Warszawski sąd, przed którym toczy się proces byłych szefów KNF ws. nadzoru nad SKOK Wołomin, rozpoczął w środę przesłuchania - jako świadków - osób związanych z zarządem Kasy Krajowej w czasach funkcjonowania wołomińskiego SKOK. Przesłuchania te potrwają co najmniej do marca.


Na połowę lutego wyznaczone jest przesłuchanie jako świadka senatora PiS Grzegorza Biereckiego – współtwórcy społecznych kas oszczędnościowo-kredytowych i wieloletniego szefa Krajowej Kasy.
W toczącym się od września 2023 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie procesie oskarżeni są m.in. byli szefowie i pracownicy Komisji Nadzoru Finansowego, którym zarzucono niedopełnienie obowiązków służbowych w sprawie nadzoru nad SKOK Wołomin.
Na ławie oskarżonych zasiada 11 osób. Poza przewodniczącym KNF w latach 2011-2016 Andrzejem Jakubiakiem jest też m.in. Wojciech Kwaśniak – jego ówczesny zastępca. – Dbałem o to, aby zachowana była najwyższa staranność i profesjonalizm w działaniach wobec SKOK Wołomin. Jestem przekonany, że podczas tego procesu ja i moi współpracownicy zostaniemy oczyszczeni ze stawianych zarzutów – mówił na początku procesu Jakubiak.
Postępowanie wobec byłego kierownictwa KNF odbiło się szerokim echem przed kilkoma laty, w czasach rządów PiS. Jak wtedy informowała prokuratura, oskarżeni urzędnicy, nadzorując SKOK Wołomin w latach 2013-2014, mieli dopuścić się zaniedbań, które pozwoliły na kontynuowanie przestępczej działalności w tej kasie. Łączna kwota wyłudzeń w związku ze SKOK Wołomin została oszacowana przez prokuraturę w późniejszym akcie oskarżenia dotyczącym całej afery na ponad 3 mld zł.
„Podjęcie w porę działań przez KNF mogłoby zapobiec stratom poniesionym przez Kasę i kilkudziesięciotysięczną rzeszę jej klientów. Komisja zaniechała takich działań, mimo że dysponowała informacjami, że w SKOK Wołomin dochodzi do przestępstwa prania brudnych pieniędzy, co zagraża bezpieczeństwu funduszy zgromadzonych przez jej klientów” – oceniała w 2018 r. ówczesna Prokuratura Krajowa.
W środę przed sądem swoje zeznania rozpoczął wieloletni wiceszef Kasy Krajowej SKOK Wiktor Kamiński. Zastrzegł, że nigdy nie był pracownikiem UKNF i nie uczestniczył w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji w postępowaniu tego urzędu wobec SKOK Wołomin. Potwierdził jednak, że jeszcze przed przejęciem nadzoru przez KNF nad SKOK-ami – co nastąpiło w październiku 2012 r. – Kasa Krajowa prowadziła m.in. w latach 2011-2012 lustracje i kontrole w wołomińskim SKOK, które wykazywały różne naruszenia.
Jak tłumaczył świadek, wykazanie wtedy ewentualnej działalności przestępczej było jednak problematyczne. – Trudno nam było podważyć wyniki finansowe przedstawione przez SKOK Wołomin, gdyż Kasa ta wypracowywała zysk i posiadała odpowiedni kapitał – mówił Kamiński.
Jak zapewnił, sprawozdania finansowe wołomińskiego SKOK były badane przez biegłych rewidentów, którzy nie znajdowali tam jakichkolwiek nieprawidłowości, jeśli chodzi o wyniki finansowe. – Kasa Krajowa nie miała uprawnień do podważania ustaleń poczynionych przez niezależnego biegłego rewidenta – zaznaczył. Jak dodał – odpowiadając na pytanie prokuratora – nie pamięta, czy Kasa Krajowa była uprawniona do powołania własnego biegłego do oceny tych sprawozdań. Jego zdaniem KNF po przejęciu nadzoru miała jednak znacznie większe możliwości kontrolne niż Kasa Krajowa.
