E-booków nie można odsprzedać. Jest wyrok TSUE

"Tylko za zgodą wydawcy" - tak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ukrócił handel używanymi e-bookami. W przeciwieństwie do ich papierowych wersji po przeczytaniu nie można ich sprzedać. 

Rosnący rynek e-booków spowodował konieczność jego prawnego uregulowania. Nic dziwnego, bowiem już co czwarta książka sprzedawana w Wielkiej Brytanii czy Niemczech jest w wersji elektronicznej. 

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zajął się aspektem sprzedaży używanych e-booków. Cała sprawa rozpoczęła się od działalności niderlandzkiej spółki Tom Kabinet. Działająca jako klub czytelniczy platforma kupowała elektroniczne wersje książek, oznaczała je swoim znakiem wodnym, a następnie odsprzedawała członkom klubu, którzy po przeczytaniu mogli ponownie odsprzedać e-booka. Takie działania zakwestionowali wydawcy. Sąd w Hadze orzekł, że wielokrotne odprzedawanie tych samych książek to forma piractwa. 

(fot. Perfecto Capucine / Pexels)

Takie rozwiązanie poparł TSUE. Zgodnie z wydanym przez niego wyrokiem, nie można ich odsprzedawać, ponieważ "nie dochodzi do tzw. wyczerpania prawa". Jak wyjaśnia "Gazeta Prawna", w opinii TSUE sprzedaż książki elektronicznej nie oznacza jej publicznego rozpowszechniania, ale publiczne udostępnianie. By móc odsprzedać e-booka konieczne jest uzyskanie zgody wydawcy, bo "odsprzedajemy usługę świadczoną przez internet". Wyczerpanie prawa odgrywa rolę, ale tylko przy obrocie fizycznymi nośnikami, a więc książkami, ale w wersji papierowej, muzyką na płytach CD czy filmami na DVD. Dlatego też w przypadku sprzedaży książki tradycyjnej nie jest wymagane dodatkowe zezwolenie. 

Co to oznacza? Jak widać prawa autorskie odnośnie tych samych treści mogą się różnić ze względu na sposób wydania. Budzi to wątpliwości części prawników, którzy nie do końca zgadzają się z argumentacją TSUE, określającą kupujących książki papierowe jako właścicieli, a książki cyfrowe - licencjobiorców. W praktyce jednak każda odsprzedaż e-booka staje się niedopuszczalna

Do rozstrzygnięcia pozostaje sprzedaż urządzeń, na których zapisane zostały e-booki, a więc czytników, smartfonów czy najzwyklejszych pendrive'ów. 

Agata Wojciechowska

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 xiven

w ten sposób odbywa się transfer bogactwa od najbiedniejszych do najbogatszych

prawa autorskie wysysają z nas kapitał i tuczą arystokratów

! Odpowiedz
21 8 wrocek65

Czyli mówiąc w skrócie wszystkie antykwariaty uprawiają paserkę ! A jak jest z winylami i muzyką w ogóle, jak z dziełami sztuki itp. Wydaje mi się że ten cały TSUE chyba się pogubił. Jak widać ryba psuje się od głowy nadzwyczajnej kasty.

! Odpowiedz
5 28 mateuszms

Proszę przeczytać ten artykuł jeszcze raz ale tym razem ze zrozumieniem.

! Odpowiedz
0 6 wonsz

"W opinii TSUE sprzedaż książki elektronicznej nie oznacza jej publicznego rozpowszechniania, ale publiczne udostępnianie". Tymczasem zgodnie z naszą ustawą (art. 6 ust. 1 pkt. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych) utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie. A utwór rozpowszechniony możemy sobie pobrać na własny użytek i oglądać/słuchać/czytać do woli.

Opcje są następujące - albo tłumacze (gazetowi lub przy TSUE) się po prostu nie popisali i pomieszali terminologię, albo nasza ustawa jest sprzeczna z prawem UE i musi być zmieniona, albo można sobie taką książkę po prostu pobrać za darmo z dowolnego serwisu hostingowego, na ryzyko i odpowiedzialność tego, kto ją tam wrzucił, niezależnie od tego, czy intencją wydawcy sprzedającego e-booka było jego "rozpowszechnienie" czy "udostępnienie".

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 10 kozey

Nie trzeba też kupować, pdk:)

! Odpowiedz
37 64 loosac

Jak cos kupuje to jest MOJE po zakupie, wiec prawo do odprzedaży jest NATURALNE. Bydło jest szykowane do kolejnego kroku w ubezwlasnowolnieniu. Debile daliscie sobie odebrac bron, z radoscia, dzieki czeku g... zrobicie i bedzie dalej maszerowac jak hoholy w przepasc za glosem wladzy i korporacji. Rok w rok dokrecaja ludziom srube a bydlo sie cieszy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
19 8 silvio_gesell

Własność jest naturalna tylko wobec wartości dodanej, która wynika z pracy. Żeby być właścicielem czegoś musisz być w stanie to zniszczyć. Dlatego np. nie jesteśmy właścicielami pieniędzy, które odzwierciedlają czas, ani książek, które są informacją. Nie jesteśmy także właścicielami ziemi, która odzwierciedla przestrzeń, ani kanałów radiowych, które odzwierciedlają spektrum elektromagnetyczne. Czas, przestrzeń, informacja, to są wymiary fizyczne, których nikt nie jest w stanie zniszczyć. Nie jesteśmy ich właścicielami, a tylko je dzierżawimy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 loosac odpowiada silvio_gesell

Ziemie tez mozna zniszczyc. A spalonych banknotow nikt ci nie odda. To co piszesz brzmi niepokojaco podobnie do tez gloszonych przez Zandberga i innych komuchow/zlodzieji czy piewców NWO.
O ile waluta w wiekszosci pasntw to bzdurny zapis teorii dlugu panstwa wobec obywatela, o tyle jest to przeklad zuzycia przez czlowieka swojego organizmu oraz czasu skradzionego rodzinie, wiec powinien w takiej czy innej formie byc traktowany jak wlasnosc. A ziemia to rowniez wlasnosc i o to nalezy walczyc. Bez prawa wlasnosci czlowiek jest zasobem a nie podmiotem. Zastanow sie raz jeszcze czy chcesz byc w jednym szeregu ze zlodziejami.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 26 sammler

Przecież większość sklepów ma to w regulaminie.

Choć z drugiej strony można odsprzedawać np. licencje na oprogramowanie (co chyba ten sam TSUE orzekł - ręki nie dam sobie uciąć, ale kojarzę, że to wynika z rozstrzygnięć na poziomie europejskim), więc dziwne, że tu jest inaczej. O ile pamiętam, to tam TSUE (?) dopuścił sprzedaż "używanej" licencji na oprogramowanie także w jego wersji niepudełkowej, czyli gdy kopia nie istnieje fizycznie jako egzemplarz na nośniku. Czy teraz więc TSUE inaczej rozumie "wyczerpanie prawa"?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 5 zenonn

"problem dotyczy doktrynalnego sporu o to, czy udzielenie licencji jest czynnością rozporządzającą (czyli w dużym uproszczeniu, taką, która przenosi pewne prawo na inną osobę), czy tylko czynnością zobowiązującą (taką, która nie skutkuje przeniesieniem prawa)"

https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo- w-kulturze/zapytaj-prawnika/licencje/578,sprzedaz-oprogramowania-komputerowego-ktore-bylo-zainstalowane-na-komputerze

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne