Od dawna wiadomo, że LOT ma problemy finansowe. W grudniu zeszłego roku krajowy przewoźnik zwrócił się do Skarbu Państwa o udzielenie pomocy finansowej w wysokości ok. 1 mld zł. W pierwszej transzy LOT otrzymał 400 mln zł. We wrześniu przyjdzie czas na drugą transzę. Zdaniem LOT-u kwota pomocy będzie niższa, niż wcześniej zakładano.
W ubiegłego roku minister skarbu państwa Mikołaj Budzanowski poinformował, że MSP pozytywnie ocenia wniosek LOT-u o udzielenie pomocy publicznej. Pod koniec grudnia 2012 r. resort skarbu, nie czekając na opinię Komisji Europejskiej, przelał spółce 400 mln zł pożyczki. Pieniądze te zostały przeznaczone na spłatę przeterminowanych zobowiązań (318 mln zł) i pokrycie strat operacyjnych.
PLL LOT we wrześniu wystąpią o II transzę pomocy w nieco mniejszej wysokości. We wrześniu zwrócimy się o zaplanowana wcześniej wypłatę drugiej transzy również w wysokości ok. 400 mln zł. (bez tego. ona powiedziała nawet, że jest szansa na mniej niż 400mln) To jest pomoc publiczna zaplanowana i wpisana do planu restrukturyzacji firmy. Zrobimy wszystko, by druga transza była jak najniższa. W tej chwili trwa restrukturyzacja – przekonuje Barbara Pijanowska-Kuras, rzecznik prasowy PLL LOT.
Zobacz także
Państwowy przewoźnik zatrudnia ok. 1700 pracowników, w tym 400 pilotów i ok. 600 osób na etatach personelu pokładowego. Na początku roku w ramach restrukturyzacji z firmy odeszło 360 osób. Około 1/3 z nich skorzystało z programu dobrowolnych odejść.
Czy KE dobije LOT?
PLL LOT obsługują blisko 100 tras. Komisji Europejskiej nie spodobała się pomoc publiczna udzielona spółce przez rząd. W związku z tym najprawdopodobniej wymusi na władzach LOT-u likwidację części połączeń w ramach tzw. kompensaty. Pomoc państwa traktowana jest bowiem jako naruszenie zasad konkurencji i zgodnie z unijnym prawem jest niedozwolona.
Na razie toczą się rozmowy w tej sprawie i trudno powiedzieć, które trasy zostaną zlikwidowane. Z całą pewnością nie ułatwi to państwowemu przewoźnikowi wyciągnięcie spółki na prostą. Zwłaszcza jeśli KE zażąda likwidacji najpopularniejszych połączeń, a taki scenariusz też jest możliwy.
Wiosną plotkowano także o rychłej sprzedaży państwowego przewoźnika. Kupcem miały być norweskie linie lotnicze. Informacje te nie były bezpodstawne, gdyż 2 kwietnia br. Rada Ministrów przyjęła projekt ministra Budzanowskiego, umożliwiający sprzedaż większościowego pakietu akcji PLL LOT. Zmieniono zapis w ustawie o przekształceniu własnościowym przedsiębiorstwa państwowego PLL LOT, zgodnie z którym w przypadku pozyskania inwestora Skarb Państwa zachowuje co najmniej 51 proc. akcji spółki. W ten sposób rząd zrobił krok w kierunku szybkiej sprzedaży. Wówczas Donald Tusk zakomunikował, że "jeśli nie chcemy dalej wrzucać do tej studni bez dna publicznych środków, to jedyną realną alternatywą dla scenariusza ciągle powtarzających się kłopotów jest prywatyzacja". Sprawę jednak przyćmiły niekończące się kłopoty uziemionych Dreamlinerów.
Krótki lot trzmiela
Szerokim echem odbiła się informacja, że utrzymanie nieużywanych samolotów tylko przez dwa miesiące kosztowało ponad 4 mln zł. Dreamlinery ostatecznie wróciły do użytku i latają w barwach LOT-u od 1 czerwca. Teraz trwają rozmowy w sprawie odszkodowania, które Boeing miałby wypłacić przewoźnikowi. Na razie rzeczniczka LOT-u sama przyznaje, że negocjacje mogą trwać zarówno kilka tygodni, jak i kilka miesięcy. – Rozmowy trwają, ale nie wiadomo, jaka będzie kwota odszkodowania. Może to nastąpić za kilka tygodni albo kilka miesięcy. To nie jest sprawa, którą załatwia się w kilka dni – tłumaczy Barbara Pijanowska-Kuras.
Z odszkodowaniem czy bez, krajowy przewoźnik wciąż będzie w tarapatach finansowych. W praktyce jest uzależniony od pomocy publicznej i to w niemałej wysokości. Podatnicy dokładają się do biletów i wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo będą. Lot Dreamlinerem jest krótki i przyjemny. Rozmowy i negocjacje w sprawie przyszłości LOT-u już niekoniecznie.
Aleksandra JarosBankier.pl




























































