We wtorek rano kurs ropy Brent spadł do 58,33$ za baryłkę i był to najniższy poziom cen od lutego 2007 roku. W ten sposób od lipcowego szczytu wszech czasów „czarne złoto” potaniało o przeszło 60%.
Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano kontrakty na ropę były sprzedawane pod wpływem bardzo słabych danych z amerykańskiego przemysłu. Indeks ISM spadł do najniższego poziomu od 26 lat, co sugeruje dalszy spadek popytu na paliwa w USA. Stany Zjednoczone nadal są największym na świecie konsumentem ropy naftowej.
Sygnałem do inwestowania w ropę był spadek wartości dolara w stosunku do euro – kurs EUR/USD zyskuje dzisiaj prawie 3 centy, przekraczając próg 1,28$. Słabszy dolar sprawia, że surowce stają się tańsze dla posiadaczy innych walut.
Pomogły też wzrosty na rynkach akcji – dla niektórych inwestorów giełdowe indeksy są najlepszym wskaźnikiem wyprzedzającym koniunkturę. W górę idą także notowania kontraktów terminowych na Nasdaq100 oraz S&P500.
W efekcie o godzinie 13:40 baryłka ropy Brent kosztowała już 61,54$ i była o 1,4% droższa niż na zamknięciu poniedziałkowych notowań. Za baryłkę amerykańskiej ropy gatunku Light Crude trzeba było zapłacić 65,42$, po wzroście o 1,8%.
K.K.



























































