Listopad przyniósł zgodny z oczekiwaniami spadek inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych. Problem w tym, że koszty życia w Ameryce w dalszym ciągu rosną szybciej, niż by sobie tego życzyły władze.


W listopadzie inflacja CPI w USA ukształtowała się na poziomie 3,1% - poinformowało rządowe Biuro Statystyki Pracy (BLS). To delikatny spadek wobec 3,2% odnotowanych w październiku oraz odczyt wyraźnie niższy względem 3,7% odnotowanych we wrześniu oraz w sierpniu. Lecz w dalszym ciągu to odczyt wyraźnie przekraczający 2-procentowy cel Rezerwy Federalnej.
Był to już 33. miesiąc z rzędu, w którym roczna dynamika CPI w Stanach Zjednoczonych utrzymywała się powyżej 2%. Rezultat za listopad był zbieżny z oczekiwaniami ekonomistów, z których większość spodziewała się inflacji w granicach 3,1%. Po ostrym wyhamowaniu inflacji CPI w Ameryce (z 9,1% w czerwcu 2022 do 3% rok później) od kilku miesięcy wskaźnik ten już nie maleje.
3% to wciąż zbyt dużo
W skali miesiąca koszyk dóbr konsumpcyjnych podrożał o 0,1% po tym, jak w październiku utrzymał się bez zmian, we wrześniu wzrósł o 0,4% mdm, a w sierpniu aż o 0,6% mdm. Na stabilizację wskaźnika CPI złożyły się taniejące paliwa: benzyna była o 6,0% tańsza niż w październiku, zaś olej napędowy potaniał o 2,7% mdm.
Tańsze niż przed miesiącem były jeszcze tylko meble (o 1,3 mdm) oraz nowe auta (o 0,1 mdm), a także dobra przemysłowe inne niż żywność i energia (o 0,3%). We wszystkich pozostałych kategoriach BLS odnotował wzrost cen względem września. Najmocniej podrożał gaz ziemny (o 2,8% mdm), energia elektryczna (o 1,4%), usługi transportowe (o 1,1%) oraz medyczne (o 0,6%).
Inflacja bazowa – czyli wskaźnik z wyłączeniem paliw, żywności i energii – ukształtowała się na poziomie 0,3% mdm i 4,0% rdr. Dynamika roczna utrzymała się zatem na najniższym poziomie od dwóch lat. Był to także odczyt zgodny z oczekiwaniami ekonomistów.
Nie zmienia to faktu, że wszelkie miary inflacji konsumenckiej w Stanach Zjednoczonych wciąż znajdują się powyżej 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej. Dynamiczny etap dezinflacji już dawno mamy za sobą i o dalsze spadki inflacji CPI będzie już znacznie ciężej, czego dowodzą ostatnie miesiące.
Z drugiej strony warto wziąć poprawkę na fakt, że statystyki CPI są nieco sztucznie podbijane przez opóźnienia w transmisji danych z realnej gospodarki do bls-owskiego agregatu kosztów zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych (ang. shelter). W listopadzie „ceny” w tej kategorii notowały wzrost o 0,4% mdm i 6,5% rdr, choć wszyscy wiedzą, że wskaźnik ten wciąż jeszcze „widzi” podwyżki czynszów i cen domów z lat 2021-22.
Uporczywy wzrost cen usług
Problemem cały czas pozostaje zbyt szybki wzrost cen w sektorze usług. Dynamika cen w tej kategorii wyniosła 0,5% mdm oraz 5,5% rdr. W październiku było to 0,3% mdm i 5,8% rdr, we wrześniu 0,6% mdm i 5,7% rdr, a w sierpniu 0,4 proc. mdm i 5,9 proc. rdr.
Uporczywie wysoka inflacja w sektorze usługowym sprawia, że kierownictwo Rezerwy Federalnej niechętnie mówi o wyczekiwanych przez rynek obniżkach stóp procentowych. Po listopadowym posiedzeniu FOMC przewodniczący Jerome Powell mówił, że „proces trwałego obniżenia inflacji ma przed sobą długą drogę”. Mimo to władze monetarne USA wstrzymały się z kolejną podwyżką stóp procentowych i najprawdopodobniej już w lipcu zakończyły najmocniejszy od ponad 40 lat cykl zaostrzania polityki monetarnej. Rynek terminowy zakłada wręcz, że od wiosny 2024 roku Fed zacznie obniżać stopy procentowe.
























































