Organizacje ekologiczne sprzeciwiają się polowaniom, ale leśnicy i koła łowieckie zacierają ręce. Ile można zarobić na takich eskapadach? Jak ujawnia "Rzeczpospolita", naprawdę dużo - kwoty liczone są w dziesiątkach milionów złotych.
Jak podaje gazeta, w samym 2017 r. Lasy Państwowe zarobiły na organizacji polowań komercyjnych 61,7 mln zł. Zysk za rok 2016 r., którym mogą pochwalić się koła łowieckie podlegające Polskiemu Związkowi Łowieckiemu, to jeszcze więcej - 72,5 mln zł, choć ten zaprzecza, podając inną kwotę - 12,9 mln zł.
Jeszcze inne kwoty widnieją na sprawozdaniu rocznym ŁOW-2, dostarczonym przez ekologów. Według tego dokumentu przychody kół łowieckich podlegających Polskiemu Związkowi Łowieckiemu w 2016 r. to 306 mln zł - 72,5 mln zł za polowania, 31,9 mln zł za sprzedaż myśliwym tusz zwierzyny na użytek własny, natomiast sprzedaż podmiotom zewnętrznym przyniosła 110 mln zł.
Na czym dokładnie zarabia się podczas polowania?
Sam udział w polowaniu kosztuje. Płaci się za całą jego organizację, a jeśli myśliwy nie wykupił pakietu wartego ponad 5 tys. zł, płaci osobno za strzelanie do zwierzyny, za trofea oraz osobno za zdjęcie skóry. Różnice cen są ogromne.
Gazeta powołuje się na cennik dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. Według niego za strzelenie do jelenia myśliwy płaci 1000 zł, za sarnę lub kozła 300 zł, za łanię lub cielę 250 zł, za dziki "jedynie" 120 zł.
Przy trofeach rozpiętość cen jest jeszcze większa. Za jelenia zapłacić trzeba od 200 do 5600 zł (w zależności od wagi), za kozła od 50 do 2700 zł, za szable dzika powyżej 20 cm cena waha się od 30 do 850 zł. Za racice, pióra czy czaszki mniejszych zwierząt ceny są mniejsze - od 10 do 50 zł.
DU



























