Kwaśniak w środę powiedział PAP, że w sprawie mało skupiano się na działaniach kontrolnych z lat 2008-2012. – Problem w tym, że działania różnych organów były nieefektywne. To my (KNF) przeprowadziliśmy te działania i teraz ponosimy konsekwencje – ocenił.
W tej sprawie na etapie śledztwa jeszcze w grudniu 2018 r. CBA zatrzymało kilkoro urzędników KNF, w tym Kwaśniaka. Zostali oni wówczas przewiezieni do Szczecina. W 2019 r. szczeciński sąd uznał jednak, że zatrzymanie to było bezzasadne i uchylił wszystkie środki zapobiegawcze stosowane wobec zatrzymanych.
– Sąd jasno stwierdził, że prokuratura w żaden sposób nie uprawdopodobniła jakichkolwiek działań, które by naruszały procedurę prawną ze strony mojej czy pozostałych pracowników KNF ws. nadzoru nad SKOK Wołomin – mówił wtedy Kwaśniak. Sąd Apelacyjny w Warszawie zasądził później od Skarbu Państwa na rzecz Kwaśniaka 20 tys. zł jako zadośćuczynienie za niesłuszne zatrzymanie.
W marcu ub.r. ówczesny minister sprawiedliwości-prokurator generalny Adam Bodnar mówił, że sprawa Kwaśniaka i pozostałych osób z kierownictwa KNF w kontekście audytu spraw z czasów rządów PiS „jest traktowana absolutnie priorytetowo”. – Jest to jedna z tych najważniejszych spraw do wyjaśnienia, jeśli chodzi o ostatnie lata – podkreślał.
- Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że (Kwaśniak) został pobity, ledwo uszedł z życiem i niestety toczy się sprawa z aktu oskarżenia, że rzekomo nie dopełnił swoich obowiązków jako nadzorca w kontekście SKOK. I to jest właśnie ten aspekt sprawy, który wyjaśniamy. Proszę pamiętać, że czym innym jest wyjaśnianie sprawy na etapie postępowania przygotowawczego, a czym innym, kiedy sprawa jest już w sądzie, ponieważ w sądzie mamy już wielu innych aktorów procesowych – mówił wtedy Bodnar.
Tej sprawie poświęcono blisko 30 stron w opublikowanej w końcu kwietnia ub.r. drugiej części raportu z audytu spraw z lat 2016-2023, czyli z czasów rządów PiS. W raporcie wskazano wprawdzie, że – z uwagi na obecny etap postępowania i przepisy prawa – wycofanie aktu oskarżenia „nie znajduje procesowego ani merytorycznego uzasadnienia”, jednak w dokumencie tym sformułowano rekomendacje, m.in. zmianę prokuratora występującego w sprawie. Miesiąc później – pod koniec maja – poinformowano, że funkcje oskarżycielskie w tym procesie przejął prokurator z Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Wcześniej oskarżający szczeciński prokurator został wyłączony ze sprawy.
Kwaśniak w 2014 r. padł ofiarą napaści, a dotkliwe pobicie wiceszefa KNF to jeden z najgłośniejszych wątków afery związanej z tą instytucją finansową. W marcu ub.r. Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok skazujący w sprawie tej napaści, skazując prawomocnie zasiadającego we władzach wołomińskiego SKOK Piotra Polaszczyka – któremu prokuratura zarzuciła nakłanianie do pobicia wiceszefa KNF – na 8 lat więzienia. Obrona sformułowała kasację.
Z kolei w końcu grudnia ub.r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wymierzył (nieprawomocnie) Polaszczykowi 14 lat więzienia w procesie dotyczącym „wyprania” około 350 mln zł. Obrona zapowiedziała już apelację.
Natomiast od początku grudnia ub.r. przed tym samym sądem okręgowym toczy się główny proces w sprawie afery SKOK Wołomin. Na ławie oskarżonych w tym głównym procesie zasiada ponad 60 osób, sam akt oskarżenia liczy 29 tomów, ponad 5,5 tys. stron.
Marcin Jabłoński (PAP)
mja/ ugw/
























































