Jednak prawdziwe emocje pojawiły się dopiero w poniedziałek, gdy akcje Robinhood Markets podrożały o ponad 24%. We wtorek ich notowania wzrosły o kolejne 50%, na zamknięciu regularnej sesji osiągając cenę 70,39 USD. Ale po otwarciu wtorkowych notowań kosztowały nawet 85 USD, co było kursem o 123% wyższym od ceny emisyjnej.
Cały ten ruch odbył się przy braku nowych informacji ze spółki wycenianej w tym momencie na ok. 40-krotność przychodów zaraportowanych za ostatnie cztery kwartały. To wycena absolutnie kosmiczna, przebijająca nawet mnożniki znane z czasów szczytu bańki internetowej z końcówki XX wieku. Raz jeszcze powtórzmy, że mówimy tu o przychodach, a nie o zyskach, których Robinhood jak każdy szanujący się start-up z Ameryki w ogóle nie przynosi.
Czym jest Robinhood?
Założona w kwietniu 2013 roku przez Vladimira Teneva i Baiju Bhatta spółka Robinhood Markets stała się symbolem inwestycyjnej rewolucji, wprowadzającej nowe pokolenie drobnych inwestorów na parkiety Wall Street. Hasłem Robinhooda jest dostarczenie dostępu do rynku wszystkim, „a nie tylko bogatym”. Robinhood nie pobiera prowizji za handel akcjami, ani opłat za prowadzenie podstawowej wersji rachunku. Aplikację szczególnie upodobali sobie inwestorzy młodzi zarówno wiekiem jak i giełdowym stażem.
Ale prawdziwa eksplozja popularności platformy Robinhood miała miejsce w marcu 2020 roku, gdy podczas pierwszej fali lockdownów miliony początkujących inwestorów indywidualnych zaczęło swoją przygodę z rynkiem akcji. Giełdowe „żółtodzioby” nierzadko szybko podwajały kapitał, zarabiając na hossie wywołanej bezprecedensową interwencją Rezerwy Federalnej i rządu USA.
Przeczytaj także
Głośno o Robinhoodzie było też w styczniu i lutym 2021 roku, gdy z platformy masowo korzystali uczestnicy forum Wallstreetbets, „wyciskający” fundusze grające na krótko na takich walorach jak GameStop, czy AMC. Wtedy według niektórych Robinhood „przeszedł na ciemną stronę Mocy”, blokując swoim użytkownikom handel popularnymi akcjami.
Jednakże mit dobrego brokera zaczął pękać już wcześniej po tym, jak ukazały się informacje, że Robinhood sprzedaje dane o transakcjach swoich klientów innym firmom inwestycyjnym. Więcej o tych kontrowersjach pisał Marcin Dziadkowiak w artykule zatytułowanym „RobinHood, GameStop i Wallstreetbets. Tłumaczymy, dlaczego brokerzy blokują handel akcjami”.
KK




























































