Pakiet ma pomóc USA otrząsnąć się po szoku wywołanym atakami na Nowy Jork i Waszyngton.
Liderzy Kongresu spotkali się z Greenspanem, byłym sekretarzem skarbu Robertem Rubinem i doradcą ekonomicznym Białego Domu, Lawrencem Lindseyem.
Po spotkaniu amerykańscy deputowani powiedzieli, że ci trzej ekonomiści zgodzili się, że pakiet, który będzie prawdopodobnie zawierał obniżki podatków i zwiększenie wydatków powinien być wprowadzony szybko, by przywrócić zaufanie wśród konsumentów i biznesmenów.
Lider Republikanów w Izbie Reprezentantów, Dick Armey powiedział dziennikarzom, że "jest zgoda na wprowadzenie pakietu pomocowego i na zrobienie tego tak szybko, jak to możliwe". Pytany czy wprowadzenie pakietu poparł także Greenspan, Armey odpowiedział "Tak".
Przywódca Demokratów, Richard Gephardt powiedział, że ekonomiści są zgodni co do tego, że pakiet powinien zostać wprowadzony na ograniczony czas, nie krótszy jednak niż dwa lata.
"Jest jasne, że pakiet powinien obowiązywać tylko przez jakiś czas i że powinniśmy uważać, by nie spowodował on podwyżki stóp procentowych" - powiedział Gephardt.
"Trzeba to jednak zrobić, nawet jeżeli w dłuższej perspektywie ryzykujemy zwiększeniem deficytu" - dodał.
Według jednego z Republikanów, na spotkaniu które odbyło się za zamkniętymi drzwiami, mówiono o pakiecie wartości od 50 do 75 miliaródw dolarów, który obowiązywałby przez dwa lata.
Na spotkaniu dyskutowano różne opcje, między innymi zwolnienia podatkowe dla firm i osób indywidualnych, nie wypracowano jednak żadnych ostatecznych propozycji.
Greenspan i pozostali ekonomiści wyrażali jednak obawę, że znaczny wzrost wydatków przy jednoczesnym obniżeniu podatków mogłyby doprowadzić do podwyższenia stóp procentowych, co uderzyłoby w kredytobiorców.
Wielu polityków wyraża obawę, że po atakach dokonanych 11 września amerykańska gospodarka, która już wcześniej miała poważne kłopoty, na dobre pogrąża się w recesji. Sam tylko sektor lotniczy ogłosił, że zwolni około 100.000 ludzi.
Greenspan i Rubin początkowo wzywali deputowanych by działali ostrożnie i poczekali aż będzie można w pełni ocenić wpływ ataków na gospodarkę.
"Kilka tygodni temu mówili 'stop'. Teraz mówią 'start'" - powiedział John Feehery, rzecznik demokratów w Izbie Reprezentantów.