Jedną z ofiar wojny w Strefie Gazy okazała się waluta Izraela. Kurs szekla do dolara osiągnął najsłabsze poziomy od 2015 roku. To pokłosie obaw o wpływ konfliktu na izraelską gospodarkę.


W piątek nad ranem za dolara amerykańskiego płacono już ponad 4,05 szekli. To o 5,3% więcej niż przed październikowym atakiem Hamasu oraz najwięcej od 2015 roku. Od początku roku izraelska waluta osłabiła się do dolara o ponad 13%. Dla porównania, w tym samym okresie polski złoty umocnił się o 3,9% względem „zielonego”.
Przyczyna słabości szekla jest dość oczywista. Izrael został zaatakowany i w odpowiedzi podjął się ogromnego wysiłku wojskowego, m.in. mobilizując 300 tysięcy rezerwistów. To więcej niż dużo jak na kraj o populacji nieco ponad 9,5 mln. Ponadto wojna pochłania ogromne zasoby pieniężne. Agencja Firch w czwartek zagroziła obniżką ratingu kredytowego Izraela (obecnie A+, o dwa „oczka” wyżej niż Polska).
ReklamaZobacz także
Także wczoraj minister finansów Izraela Bezalel Smotricz poinformował o planach wprowadzenie wojennego „pakietu pomocowego” dla gospodarki. Ma się on sprowadzać do pożyczenia i wydania (ang. deficit spending) miliarda szekli (blisko 250 mln USD) ma odbudowę miejscowości, położonych przy granicy ze Strefą Gazy i zniszczonych podczas ataku Hamasu 7 października. Ma powstać specjalna agencja rządowa, która działać będzie przez pięć lat, by nadzorować proces odbudowy.
Oznaczać to będzie wzrost i tak już dość sporego zadłużenia państwa. Na koniec 2022 roku relacja długu publicznego do PKB w Izraelu wynosiła 60,9%. Wskaźnik ten udało się w ostatnich latach obniżyć z 71,7% osiągniętych na skutek covidowych lockdownów w 2020 roku.
Na wybuch zbrojnego konfliktu z Hamasem bardzo negatywnie zareagowała też giełda w Tel-Awiwie. Indeks AT-35 od początku października spadł o ponad 10% i znalazł się na najniższym poziomie od przeszło dwóch lat.
KK

























































