Abstrahując od kwestii dotyczących utraty suwerenności, najnowsze propozycje oceniam negatywnie. Pomysł ścisłego nadzoru brukselskich urzędników nad budżetami poszczególnych państw jest szczególnie nietrafiony.
Państwa różnią się między sobą i realizują odmienne cele. Urzędnicy tak naprawdę nie wiedzą, jakie potrzeby i oczekiwania stawiają przed poszczególnymi rządami obywatele, co w krajach demokratycznych powinno mieć kluczowe znaczenie. Stąd odpowiedź na pytanie, jakie wydatki zaakceptować, a jakie zablokować, będzie niezwykle trudna. Ponadto istnieje poważna trudność dotycząca zebrania i zinterpretowania odpowiednich danych, aby prawidłowo ocenić, które wydatki są uzasadnione, a które nie.
Europa nie korzysta z doświadczeń ostatnich lat
![]() | Co się dzieje ze strefą euro? |
Europejski Bank Centralny próbował prowadzić wspólną politykę monetarną w krajach o odmiennym poziomie rozwoju takich jak Niemcy i Grecja. Sytuacja była nie do utrzymania i zaowocowała załamaniem gospodarczym, co w konsekwencji zachwiało stabilnością finansów publicznych.
Problemy budżetowe kolejnych państw po części są efektem „stymulowania gospodarki”. To ci sami politycy zaledwie trzy lata temu wydawali publiczne pieniądze bez opamiętania, za co teraz płacimy nową recesją. Rządowe interwencje połączone z polityką taniego pieniądza fundowaną przez EBC stworzyło iluzję trwałej prosperity. Załamanie finansów publicznych jest skutkiem choroby strefy euro, a nie jej przyczyną.
Jasne i stanowczo egzekwowane reguły
Zamiast kolejnego brukselskiego urzędu politycy powinni wprowadzić ścisły i stanowczo egzekwowany wymóg zrównoważonego budżetu od wszystkich krajów Unii Europejskiej. Ostatnie lata pokazały, że keynesistowskie przekonanie o konieczności deficytu budżetowego w celu stymulowania wzrostu gospodarczego jest nie tylko nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe.
Zobacz też: Fasadowe zmiany nie rozwiążą problemów Unii
Należy też skończyć z polityką ratowania bankrutów, gdyż mechanizm zysków i strat jest najlepszym sposobem dyscyplinowania zarówno banków, jak i rządów. Pouczający jest przykład Islandii, która po spektakularnym bankructwie największych banków odbudowuje gospodarkę, podczas gdy unijni politycy od dwóch lat ”ratują” niewypłacalną Grecji. Wolny rynek i indywidualna odpowiedzialność za decyzje gospodarcze jest rozwiązaniem tańszym i skuteczniejszym niż kolejne traktaty europejskie.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl
Podyskutuj z autorem na blogu Blogbank.pl



























































