Kaczyński: Jeżeli wysokie pensje w NBP pojawiły się wraz z prezesem Glapińskim, to miałbym potężne pretensje

Chciałbym się dowiedzieć, czy te wysokie pensje w NBP pojawiły się wraz z prezesem Glapiński, bo wtedy miałbym rzeczywiście potężne pretensje - powiedział w sobotę prezes PiS Jarosław Kaczyński. Dodał, że będzie rozmawiał z Glapińskim na temat zarobków w NBP.

Narodowy Bank Polski opublikował w środę na stronach internetowych przeciętne wynagrodzenia brutto kadry kierowniczej w 2018 r. Z informacji wynika, że najwyższe przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto otrzymywał dyrektor departamentu komunikacji i promocji - 49 tys. 563 zł; najmniej doradca prezesa - 6720 zł. Publikacja wynagrodzeń w banku centralnym jest wynikiem realizacji postanowienia noweli ustawy dot. jawności wynagrodzeń w banku centralnym. Zmiany w prawie były konsekwencją doniesień medialnych dotyczących wynagrodzeń współpracowniczek prezesa NBP - szefowej departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej oraz dyrektor gabinetu prezesa NBP Kamili Sukiennik. Pod koniec grudnia ub.r. "Gazeta Wyborcza" donosiła, że zarobki Wojciechowskiej wynoszą ok. 65 tys. zł "wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami", czemu bank zaprzeczył.

Kaczyński, pytany w sobotę w RMF FM, czy jest zbulwersowany wysokością pensji dyrektorskich w NBP, odpowiedział: "Są na pewne bardzo wysokie. Warto by też (było), żeby społeczeństwo mogło się dowiedzieć, jak to było kiedyś. W pewnym momencie nastąpiła pewna zmiana, nie będę wchodził w szczegóły, ale bywało w NBP inaczej i apelowałbym do pana prezesa Glapińskiego, żeby to jakoś pokazał".

Prezes pytany, czy po zamieszaniu wokół pensji w NBP ma nadal zaufanie do prezesa Adama Glapińskiego, odparł: "Ta nasza współpraca bliska to jest początek lat 90". "On miał wszelkie kwalifikacje, żeby zostać prezesem banku tzn. był wieloletnim członkiem Rady Polityki Pieniężnej, profesorem zwyczajnym ekonomii, nie mieliśmy innego kandydata, bo wiem, że niektórzy mający wpływ na tę nominację takiego kandydata poszukiwali, no i on ma sześcioletnią kadencję także pewne sprawy są poza naszych zasięgiem" - mówił.

"Chciałbym się dowiedzieć, czy te wysokie pensje, o których pan mówi, pojawiły się wraz z prezesem Glapińskim, bo wtedy miałbym rzeczywiście potężne pretensje, czy też może pojawiły się już wcześniej, wtedy pretensja byłaby jednak mniejsza, bo wiadomo jak to jest jak się obniża płace" - mówił Kaczyński.

Przyznał, że po ujawnieniu pensji w NBP będzie chciał się spotkać z Glapińskim. "Proszę pamiętać, że ja nie jestem przełożonym prezesa" - zwrócił uwagę. "Będę się starał, żeby te sprawy były do końca wyjaśnione, ale także wstecz, a jeżeli to było tak, że tam są jakieś rzeczy niedobre, to trzeba będzie z tego wyciągać wnioski, ale w ramach tych możliwości, które są" - dodał.

Dopytywany, czy będzie nieformalnie prosił Glapińskiego, aby obniżyć zarobki w NBP, odpowiedział: "Jeżeli się potwierdzi, że on je podwyższył, to powiem mu, że zrobiłby bardzo dobrze, gdyby tak było, ale to jest wszystko, co mogę powiedzieć, bo ja nie mam wobec niego żadnych podstaw prawnych, żeby od niego czegokolwiek żądać - mam takie same, jak każdy obywatel" - powiedział Kaczyński.

"Jest tylko takie pytanie, które warto jednak zadać, mówię tu o tych, którzy pełnią funkcję naprawdę merytoryczne, a nie tych, którzy zajmują się tzw. PR-em itd., bo tutaj to całkowita zgoda, czy znajdzie się dobrych specjalistów z tych dziedzin, naprawdę dobrych specjalistów, skoro w bankach komercyjnych płacą jeszcze znacznie więcej" - mówił.

Na słowa, że wielu wyborców słysząc o takich pensjach w banku, który nie jest bankiem komercyjnym, może być zbulwersowanych i może nie oddać więcej głosu na PiS, odpowiedział: "A sądzi pan, że kiedyś się nie działy? Tutaj to się nie zgodzimy". "Takie pytanie trzeba postawić, ja nie wiem jaka jest odpowiedź, nie wiem, czy takich specjalistów by się dało znaleźć, być może te pensje nawet wyraźnie obniżone i tak by nie zniechęciły" - mówił. "Rzeczywiście jest zasadnicza różnica między bankiem narodowym a bankiem komercyjnym, co do jego funkcji, sposobu działania i zadań, ja temu nie przeczę, niemniej dobrzy specjaliści są potrzebni" - dodał.

"Dobrze się stało, i to jest nasza zasługa, że te sprawy stały się dzisiaj jawne i mogą być przedmiotem społecznej dyskusji. Jeżeli ta dyskusja będzie prowadziła do takiego wniosku, że należy to obniżyć to my oczywiście nie mamy nic przeciwko temu. Jesteśmy gotowi to obniżać, ale chcielibyśmy, żeby było to jasne wobec wszystkich grup ludzi dobrze zarabiających, bo ich jest w Polsce sporo i tutaj mamy do czynienia z czymś, co na szczęście się powoli zmienia, tzn. z tym ogromnym rozwarciem nożyc" - powiedział.

Zgodnie z zapisami konstytucji, prezes NBP jest powoływany przez Sejm na wniosek prezydenta na sześć lat. Adam Glapiński objął stanowisko prezesa NBP w 2016 roku; jego kadencja kończy się więc w 2022 r.(PAP)

autor: Grzegorz Bruszewski

gb/ agz/

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 13 histeryk

jak zwykle odwracanie kota ogonem i ględzenie nie na temat. W NBP powinny być wysokie wynagrodzenia na stanowiskach dyrektorskich, i dobrze że takie są. Ale partyjni nominaci bez kompetencji nie powinni zarabiać tam 150% tego co inni dyrektorzy. Bo to jest poważny problem mówiący o tym, jak partia rządząca traktuje państwo. Jak dojną krowę.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 15 carlito1

Dzisiaj żadne wykształcenie czy zdolności :( najbardziej liczy się kumoterstwo, układziki... I robota w zarzadach spółek skarbu państwa

! Odpowiedz

Do rozliczenia PIT 2018 zostało:

WCZYTAJ TWÓJ E-PIT

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.