Notowania funta znów lecą na łeb, na szyję. Brytyjska waluta kosztuje najmniej od grudnia 2014 roku i tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy potaniała o ponad 10%. Przyczynkiem do najnowszej fali osłabienia funta była rewizja rządowej prognozy wzrostu gospodarczego.


W czwartek o 9:00 za brytyjskiego funta płacono 5,4150 złotego, co było najniższym kursem od 16 miesięcy. Tylko od początku marca szterling potaniał o 16 groszy. Względem odnotowanego na początku grudnia 10-letniego maksimum (6,09 zł) funt stracił na wartości 10,7%, czyli ponad 67 groszy.
Tak mocny spadek kursu GBP/PLN to nie tyle zasługa siły złotego (na początku grudnia 2015 r. euro kosztowało prawie tyle samo co teraz), co pochodna słabości funta. Brytyjska waluta sporo straciła do dolara – jeszcze na początku marca para funt-dolar była notowana najniżej od apogeum kryzysu gospodarczego w marcu 2009 roku.
Od listopada funt traci nawet wobec „dodrukowywanego” na potęgę euro. W tym czasie cena euro wzrosła z niespełna 70 do 79 pensów.
Najnowszą przesłanką do gry przeciwko funtowi stała się propozycja budżetu, w której kanclerz skarbu George Osborne obniżył tegoroczną prognozę wzrostu PKB Wielkiej Brytanii do 2,0% wobec 2,4% w założeniach z listopada.
Spowolnienie wzrostu gospodarczego na Wyspach Brytyjskich oddala i tak już iluzoryczną szansę na podwyżki stóp procentowych w Banku Anglii, które od 7 lat utrzymywane są na rekordowo niskim poziomie 0,5%. Ponadto funtowi ciąży niepewność związana z ewentualnym opuszczeniem Unii Europejskiej. Referendum w sprawie Brexitu odbędzie się 23 czerwca.


























































