

Na WIG20 znajdujemy się w okolicach 2400 punktów, jednak przewaga optymistycznych nastrojów inwestorów niepokoi. 2014 jak na razie to rok zmarnowanych szans - komentuje Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.
Ubiegły czwartek sesja to kulminacja niepokoju o bank Esprito Santo, tymczasem GPW zachowała się bardzo porządnie - już pod koniec sesji chciała odreagowywać i kontynuowała wzrosty. 2400 to krótkoterminowy opór, jednak otoczenie globalne wspiera optymizm: nienajgorsze dane z Chin, lepsze od oczekiwań wyniki spółek amerykańskich i oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej przez EBC.
Dodatkowym, paradoksalnym wsparciem są wyniki inflacji i odsunięcie się w czasie perspektywy obniżki stóp procentowych przez RPP. Zmniejszenie presji na marżę odsetkową banków może poprawić ich wyniki - a to sektor finansowy jest wciąż lokomotywą głównego indeksu GPW. Brakującym elementem na GPW są nadal obroty - brak dużego kapitału powoduje, że ciężko liczyć na mocne odbicie. Jednocześnie wciąż dużo w polskich inwestorach optymizmu - na dobrą sprawę powinniśmy po kontrariańsku obawiać się tej przesadnej pogody ducha.
2014 to nieco rok straconych szans - kiedy poprawiają się nastroje globalne, próbujemy odbijać, ale ze słabymi wynikami. Gdy już nabierzemy rozpędu, na innych rynkach nadchodzi korekta. To oznacza wychodzenie z inwestycji przy 5, 10, 15% zysku - dłuższe trzymanie papierów nie ma sensu. Oczywiście trafiają się ciekawe spółki, trzeba je jednak mocno selekcjonować.


























































